Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

Moje cienie z Inglota cz. 1 - neutralne maty

Często trafiacie na mojego bloga wyszukując hasło "co warto kupić w Inglocie". Jako, że jestem zakochana w cieniach tej marki postaram się w kilku postach przedstawić całą swoją kolekcję cieni tej marki.

Jak już niektórzy z Was wiedzą byłam pracownicą firmy Inglot przez dosyć długi okres czasu. Miałam więc okazję dobrze poznać każdy produkt tej marki i przetestować go na własnej skórze. Każdy cień wybierałam starannie, oglądając go parenaście razy i wypróbowując przed zakupem. Gdy jakiś cień wpadł mi w oko to swtachowałam go na ręce, sprawdzałam czy nie jest kredowy i czy dobrze się rozprowadza. Następnie nabierałam trochę cienia opuszkiem palca i przykładałam ten palec do oka, obserwując jak przy takim kolorze wygląda moja tęczówka. Lubię cienie, które "wyciągają" błękit oka. Gdy kończyłam zmianę "za dnia" i słońce wisiało jeszcze na niebie, tuż przed wyjściem z pracy robiłam swatcha na lewej dłoni i jadąc autem do domu obserwowałam sobie ten kolor, jak wygląda w świetle naturalnym i mocnym słońcu. Jeżeli po powrocie do domu kolor nadal mi się podobał i miałam pomysł z czym ewentualnie mogłabym go połączyć, to kupowałam go. Wiem, że dla niektórych z Was to brzmi jak wieeele zachodu żeby kupić cień, ale dzięki temu jestem niemal 100% zadowolona ze swojej kolekcji. W moim przypadku nie ma było mowy o "przypadkowym i nieprzemyślanym" zakupie, bo najzwyczajniej w świecie nie lubię marnotrawstwa i jak mi coś leży nieużywane. Wiem, że wiele z Was się skarży, że w świetle salonów lub wysp cień wyglądał zupełnie inaczej niż później okazało się w domu. Niestety tak to już jest w galeriach handlowych a wiem, że nie każdemu z Was chce się wychodzić na światło dzienne i oglądać swatche cieni lub róży.

Starałam się aby wszystkie zdjęcia w jak najlepszy sposób odzwierciedlały rzeczywisty wygląd każdego cienia. Dziś część I- czyli matowe cienie w neutralnych kolorach. Wszystkie cienie pochodzą z serii Freedom, czyli do samodzielnego komponowania paletek.



No to zaczynamy!


* 353- czyli odcień o którym wspominałam w TYM poście o cielistych cieniach do powiek. W komentarzach wiele z Was chwaliło ten odcień. Dla mnie jest to idealny odcień do wyrównania kolorytu powieki, rozcierania granic cieni a także czasami używam go pod brew. Nie jest kredowy, nie pyli. Uwielbiam go!


* 319- czyli taki lekko przybrudzony majtkowy róż ;-) Bardzo przyjemny odcień bazowy, podkreśla błękitną tęczówkę i nadaje oku takiej świeżości. Inne kolory oczu też powinny być z niego zadowolone.


* 390- baaardzo jaśniutki odcień beżo-brązu, coś a'la kawa z mlekiem. Gdy jestem blada jest to mój kolor to zaznaczania załamania powieki, a gdy jestem opalona ląduje na ruchoma powiekę.


*337- trochę ciemniejsza wersja 390. Na skórze wypada jednak o wiele cieplej niż 390. Jaśniutki brąz, powiedziałabym nawet, że taki jakby orzechowy kolor. Ten cień nieco różni się od innych, bo jest zdecydowanie twardszy przez to na pędzelek nabiera się go o wiele mniej. Nie przeszkadza mi to jednak. Używam go na codzień do zaznaczania załamania powieki.


* 360- chłodny, średni brąz. Swego czasu miałam na jego punkcie malego bzika i używałam go non stop przez jakiś miesiąc. Do mocniejszego podkreślania załamania lub po prostu roztary w zewnętrznym kąciku, aby zrobić lekko przydymione oko.


* 327- najciemniejszy z moich matowych brązów, wpadający raczej w te cieplejsze tony. Ładnie wygląda w połączeniu ze złotym cieniem.


* 378- to chyba mój najukochańszy cień zaraz po 353. Taka trochę mieszanka szarości i chłodnego brązu. Pamiętam, że przez parę miesięcy miałam prawdziwą obsesję na jego punkcie. Idealnie nadaje sie do szybkiego makijażu Nabierałam ociupinkę na puchaty pędzelek i rozcierałam go w zewnętrznym kąciku i załamaniu, ale główny pigment koncentrowałam na zewnętrzny kącik. Kolor ten robił z moich tęczówek 100x bardziej niebieskie i wyraziste. Do tego kreska i miałam klasyczny makijaż pasujący mi niemal do wszystkiego. Gdy tylko miałam go na oczach dostawałam mnóstwo pytań o cień i większość osób nie wierzyło, że mam makijaż zrobiony tym tylko jednym cieniem.


*63- klasyczna, matowa czerń. Pigmentacja jest w porządku, najlepszy czarny cień jaki znalazłam w asortymencie Inglota. Ja głównie przyciemniam nim linię rzęs, ale do smoky eyes tez się nada :-)


Teraz czas na prezentację kolorów na skórze, jak widać niektóre kolory wypadają zupełnie inaczej niż można by to sobie wyobrazić patrząc na cień w opakowaniu.




I to by było na tyle części pierwszej.
Niebawem spodziewajcie się części o kolorowych matach, moich ukochanych perłowych cieniach oraz czym jest wykończenie DS w Inglocie i jakie cienie z nich posiadam.


Który cień z wyżej przedstawionych podoba Wam się najbardziej? Może macie jakiś w swoich zbiorach?


Zobacz także:
Moje Top 12 z Inglota, czyli produkty, które uwielbiam!

Inspired by places: Bora Bora


Zaczynamy pierwszy tydzień naszej zabawy!
Przyznaję, że publikując moją propozycję mam nieco stresa, bo inne dziewczyny biorące udział w zabawie robią przegenialne makijaże a ze mnie dopiero początkujący żółtodziób ;)
Jednak postrzegam tą zabawę jako szansę aby podciągnąć nieco swoje umiejętności i otworzyć się na makijażowe eksperymenty. Moja propozycja jest delikatna i mało w niej szaleństwa, ale hej dopiero się rozkręcam! 
Przyznaję, że ważne było dla mnie aby móc wyjść w tym makijażu z domu ;)









Kolejne podejście makijażowe ;)

Tym razem moją inspiracją był zamieszczony na Snobce makijaż Katosu ->   KLIK
Wyszło jak wyszło, ja jestem średnio zadowolona.



I proszę zignorujcie tą smugę fioletowego cienia z boku oka. Małe niedopatrzenie ;)

Liczę na jakieś cenne rady i wskazówki moje drogie ;)

Pierwsze próby makijażowe :)

Miałam mocne postanowienie tego, aby nauczyć się wreszcie porządnie używać cieni do powiek. Z pomocą przyszedł mi jak zwykle Wizaż i tutoriale zamieszczane tam przez bardzo zdolne dziewczyny.

Na pierwszy ogień poszedł makijaż pt:"Kocie oko" autorstwa Eweliny Zych -> TUTORIAL
Strasznie mi się spodobał, a tutorial był bardzo dobrze przygotowany. Oto mój efekt:

Jestem cieniowym laikiem i to moja pierwsza przygoda z tak mocnym makijażem. Dlatego chętnie poznam Wasze opinie apropo tego co można poprawić aby było jeszcze lepiej :)


EDIT:
Do makijażu użyłam następujących cieni.
Ciemny kolor uzyskałam mieszając cień Vipery Younique nr 80 z czarnym cieniem
Na środek powieki powędrowała mieszanka 2 cieni (oznaczonych kropkami) z paletek Vipery:
z lewej paleta nr 140, z prawej nr 137

Pod łuk brwiowy powędrował mój ulubiony biały cień z paletki MySecret DreamGirl

Na linię wodną nałożyłam białą kredkę Avon ColorTrend. Brwi pomalowane czarnym cieniem.
Rzęsy wytuszowane maskarą Maybelline Falsies.

Dziękuję za wszystkie komentarze, bardzo mi miło je czytać i dają mi one mobilizację aby iść dalej w tym kierunku :)

Make-up (almost) no make-up! :)

Chciałam Wam dziś pokazać mój naturalny makijaż, w którym śmigam praktycznie codziennie ;)
W roli głownej:
- kredka ViperaIKEBANA w kolorze Graphite
- cień MySecret Matt 565
- tusz do rzęs Hean modeling Maxxi lash flexi mascara




Pora na makijaż. Od razu z góry się przyznaję, że nie umiem robić zdjęć a zależało mi żeby pokazać Wam jaki świetny jest ten tusz. Ja jestem nim zachwycona, idealnie rozczesuje rzęsy i nie skleja ich.





Tusz ten ma być niby intensywnie pogrubiający, ale ja na szczęście tego efektu nie zauważyłam.

A na ustach błyszczyk z mentolem i olejkiem miętowym Hean. Lubię tą świeżość jaką daję ustom i to, że się nie klei. Świetny kompan na wiosnę :)





Pogoda jest piękna a ja mam już ferie :) Wygrzebałam z garażu zapomniany i zakurzony rower i dziś wieczorem planuję krótką przejażdżkę. Ahhhh wiosna :)