Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline. Pokaż wszystkie posty

15 Pan Project- czyli co chcę zużyć w 2015 r

Jednym z moich celów na 2015 roku jest dążenie do kosmetycznego minimalizmu. Tak to brzmi w teorii. Niestety w rzeczywistości bardzo ciężko mi jest dokończyć coś co rozpoczęłam. Zawsze mam słomiany zapał i szybko się zniechęcam. Za przykład znakomicie może poświadczyć mój egzamin na prawo jazdy. Zdałam za 5-tym razem, ale zajęło mi to jakieś 4 lata. Dokładnie tak.

Tym razem mocno się zawzięłam i mam nadzieję osiągnąć swój cel. No, ale o co tak właściwie chodzi? Zainspirowana przez blogerki i YT-berki, a głównie przez blog kosmetykoholiczki i jej Projekt 10 Pan >>>KLIK<<<  zrobiłam ostatnio gruntowny przegląd swoich kosmetyków.
Część z nich powędrowała do kosza, ponieważ miały już za sobą najlepsze czasy. Wybrałam też 15 kosmetyków (bo mamy rok 2015 heeeloł!), które chciałabym jak najprędzej zdenkować. Brałam pod uwagę to, jak długo dany produkt jest w moim posiadaniu, ponieważ chciałabym zapobiec jego szybkiemu zepsuciu się. Uwzględniłam również co zrobię po zużyciu tego produktu, kupię ponownie czy może sięgnę po inny.

Przechodząc do sedna, oto moja 15 do Projectu Pan:


1. Róż Inglot w kolorze 72- jest u mnie już około 2 lat. Bardzo ładny twarzowy kolor, sama w sumie nie wiem czemu tak rzadko po niego sięgam.

Jak go zużyję to mam jeszcze masę innych róży w kolejce ;-)

2. Paletka cieni do brwi Catrice- jest już nieco zmasakrowana i przez to nie mogę zabierać ją ze sobą w podróż. Jestem z niej bardzo zadowolona, miała swoje 5 minut na blogu >>KLIK<<.

Jak zużyję to prawdopodobnie ponowię zakup, chyba ze coś innego mnie oczaruje. 

3. Cielista kredka Paese- jakoś mi z nią nie po drodze. Wydaje mi się, że o wiele lepiej wygląda u mnie biała kredka, bo ta wygląda u mnie mocno żółto. Tą jednak postaram się zużyć do podkreślania przestrzeni pod brwiami, lub do wewnętrznego kącika oka.

Jak zużyję to rozejrzę się za czymś w bardziej różowawej tonacji.

4. Baza pod cienie Artdeco- bardzo słynna, ale u mnie szalu nie robi. Nie podoba mi się, ze ma dosyć perłowe wykończenie na powiece i nie trzyma moich tlustych powiek w ryzach.

Jak zużyję to na pewno do niej nie wrócę.

5. Krem BB Lioele-  lubię go jako bazę pod podklad lub solo na jakieś luźniejsze dni.  Ostatnio mi z nim nie po drodze bo prawie w ogóle się nie maluję. W opakowaniu zostało go już niewiele a jest ze mną już jakiś czas.

Jak zużyję to nie planuję powrotu.

6. Puder transparentny Essence- bardzo dobrze matowi cerę, niestety nałożony w za dużej ilości może bielić. Udało mi się dobić w nim do blaszki, dlatego sprawi mi to przyjemność jak zyżuję go już do końca.

Jak zużyję to w kolejce czeka puder z Catrice,

7. Bronzer W7 Honolulu- był czas, że w blogosferze był naprawdę słynny. W moim egzemplarzu też już widać powoli blaszkę. Ma on swoje plusy jak i minusy, ja ostatnio widzę więcej minusów dlatego jakoś mi z nim nie po drodze. Przydaje się również gdy chcę ocieplić nieco twarz, a reszta moich bronzerów jest w kolorystyce bardzo chłodnej.

Jak zużyję to chciałabym wypróbować Hooli z Benefitu lub może coś innego wpadnie mi w oko.

8. Baza rozświetlająca z P2- produkt jest całkiem w porządku. Lubię nakładać go aby nadać cerze nieco blasku. Niestety w codziennym makijażu "na szybko" najzwyczajniej w świecie o nim zapominam.

Jak zużyję to chciałabym wypróbować bazę rozswietlająca z L'oreal.

9. Puder Bourjois Healthy Mix- bardzo przyzwoity produkt, wygląda naturalnie na twarzy i utrwala podkład. Posiadam wersję najjaśniejszą, która niestety w zimowe dni, gdy jestem ekstra blada, jest sporo za ciemna. Ciężko też zużywa się takie skrawki pudru, bo pędzlem trzeba się namęczyć aby go równomiernie nabrać.

Jak zużyję to w kolejce czeka puder Catrice.

10. Podkład MAC Studio Fix- mamy ze sobą relację love-hate. Na stronę hate znacznie przemawia też fakt, że mam źle dobrany odcień, który w moje normalne dni wygląda za ciemno i za różowo. Mogę go stosować tylko gdy jestem wysmarowana samoopalaczem.

Jak zużyję to kupię lepiej dobrany odcień bo na większe wyjścia podkład jest świetny.

11. Essence rozświetlacz w kremie- jakoś mi z nim nie po drodze, bo najlepiej nakładać bo na sam podkład a ja jakoś odruchowo pudruję na szybko buzię i dopiero wtedy uświadamiam sobie, że jest już "za późno". Ostatnio też dosyć rzadko sięgam po rozświetlacze.

Jak zużyję to nie planuję powrotu.

12. Fluid matujący Under20- również produkt przez pewien czas bardzo dobrze znany w blogosferze, mojego serca jednak nie podbił. Została go już dosłownie ociupinka w opakowaniu i muszę się zebrać w sobie i go wykończyć.

Jak zużyję to na codzień chciałabym się przestawic na podkłady mineralne.

13. Korektor Avon Luxe- Taki sobie przeciętniak. Dodatkowo sztyft mi się ułamał, dlatego rzadko po niego sięgam bo boję się, że narobi balaganu. Mam go jednak już jakiś czas i chyba czas aby go wykończyć.

Jak zuzyję to kupię korektor z Maybelline z serii Fit Me albo ten taki z gąbeczką.

14. Korektor Maybelline Affinitone-- duże opakowanie produktu może być jego zaletą jak i wadą. W przypadku tego korektora to trochę mi ono uwiera, bo najzwyczajniej w świecie znudził mi się.

Jak zuzyję to kupię korektor z Maybelline z serii Fit Me albo ten taki z gąbeczką.

15. Podkład Vichy Dermablend- podkład, który wygląda na skórze po prostu prze-pięk-nie. Niestety tylko przez jakąś godzinę a potem robi się masakra. Dlatego muszę o mieszać z innymi. Dodatkowo ten najjaśniejszy odcień taki jasny nie jest i do tej pory nie było nam po drodze.

Jak zużyję to na codzień chciałabym się przestawic na podkłady mineralne.


Ufff całkiem sporo tego. Mam jednak świadomość tego, że gdy opublikuję to na blogu będę miała większą motywację do zużywania. Za jakiś czas na pewno zrobię sprawozdanie z tego jak przebiega akcja :-)

A Wy macie jakies produkty, które Wam zalegają po szufladach?

Aktualna pielęgnacja twarzy

Od połowy września w mojej pielęgnacji twarzy zagościł względny minimalizm. Przekonałam się, ze moja skóra ma się najlepiej wtedy gdy nie przytłaczam jej ogromem produktów i zabiegów. Doszłam do takiego etapu gdy moja skóra na policzkach była non stop tak czerwona, że nie byłam w stanie zakryć jej makijażem. Przeraziłam się wtedy i poszłam do najbliższej apteki szukać pomocy. Na szczęście trafiłam na przemiłą ekspedientkę, która mimo małej bariery językowej, pomogła mi dobrać odpowiednie produkty do pielęgnacji. To ona zasugerowała, że problemem może być kontakt mojej skóry z wodą kranową. Zastosowałam się do jej rad a po miesiącu pobiegłam jej podziękować, bo nowa pielęgnacja zdała egzamin na 100%.

Mam skórę wrażliwą, naczynkową i bardzo łatwo czerwieniącą się. Dodatkowo ma dużą tendencję do przesuszania się.

Oto produkty, które sprawdzają się ostatnio najlepiej:


Pierwszym krokiem w mojej pielęgnacji jest oczyszczanie.
Niestety ze względu na nowe miejsce zamieszkania musiałam zrezygnować z mycia twarzy żelami i wodą. Niemal stuprocentowo ograniczyłam kontakt mojej skóry z wodą z kranu. 
Do zmycia makijażu dzielnie służą mi olej kokosowy oraz płyn micelarny z Biodermy, z serii AR przeznaczonej do skóry naczynkowej.
Oleju kokosowego używam do pierwszego oczyszczenia twarzy. Zmywam nim również makijaż oczu, spisuje się tu doskonale, jednak gdy użyjemy zbyt dużą ilość może to skutkować lekkim zamgleniem oczu. Mój egzemplarz jest olejem nierafinowanym, a więc przepięknie pachnie kokosem. Stosuję go również w pielęgnacji ciała i włosów. Zauważyłam także, że moje rzęsy polubiły taką metodę demakijażu bo zdecydowanie odżyły.
Po oczyszczeniu twarzy olejem kokosowym przemywam ją wacikiem nasączonym Biodermą, aby doczyścić twarz z resztek makijażu a także wyrównać jej Ph.

Po takim oczyszczaniu czuję, że moja twarz jest czysta, jednak nie wysuszona i nie pozbawiona tej wierzchniej warstwy lipidowej, jak to robią niektóre żele do mycia twarzy.

Gdy moja skóra jest podrażniona lub zaczerwieniona (np. od powietrza z grzejników) spryskuję ją wodą termalną z Avene. To malutkie opakowanie dostałam w gratisie przy zakupie kremu.

Moim ulubionym kremem jest obecnie Avene Anti-Rougeurs. Szybko się wchłania, nawilża skórę a co najważniejsze ma zbawienny wpływ na moje naczynka. Już po tygodniu stosowania widziałam różnicę w wyglądzie skóry, która wcześniej była non stop czerwona i piekąca. Krem ten ma też lekko zielonkawy kolor, którego nie widać po aplikacji, a który bardzo ładnie niweluje zaczerwienienia.  

Serum pod oczy z Alverde było kupnem w ciemno. Potrzebowałam pilnie coś pod oczy a to serum wyglądało całkiem zachęcająco. Ma ładny owocowy zapach, lekką konsystencję i szybko się wchłania. Nawilżenie jest przyzwoite. Jednak gdy go wykończę poszukam czegoś bardziej treściwego.
Przy okazji nie polecam kremu pod oczy Balea z serii Urea. Gdy go stosowałam to rano budziłam się z zapuchniętymi i szczypiącymi oczami. Koszmar. 




Gdy czuję. że moja skóra potrzebuje większego nawilżenia lub odżywienia sięgam po serum, które nakładam pod krem. Obecnie posiadam arganowe serum ze Starej Mydlarnii oraz serum z Bioliq.
Ten pierwszy baaaardzo lubię i przepięknie pachnie. O Bioliq nie mogę się za bardzo wypowiedzieć bo użyłam go do tej pory może ze dwa razy. 


Bardzo ważna jest dla mnie odpowiednia pielęgnacja ust. Nie lubię uczucia spierzchniętych lub przesuszonych warg, dlatego zapobiegawczo kilka razy dziennie sięgam po Carmex lub pomadkę z BabyLips. 


Od czasu do czasu, gdy mam ochotę nieco dopieścić moją skórę a ma to miejsce 1-2 razy w miesiącu, sięgam po maseczki. Lubię glinkę anapską, która świetnie uspokaja naczynka i odżywia skórę. Świetnie sprawdza się u mnie również Spirulina. Glinkę lub spirulinę mieszam zazwyczaj z hydrolatem z kwiatów pomarańczy.
Z gotowych maseczek drogeryjnych uwielbiam Ziaję i ich maski regenerujące. Zawsze jak jestem w Rossmanie to robię sobie zapas.



I to by było na tyle. Wiem, że dla niektórych osób taka ilość produktów może wydać się spora, jednak dla mnie jest to optymalna liczba. Nie eksperymentuję z moją skórą, nie testuję co 2 tygodnie nowych produktów i nie kupuję na wyprzedażach, rzeczy których prawdopodobnie nawet nie użyję.
Ustatkowałam się ;-)

Dlaczego kocham Affinitone?

Dzisiaj chciałabym napisać parę słów o podkładzie Maybelline Affinitone. Mam z tym produktem naprawdę dłuuuugą historię. Pamiętam, że używałam go jeszcze będąc licealistką. Pisałam o nim jakieś 4 lata temu i wtedy moja opinia była bardzo pozytywna (KLIK!).

Jak już wspomniałam używałam go daaaawno, dawno temu. Potem wpadłam w szał testowania nowych podkładów i zapomniałam o nim. Dopiero rok temu przypomniała mi o nim koleżanka z pracy, która miała podobne problemy z cerą do moich a jej skóra zawsze wyglądała nieskazitelnie. Kupiłam na promocji za jakieś 15 złotych i po raz kolejny go doceniłam. Chciałabym w dzisiejszym poście napisać o kilku istotnych cechach tego produktu, o których nie wspomniałam w poprzednim poście.


Jego największa zaletą jest przede wszystkim to, że idealnie dopasowuje się do odcienia skóry. Ja posiadam odcień 03 Light Sand Beige, który używała również moja wyżej wymieniona koleżanka. I mimo, że obie mamy kompletnie inne tonacje skóry, ale obie jesteśmy dość blade, to na obu ten podkład wygląda super. Kolejną rzeczą o której muszę wspomnieć to wspaniałe krycie, które mimo wszystko nie wygląda plastikowo. Borykam się z płytka unaczynioną skórą i przez 85% czasu moje policzki są zaczerwienione. Moim głównym celem jest zakrycie tego, ale jednocześnie chcę aby moja skóra wyglądała naturalnie i nie dusiła się pod grubą warstwą tapety. Affinitone wklepany cieniutką warstwą palcami na szybko zapewnia mi komfort w codziennym makijażu i spełnia moje wymagania. Na większe wyjścia lubię nakładać go warstwami za pomocą Beauty Blendera. Udaje mi się uzyskać wtedy efekt, który na YouTube nazywane jest "Flawless Face".


Zauważyłam, że bardzo ważne w tym podkładzie jest to aby nie pudrować go zaraz po aplikacji, trzeba dać mu zaschnąć. W innym przypadku przykładając pędzel do świeżo nałożonego podkładu możemy go nieco zetrzeć i stracić to ciężko wypracowane krycie.

Affinitone po zastygnięciu zostawia na twarzy wykończenie matowo-satynowe. Nie jest to tępy mat, ani mocny błysk. Po prostu skóra wygląda bardzo zdrowo, ma wyrównany koloryt i naturalny blask. Dla osób, które nie mają problemu z trwałością podkładów na ich twarzy mogą odpuścić sobie pudrowanie. Ja osobiście zawsze utrwalam go pudrem, dzięki czemu gości na mojej mieszanej buzi cały dzień. Trwałość jest jego kolejnym niewątpliwym atutem. Nie pozostawia śladów na ubraniach, telefonach ani poduszkach, gdy przydarzy nam się drzemka w środku dnia.

Wygląda dobrze na skórze suchej jak i na mieszanej. Nie wysusza cery, jak to mają w zwyczaju podkłady, które zastygają na twarzy.


Jedyne co w sumie mogłabym mu zarzucić, że pod sam koniec opakowania jego odcień wypada na skórze nieco ciemniej. Nie wiem od czego to zależy, ale moja koleżanka potwierdziła że tez to zauważyła. Mimo wszystko, wybaczam mu to.



Jak widać na zdjęciu powyżej odcień 03 Light Sand beige jest dosyć jasny i wpadający w żółtawe tony. W serii Affinimat jest odcień o tej samej nazwie, jednak jest znacznie jaśniejszy.


Co do wydajności to ciężko mi go podsumować bo to już zależy od sposobu aplikacji i ilości, jakiej potrzebujemy. Niektóre opakowania zużywałam w miesiąc a niektóre mi wystarczały na 2,5 miesiąca. W przeciąo roku 2014 miałam go non stop w kosmetyczce.

Co ciekawe, kupiłam go mniej więcej w tym samym czasie co Studio Fix z MACa, który jak się okazało nie dorównuje Affinitone do pięt a kosztuję kilka razy więcej.
Więc jeśli macie okazję na Studio Fix z MAC  wypróbujcie najpierw Affinitone ;-)
Gorąco polecam ten podkład!

5 ulubionych kosmetyków roku 2014




W końcu zebrałam się w sobie i jestem :)
Święta minęły mi zdecydowanie zbyt szybko, na szczęście mam jeszcze parę dni wolnego i odpoczywam w rodzinnym domu. Ciężko mi się do czegokolwiek zmobilizować, ale blog to moja pasja i odskocznia od codzienności.

Rok 2014 dobiega końca. Ciężko mi w to uwierzyć. Rok pełen wyzwań, zmian i stresów dobiegł końca.

W 2014 roku przez moje ręce przewinęło się trochę kosmetyków, nie była to jakaś spora ilość ponieważ starałam się dokonywać rozsądnych zakupów i starałam się trzymać sprawdzonych kosmetyków.

Nie przedłużając, przejdę do ulubieńców:

1. Podkład Maybelline Affinitone- za radą koleżanki wróciłam do niego pod koniec 2013 roku i towarzyszył mi przez cały 2014 rok. Świetny podkład za przystępną cenę. Spełniał najlepiej wszystkie moje wymagania. W ciągu roku zużyłam chyba z 5 opakowań, zawsze muszę mieć go w kosmetyczce. Pisałam o nim już kiedyś na blogu, ale na dniach planuję dodać kolejny wpis na jego temat.


źródło: http://www.kozmotrend.com/media/catalog/product/cache/1/image/c417ced0bdeec43197eb7dd0c4c6f7af/m/a/maybelline_affinitone_fond_ten.jpg


2. Masło do ciała Balea Kakao- pierwszy egzemplarz dostałam od mojego Ukochanego, który pojechał do Niemiec odwiedzić swoją siostrę. Poprosiłam go o kilka rzeczy z DMu, m.in. żel pod prysznic, jakiś balsam do ciała itp. Kupił je kompletnie w ciemno a okazało się moim hitem roku 2014. Świetny skład, przyjemny zapach i co najważniejsze widoczne i długotrwałe odżywienie i nawilżenie skóry. Kosztuje około 2 euro, jest bardzo wydajne a opakowanie uważam za bardzo poręczne. Towarzyszyło mi niemal przez cały rok, latem podczas upałów nieco rzadziej ze względu na dość treściwą konsystencję. Uwielbiam je!

źródło: http://2.bp.blogspot.com/-GkFNY_y7_ow/Uio4EG_mJ8I/AAAAAAAAHGA/24S8Q48Ni3c/s1600/bild-balea-bodybutter-kakao-data.png

3. Olejek Alterra pomarańcza i brzoza- miałam wcześniej inne wersje tego olejku, jednak to wersja z pomarańczą i brzozą okazała się strzałem w dziesiątkę. Stosuję go do ciała oraz na włosy i z obu zastosowań jestem zachwycona. Nałożony na skórę szybko się wchłania, koi podrażnienia i odżywia skórę. Moje włosy również go pokochały. Nakładam go na suche włosy na całą noc a rano po umyciu moje włosy są mieciutkie i wygładzone. Zaskoczył mnie również swoją wydajnością bo mam go już jakiś czas i sięgam po niego dosyć często a mam jeszcze 1/3 buteleczki. Zapewne wpływ ma na to nowe opakowanie, które zawiera pompkę i pozwala na lepsze dozowanie produktu.

źródło: http://s.dobra-mama.pl/post/automatycznie-zapisany-szkic/Alterra-olejek-do-cia%C5%82a-brzoza-i-pomara%C5%84cza-431x610.jpg

4. Cienie Inglot- poznałam je bliżej podczas pracy w tej firmie i jestem oczarowana. System palet Freedom uważam za fantastyczne rozwiązanie. Gotowe zestawy cieni do mnie nie przemawiają a w Inglocie mogę wybrać odcień a także wykończenie jakie mnie interesują. Cienie są też dobre jakościowo, ładnie napigmentowane, trwałe i nie osypujące się. Posiadam obecnie 3 pełne paletki na 10 cieni plus jakieś pojedyncze wkłady. Muszę zebrać się w sobie i w końcu je sfotografować. 

5. Apteczna pielęgnacja cery- niestety w tym roku boleśnie przekonałam się, że produkty do twarzy z drogerii kompletnie nie służą mojej kapryśnej twarzy. Całkowicie przestawiłam się na pielęgnację z apteki a moje apteczne marki i hity to:
* Pharmaceris seria N dla skóry naczynkowej- uwielbiam przede wszystkim żel myjący do twarzy i krem odżywczy oraz wzmacniający naczynka
* Avene Antirougerous dla cery naczynkowej, krem z tej serii stanowi obecnie podstawę mojej pielęgnacji.
* Bioderma płyn micelarny z serii Anti Rotungen, przeznaczony dla skóry naczynkowej. Napiszę o nim wkrótce coś więcej.
* Uriage krem z serii Roseliane


To moja złota 5! Kosmetyki, bez których nie potrafię się obejść, czyli totalne KWC.

A Was co najbardziej zachwyciło w 2014 roku?

Projekt denko :)

Moja torba przeznaczona na puste opakowania już się wysypuje, więc czas na projekt denko! Staram się ostatnio wszystko sukcesywnie zużywać i nie tworzyć ogromnych zapasów.

Nie przedłużając przechodzę do rzeczy:


* Żel do golenia z Isany- żel jak żel. Bez jakiejś większej rewelacji. Trochę mi skórę na łydkach wysuszał. Zapach dosyć mocno chemiczny.
Raczej nie kupię ponownie


* Krem pod oczy z Palmers- u mnie sprawdził się zaskakująco dobrze a co najważniejsze nie uczulał. Bardzo wydajny i czułam jak moja skóra jest nawilżona. Ten krem ma swoją mini recenzję tutaj. Mam ogromną ochotę przyjrzeć się bliżej produktom marki Palmers, niestety tutaj w DE nie mam do niej dostępu :( smuteczek.
Chętnie zakupię kolejne opakowanie



* Maska algowa z Organique- lubię. Mimo, że aby ją rozrobić to trzeba się troszkę pobabrać to i tak chętnie ją używam. Wersje Blueberry ładnie wycisza i uspokaja moją naczynkową skórę. Jest to maska typu peel-off, czyli nakładamy na buzię papkę a po zastygnięciu przyjmuje ona postać gumy, która zrywamy z twarzy. Jedyny minus za dość chemiczny zapach. Nie mniej jednak ubolewam, że nie mam obecnie do niej dostępu.

                                                  Chętnie zakupię kolejne opakowanie



* Żele pod prysznic Balea- kolorowe opakowania, ładne zapachy, zadowalające właściwości myjące i naprawdę niska cena. Kupuję i będę kupować. 


* Szampon do włosów Johnson Baby- bardzo dobry do oczyszczania włosów. Zawiera w sobie składnik, który ułatwia chelatowanie włosów. Przyjemnie pachnie. To już chyba moje 3 opakowanie. Lubię go.

                                                 Chętnie zakupię kolejne opakowanie


* Rosyjski balsam na cedrowym propolisie- pisałam o nim już notkę tutaj. Nie będę się rozwodzić.
Kupiłabym go ponownie


* Odżywka do włosów Schauma- Całkiem fajny produkt. Nie obciąża włosów, nie skleja ich w brzydkie strąki. Może jakoś intensywnie nie odżywia, ale na codzień jest ok.
                                                      Chętnie zakupię kolejne opakowanie



* Szampon do włosów Babydream- kupuje i gdy tylko będę miała możliwość to będę kupować. Używam go i do włosów i do pędzli i do Beauty Blendera. No i uwielbiam jego zapach.


* Kąpiel odbudowująca włosy z Marion- mimo, że używałam sumiennie tak jak napisano na opakowaniu to nie zauważyłam absolutnie kompletnie żadnego efektu na moich włosach.
Więcej nie kupię.


* Suchy szampon do włosów Frotte- obecnie się lubimy. Przedłuża świeżość moich włosów i ma dosyć przyjemny zapach. Nie widzę białego nalotu na moich włosach.
Kupię na bank kolejne opakowanie



* Maska do włosów Biovax Keratyna+ jedwab- chyba moja ulubiona z tych, które do tej pory przetestowałam z tej firmy. Moje włosy są po niej wyraźnie wygładzone i takie bardziej mięsiste (?).

Kupię ponownie (ale na szczęście na razie mam zapas :D)




* Balsam brązujący do ciała Lirene- lubiłam go dopóki nie odkryłam musu z Dax. Niestety to co miałam już się przeterminowało i niezbyt fajnie pachnie.
Sama nie wiem czy kupię ponownie


* Masło do ciala Balea Kakao- uwielbiam! Co tu dużo mówić, mam już kolejne opakowanie i coś czuję, że ta miłość szybko się nie skończy.



* Balea krem do stóp z mocznikiem- również uwielbiam! Świetnie działa na moje stopy i oczywiście mam już kolejne opakowanie :)


* Dermika peeling enzymatyczny- poleciła mi go koleżanka i przy systematycznym użytkowaniu widziałam efekty i byłam zadowolona. Ostatnio jakoś wystrzegam się peelingów i to co zostało w tubce przeterminowało się.
Nie wiem czy kupię ponownie 



* Krem na noc z Ziaji- wkrótce planuję umieścić post o mojej opinii na temat tej serii, więc narazie wstrzymam się z opinią :P



* Pharmaceris intensywny krem odżywczy na naczynka- mój ulubieniec i bohater nie jednaj zimy. Kupiłabym z chęcią kolejne opakowanie, lecz niestety w DE nie mam dostępu.



* Dezodorant z Rexony- zdradziłam moje ulubione dezydoranty z Lady Speed Stick bo w Niemczech ich nie widzialam. Sięgnęłam po Rexonę i jestem naprawdę mile zaskoczona, bo okazała się o niebo lepsza. Mam już kolejne opakowanie.


Udało mi się zużyć też coś z kolorówki:


* Korektor z KOBO oraz NYX- pisałam o nich w poście o moich korektorach. Szkoda, że się pokończyły. Z przyjemnością kupię kolejne opakowania, jak tylko uszczuplę nieco zapasy.

* Krem BB marki Clean Face- nawet nie pamiętam skąd go mam. Używałam go w dni gdy nie chciałam nosić dużo makijażu i sprawdził się całkiem ok. Przyzwoicie krył i wyglądał naturalnie. Niestety ostatnie miesiące przeleżał zapomniany w szafce i się przeterminował. Powrotu nie planuję.

* Podkład Affinitone z Maybelline- ile podkładów bym nie przetestowała to i tak zawsze wracam do Affinitona. Na dniach napiszę o nim szerszy post bo zasłużył na to ;)


* Puder sypki Inglot z serii 3S (kolor żółty)- fajny, ale nie zachwycił. Nieraz wyglądał i sprawował się super, a nieraz wyglądał okropnie. Powrotu nie planuję bo jest tyle innych ciekawych pudrów na rynku.

* Tusz do rzęs Inglot- to ten nowy z silikonową szczoteczką. Badziew jakich mało. Już od nowości, od pierwszego dnia od otwarcia kruszył się niemiłosiernie i robił mi okropną pandę pod oczami. I wiem, że nie miałam jakiejś wadliwej sztuki bo moje koleżanki również go miały. Nie polecam!

* Serum do rzęs Inglot- dostałam w prezencie na dzień kobiet razem z tuszem powyżej. Jak dla mnie to to serum nie robi nic. Nie dość, że ma naprawdę dziwny aplikator (wyguglujcie sobie) to mimo, że używałam go sumiennie przez jakieś 3 miesiące nie zauważyłam żadnej zmiany w moich rzęsach. Nie polecam!

*Tusz Mac Factor 2000Calorie- mój wieloletni ulubieniec. Teraz testuję inny tusz, ale do 2000 na pewno wrócę jeszcze nie raz :)

* Tusz L'oreal False Lash Wings- pisałam o nim tutaj. Więcej nie kupię do irytowała mnie ta szczoteczka.

* Tusz My Secret Create Your Lash- miał silikonową szczotkę, która miała tak ostre włoski, że przy próbie pomalowania nim rzęs niemal raniły mi powieki. Wyrzucam i wrażliwcom nie polecam.

* Carmex- uwielbiam i używam od lat :)


Uff sporo tego. Z lekkim sumieniem mogę to teraz wszystko wyrzucić :) Yaaaay!

3 mini recenzje- My Secret & Maybelline

Dzisiaj przychodzę z recenzjami trzech produktów, które całkiem niedawno wpadły w moje ręce. Są to głównie produkty do makijażu oczu. Nie przedłużając przejdę do sedna.




Wydłużający tusz do rzęs My Secret Magic Volume Mascara * sprawuje się u mnie zaskakująco dobrze. Bardzo sceptycznie podchodzę do każdego tuszu, który nie jest MaxFactorem2000Calorie. jednak muszę przyznać, że ten radzi sobie bardzo dobrze. Ma silikonową szczotkę, za którymi ogółem nie przepadam, ale ta dobrze radzi sobie z rozczesywaniem rzęs. Ładnie je wydłuża i jest trwała, nie zanotowałam żadnego osypanego tuszu pod oczami. Efekt jaki uzyskujemy na rzęsach można stopniować, jednak jakiegoś spektakularnego pogrubienia nim nie uzyskamy. Dla mnie minusem jest jedynie to, ze nie unosi rzęs oraz słabo radzi sobie z utrzymaniem podkręcenia uzyskanego zalotką. Jest nie droga i można ja kupić w Drogerii Natura.




Waterproof eyeliner My Secret * to dla mnie totalne zaskoczenie. Moje wcześniejsze doświadczenia z eyelinerami w formie pisaków były słabe. Końcówki eyelinerów były za suche, drapały mnie po powiece, robiły prześwity i były kompletnie nie nadające się do użytku. Unikałam ich jak ognia. Nie wierzyłam więc, że z tego pisaka od MySecret uda mi się wycisnąć coś więcej. I jakie było moje zaskoczenie gdy przy pierwszej aplikacji okazało się, że końcówka mnie nie drapie, rysik cudnie sunie po powiece, rysując równomiernie czarną kreskę już za pierwszym pociągnięciem. Od tamtej pory mój ulubiony dotąd eyeliner z Maybelline poszedł w odstawkę, bo chcę się nacieszyć tym póki jeszcze nie wysechł. Dodatkowo rysowanie kreski idzie mi teraz o wiele szybciej. Podoba mi się, że jest mocno czarny i trzyma się całkiem dobrze. Wiadomo po ok. 10 godzinach jego intensywność nieco słabnie i zaczyna się lekko kruszyć. No i najważniejsze: nie uczulił mnie a moje oczy są jednak strasznie wrażliwe. Ja jestem nim zachwycona! Używam go już od około 3 tygodni i jeszcze spokojnie nadaje się do użytku a końcówka jest wilgotna. Dla amatorek czarnej kreski polecam wypróbować :)




Browdrama Maybelline- żel do utrwalania brwi, który zobaczyłam kiedyś na YT i od tamtej pory czekałam, aż pojawi się w drogeriach w Niemczech. Wcześniej używałam korektora do brwi z Delii i żelu z Catrice, ale oba wypadają blado w porównaniu z Browdrama. Dostępny był w trzech kolorach i w wersji transparentnej. Ja początkowo wahałam się między Transparent a Dark Blond, jednak w końcu ta druga wygrała. Chciałam, aby ten produkt dawał mi tez odrobinę koloru, a ten w wersji Dark Blond jest chłodnym szarawym brązem. Szczoteczka jest nieco dziwaczna, ale ja nie posiadając wybitnie gęstych i grubych brwi nie mam problemu z jej obsługą, nie brudzi mi skóry dookoła. No i najważniejsze: trzyma włoski na miejscu, tak jak tego chcemy. Mur beton. Nie ważne, czy przetrzemy twarz ręką, czy przymierzamy 15 swetrów pod rząd. Brwi zostają takie jakimi je utrwaliliśmy. Bajka, tego właśnie szukałam.


Na koniec zdjęcie pokazujące wszystkie te kosmetyki w akcji:




* Próbki PR

Kobieto ile Ty tego masz?! cz. IV korektory + swatche

Witam po około miesięcznej przerwie, która spowodowana była egzaminem na certyfikat z języka niemieckiego. Od września robiłam kurs językowy, który wczoraj zakończył się Prüfungiem. Co prawda na wyniki muszę poczekać jeszcze 3 tygodnie, ale jestem dobrej myśli.

Dzisiaj kolejna część serii "Kobieto ile Ty tego masz?!" i skupię się w niej tylko na korektorach pod oczy oraz tych do twarzy. Nie przedłużając, przejdę do rzeczy.


Jak widać na zdjęciu poniżej obecnie w mojej "kolekcji" znajduje się 6 korektorów.


1. NYX HD Concealer, który w blogosferze i na YT bije ostatnio rekordy popularności. Ja posiadam go w odcieniu Fair i na sezon zimowy gdy jestem bledsza pasował mi idealnie. W sezonie od wiosny do jesieni, gdy jednak moja skóra złapie trochę koloru to wydawał mi się za jasny. Używałam go jedynie pod oczy i byłam bardzo zadowolona. Ma przyjemną kremową konsystencję i dobrą pigmentację, która przekłada się na dosyć mocne krycie. Moją ulubioną metodą aplikacji było nałożenie go dosyć szczodrze w kształt trójkąta pod oczami a następnie wklepanie gąbeczką Beauty Blender. Nie wysuszał skóry, nie uczulał ani się nie ważył. Nie wchodził mi również w zmarszczki, ale ja zawsze go przypudrowuję i dzięki temu trzyma się te 7-8 godzin.. Jedyne do czego mogę się przyczepić to pojemność, bo w opakowaniu nie ma go zbyt dużo, jedynie 3 g. Bardzo polecam, ja na pewno kupię go ponownie.
2. Maybelline Affinitone- posiadam odcień 01 Nude Beige. Jest to moje drugie opakowanie tego korektora. Poleciła mi go znajoma. Jest on zdecydowanie lżejszy od NYX, ale jego krycie jest też zdecydowanie mniejsze. Na dni gdy nie mam wielkich cieni pod oczami jest ok, aczkolwiek bez rewelacji. Trwałość jest ok, nie wchodzi w zmarszczki, jednak nałożony zbyt grubą warstwą może się bardzo nieestetycznie zważyć i może być bardzo widoczny na skórze. Jego niewątpliwym atutem jest ładny, jasny kolor i spora pojemność, bo aż 7,5 ml. Jednak muszę przyznać, że chyba już mi się nieco znudził i zakupu nie ponowię.
3 i 4. KOBO Modeling Illuminator*- produkty, do których początkowo byłam naprawdę sceptycznie nastawiona a które okazały się strzałem w dziesiątkę. Ciemniejszy odcień 102, mimo że wydaje się dosyć ciemny to idealnie stapia się z moją cerą i służy mi do zakrycia sińców pod oczami, natomiast jaśniejszy 101 jest świetny do rozświetlania okolic oczu. Produkty te mają kremową konsystencję, która jednak jest dosyć lekka i nie obciąża skóry pod oczami. Nieprzypudrowane mogą wchodzić w zmarszczki. Jednak wszystko inne jest na duży plus, ponieważ krycie oceniam na średnie w kierunku wysokiego, korektory ładnie stapiają się ze skórą dając naturalny efekt. Opakowanie ma pojemność 7 ml co jest całkiem sporo. Produkty marki KOBO są dostępne jedynie w Drogerii Natura. Posiadam je już bardzo długo i mogę szczerze polecić. Z przyjemnością zaopatrzyłabym się w kolejne opakowanie.
5. Avon korektor z serii Luxe*- jako jedyny z mojej kolekcji ma postać wykręcanego sztyftu. Mimo to jest dosyć kremowy, ale i nieco cięższy. Opakowanie jest plastikowe i trochę jednak tandetne. Krycie określiłabym jako średnie. Niestety mam wrażenie, że po aplikacji jest on bardzo widoczny na skórze i nie grzeszy trwałością. Ja posiadam odcień Light, który wcale taki Light nie jest, ale tak to już chyba jest w tą kolorówką Avonu. Ciężko mi idzie jego zużywanie i na pewno nie wrócę do niego w przyszłości.
6. Under Twenty punktowy korektor + fluid do maskowania niedoskonałości*- w jedynym produkcie otrzymujemy 2 tubeczki produktów. Jedna zawiera zielonkawy korektor neutralizujący zaczerwienienia, druga zawiera maskujący fluid. Użyłam go jedynie dwa razy, bo pryszcze pojawiają się na mojej twarzy niezwykle rzadko. Jednak po tych dwóch aplikacjach byłam całkiem zadowolona, bo fajnie zamaskowało wyprysk. Nie mniej jednak kolor tego fluidu maskującego do najjaśniejszych nie należy i trzeba mieć to na uwadze.

Żaden z recenzowanych powyżej korektor nie ciemniał na skórze po aplikacji co jest dodatkowo ważne.

Poniżej można zobaczyć swatche:
1. NUX HD Concealer #Fair, 2. Maybelline Affinitone 01 Nude Beige, 3,4. Kobo Modeling IIlluminator #101 i #102, 5.Avon Luxe #light, 6. Under Twenty

Który lubię najbardziej?
Moim ulubieńcem jest zdecydowanie NYX. Na następnym miejscu znalazłyby się korektory KOBO a na trzecim miejscu Maybelline. Avon to niestety jakieś nieporozumienie, a duo z Under20 po prostu nie ma u mnie pola do popisu bo nie mam co maskować :-)



A jakie są Wasze ulubione korektory?


* Próbki PR

Projekt denko

Przez ostatnie tygodnie uzbierało mi się kilka pustych opakowań więc nadszedł czas na projekt denko. Chciałabym prowadzić w miarę regularnie tą serię wpisów, bo dzięki temu mogę wyrazić krótką opinię o każdym ze zużytych produktów, co może w przyszłości pomóc w zakupach mi i mam nadzieję, że i niektórym z Was.

Nie przedłużając zapraszam na denko:

Na pierwszy ogień idą żele pod prysznic Balea. Mieszkając w Niemczech mam teraz do nich dobry dostęp i szczerze mówiąc bardzo je lubię. Zawsze mam w łazience 2-3 sztuki w różnych wersjach zapachowych bo lubię mieć wybór. Kosztują 55 centów, opakowania mają bardzo wesołą i kolorową szatę graficzną a żele same w sobie dobrze myją i mają ciekawe zapachy. Właściwości pielęgnujących nie ma co się doszukiwać, aczkolwiek nie wysuszają mi skóry.
Zapach truskawkowy najmniej mi z tej trójki odpowiadał, był bardzo chemiczny. Chyba nie spotkałam jeszcze produktu o zapachu truskawki, który by był choćby zbliżony do prawdziwej truskawki. Abend Rot był to zapach, który mi sie osobiście kojarzył z kompotem wiśniowym. Ja fanką wiśni za bardzo nie jestem, ale nieraz miałam ochotę na taki bardziej cięższy zapach. Melon Tango to mój ulubieniec z tej trójki, pachniał pięknie świeżym arbuzem.




Lakier Taft, koniecznie w czarnej wersji. Używam go już jakieś 7-8 lat. Lubię go bo dobrze utrwala włosy. Chociaż ostatnio muszę przyznać, że mam ochotę wypróbować czegoś nowego. Widziałam niedawno w drogerii, że Elnett kosztuje tutaj około 2 euro to pewnie się wkrótce skuszę.

Suchy szampon Batiste- moim zdaniem to nie tylko najlepsze suche szampony na rynku, ale i najbardziej wydajne. Na pewno po niego wrócę, mam ochotę wypróbować inne wersje zapachowe.



Maska do włosów Avon z czarną rzepą. Moim zdaniem to dość przeciętna maska, niczym szczególnym się nie wyróżniła. Włosy były po niej lekko wygładzone i lepiej się rozczesywały. Małe opakowanie było bardzo niewydajne, mi starczyło na jakieś 5 aplikacji a mam teraz dosyć krótkie włosy. Mam z tej samej serii szampon, który podejrzewam o powodowanie u mnie łupieżu. Także Avonowskiej pielęgnacji mówię nie.



Krem do rąk Pharmaceris miał strasznie dziwaczną konsystencję. Gdy zaczynałam rozcierać go między dłońmi miałam wrażenie jakbym smarowała dłonie wodą, bo takie były mokre. Właściwości nawilżające przecietne, do regenerującego kremu jeszcze mu sporo brakuje bo był zdecydowanie za lekki.

Serum Auriga Flavo-C z witaminą C to zdecydowanie najgorzej ulokowane 60 złotych. Produktu tego używałam głównie na noc, pod krem nawilżający. Serum to miało strasznie irytujący zapach, który czułam na sobie nawet następnego dnia po umyciu twarzy. Używałam go w okresie gdy byłam mocno przepracowana i zestresowana, a moja skóra była mocno poszarzała i przygaszona. Miałam nadzieję, że doda jej nieco blasku i energii. Niestety nie zauważyłam żadnego działania. Nic. Zero. Null. Dodatkowo przy używaniu produktów z witaminą C należy pamiętać, że mogą one fotouczulać i krem z wysokim filtrem to konieczność. .


Sole do kąpieli firmy Balea. Lubię je używać gdy chcę sobie wymoczyć stopy w gorącej wodzie. Pomarańczowa wersja miała bardzo intensywny zapach, jak dla mnie zbyt intensywny. Wersja z granatem była zdecydowanie bardziej przyjemna. W zapasie mam jeszcze 2 inne wersje, ale i tak czuje że to granat będzie moim ulubieńcem.\



Udało mi się nawet zużyć coś z kolorówki:


Korektor pod oczy Maybelline Dream Lumi Touch- wielkie rozczarowanie. Miałam najjaśniejszy kolor, który był jak na moje oko dosyć ciemny, więc rozświetlenie było mizerne. Krycie na poziomie średnim, niestety miał tendencję do zasychania na skórze na skorupkę, która sprawiała, że skóra pod oczami wyglądała jak ziemia na pustyni. Cieszę się, że mam go już z głowy.

W słoiczku mam też korektor AMC z Inglota, który niestety chyba się zepsuł więc muszę go wyrzucić. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, jednak z drugiej strony cieszę się, że mam go z głowy bo źle dopasowałam kolor i naprawdę się z nim męczyłam.


No i to by było na tyle. Nie jest tego dużo, ale mam nadzieję że do następnego razu uda mi sie zużyć więcej kolorówki :-)

Ulubieńcy sierpnia

Po krótkiej nieplanowanej przerwie zapraszam na ulubieńców sierpnia.


Zaczynając od produktów pielęgnacyjnych:


1. Lotion do włosów Seboradin z żeń-szeniem i czarną rzodkwią- razem z produktem z punktu nr 2 wspomaga moją walkę o zagęszczenie i wzmocnienie włosów. I muszę powiedzieć, że zaczynam widzieć efekty.
2. Tabletki Regital na włosy, skórę i paznokcie- to już moje trzecie opakowanie tego produktu i widzę lekką poprawę w kondycji moich włosów jak i paznokci.
3. Krem do stóp Balea z mocznikiem- cudotwórca! Z najbardziej wysuszonych stóp po kilku aplikacjach potrafi stworzyć stópki miękkie jak u dziecka.
4. Ukochane masło do ciała Balea- to już moje trzecie opakowanie i jeszcze mi się nie przejadło. Dobry skład, treściwa konsystencja i długotrwałe nawilżenie, w połączeniu z przyjemnym zapachem i ceną poniżej 2 euro to to co lubię :-)
5. Balea krem do rąk z mocznikiem- bardzo fajnie radzi sobie z przesuszoną skórą. Na dzień jest może zbyt gęsty i treściwy, więc wolę używać go na noc.
6. Balsam do ust Maybelline Baby Lips- najbardziej lubię to wersję w niebieskim opakowaniu. Przyjemnie pachnie i nawilża usta, choć nie jest to zbyt długotrwałe nawilżenie.
7. Maść MaxiBiotic przez pół miesiąca walczyłam z okropnymi zajadami wokół ust, które przybierały postać krwawiących ran. Najprawdopodobniej spowodowane były przez jakiegos  wirusa. Łykanie witaminy B nic nie dawało i dopiero ta maść z antybiotykiem dała sobie radę.


Przechodząc do kolorówki:


1. Cień w kremie marki Benefit- choć trwałością nie grzeszy, bo i tak muszę położyć pod niego bazę pod cienie to polubiłam go. Można go używać solo jako cień na całą powięke, który nada lekkiego połysku, lub jako baza pod dalszy makijaż. Ja w tym sezonie letnim gustowałam w mocno rozświetlonym makijażu oka i ten cień fajnie się sprawdzał. Jest to kolor R.S.V.P i gdybym miała go opisać to powiedziałabym, że jest to taki muszelkowy beż, lekko złamany różem.


2. Puder matujący z Essence- pomimo, że w opakowaniu ma biały kolor to na twarzy jest transparentny. Polubiłam go, bo potrafi jako jedyny utrzymać mat w mojej szalejącej strefie T. Jednak nałożony w zbyt dużej ilości może bielić twarz.

3. BB krem Lioele Dollish- odkopałam go niedawno w swoim zbiorze i zaczęłam używać jako bazę pod podkład. Ma lekko zielonkawy kolor, który nałożony na skórę, ładnie się wtapia. Nakładam go głównie na moje zaczerwienione policzki i ładnie je neutralizuje. Dzięki temu w te miejsca mogę nałożyć mniej podkładu.

4. Róż nr 72 z Inglota- kompletnie zapomniałam, że go mam. Leżał sobie zapomniany w moim kufrze i w sierpniu go odkurzyłam. Lubię go bo mogę stopniować efekt jaki nim uzyskam. Kolor również mi się podoba bo nadaje takiego zdrowego, świeżego wyglądu skórze. Dodatkowo jest szalenie wydajny.


5. Podkład L'oreal Nude Magique- swoje pierwsze wrażenie o nim opisałam TUTAJ i swoją opinię nadal podtrzymuję. Przypudrowany dobrym pudrem potrafi utrzymać się na buzi długie godziny w stanie niemal niezmienionym. Wygląda na twarzy bardzo zdrowo i naturalnie. Ważne jest też aby nakładać go na twarz cieniutkimi warstwami, wtedy daje najładniejszy efekt.

I to by było wszystko :-)
W dziale pielęgnacji chciałam początkowo umieścić serię Manuka z Ziaji, ale jednak się wstrzymam bo moja opinia choć pierw bardzo pochlebna teraz jest dosyć mieszana. Poużywam dalej i zobaczę jak będzie się sprawować.

A jacy są Wasi ulubieńcy sierpnia?


P.S. Chciałam Wam również wspomnieć o ulubionej piosence tego miesiąca a jest to Cro- Traum, którą ostatnio słyszę gdziekolwiek bym się nie wybrała.