Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garnier. Pokaż wszystkie posty

Włosy: 2 x NIE, 1 x SAMA NIE WIEM

Lubię kupować produkty do włosów. Chyba lubię się sama łudzić i rozbudzać w sobie nadzieję, że tym razem to będzie coś ekstra i w końcu moje włosy będą wyglądały normalnie.

Dzisiaj mam 3 krótkie recenzje kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji/stylizacji włosów. Jak już wiecie po tytule 2 z nich mnie rozczarowały, a o jednym sama nie wiem co myśleć.


Garnier mgiełka olejkowa

Opis producenta:
"Mgiełka Olejkowa zapewnia intensywne odżywienie włosów. Mikroskopijne cząsteczki mgiełki z 3 olejków owocowych: mango, moreli i migdałów intensywnie odżywiają włosy. Sucha w dotyku i lekka jak piórko formuła sprawia, że włosy są intensywnie odżywione, lśniące i sprężyste."

Wszystko brzmi cudnie prawda? Jak jest w rzeczywistości?
Ze smutkiem stwierdzam, że ten produkt nie robi z włosami nic. Nie zauważyłam żadnej różnicy w kondycji i wyglądzie włosów pomimo w miarę regularnego stosowania. Po aplikacji moje włosy wyglądają i zachowuję się dokładnie tak samo jak bez. Zero nabłyszczenia, wygładzenia, sprężystości. Zapach jest dosyć intensywny i lekko mdlący, po dłuższym stosowaniu zaczął mnie drażnić. Dodatkowo cena jest mocno przesadzona (kosztuje około 25 złotych) jak za taki badziew. Jedyny plus to to, że rzeczywiście nie jest tłusty i nie obciąża ani przetłuszcza włosów.
Aha, dodam że moje włosy są raczej zniszczone, bez życia czy połysku i puszące się.

A tu macie skład, tych olejków tu tyle co kot napłakał:

Isobutane, Alcohol denat., Dimethicone, Isopropyl Myristate, VP/VA Copolymer, Eurenol, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Mangifera Indica Seed Oil/Mango Seed Oil, Alpha-Isomethyl Ionone, Paraffinum Liquidum/Mineral Oil, Butylphenyl Methylpropional, Octyldodecanol, Citronellol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil/Sweet Almond Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil/Apricot Kernel Oil, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Parfum/Fragrance (FIL C163712/2).




Alterra olejek do włosów suchych i łamliwych

Kupiłam tego cudaka w celu zabezpieczania końcówek włosów po myciu. Zachęciły mnie pozytywne opinie na blogach oraz ładny, naturalny skład. Niestety kompletnie się on u mnie nie sprawdził. Używałam naprawdę minimalną ilość tylko na końcach włosów a zawsze kończyłam z tłustymi, posklejanymi strąkami. Wyjątkowo odradzam posiadaczkom cienkich i delikatnych kosmyków, bo ten olejek takie włosy strasznie tłuści i obciąża. Dodatkowo zapach jest dosyć chemiczny. 

Nie pozostaje mi nic innego jak spróbować wykorzystać go do olejowania włosów, ale jedno podejście w tym kierunku nie napełniło mnie optymizmem.
Zoom na skład:





Balea suchy szampon dla brunetek

Suchy szampon jest nareszcie dostępny w każdej drogerii. Do tej pory pamiętam jaki był szał na Batiste, który trzeba było ściągać z Anglii. Przetestowałam tych szamponów całe mnóstwo. Skusiłam się niedawno na wersję do włosów ciemnych marki Balea i sama nie wiem co o nim myśleć. Mojego serca raczej nie podbił. Odświeża włosy, temu nie mogę zaprzeczyć. Jednak wydaje mi się, że po zwykłym suchym szamponie np. Frotte widziałam lepsze efekty. Denerwujące jest tez to, że ten ciemny barwnik/pigment, cokolwiek jest tam dodane, strasznie brudzi. Zdarzyło mi się ubrudzić tym jasną koszulkę, nie wspominając już o szczotkach i grzebieniach, które po czesaniu takich "odświeżonych" włosów lądują od razy w myciu. Więcej się nie na pewno nie spotkamy.



A jakie produkty ostatnio Was rozczarowały?

Kilka nowości + chwilowa przerwa :)

Ostatnio do mojej kosmetyczki wpadło kilka nowych produktów, które chcę Wam pokazać.

Na pierwszy ogień idzie Inglot:

Już od dłuższego czasu chodził za mną kremowy korektor w słoiczku i w końcu się skusiłam, wybrałam odcień nr 64, bardzo fajny, jasny kolor. Dorzuciłam do tego bazę pod makijaż, bo ostatnio jestem na nogach po 14-15 godzin i mój makijaż nie wytrzymywał a ta baza fajnie przedłuża jego trwałość. Staram się nie używać jej codziennie bo to jednak silikony. Transparentny puder matujący również kusił mnie od jakiegoś czasu, bardzo fajnie matowi buzię.

Ale głównym celem moich Inglotowskich zakupów były cienie:

Skusiłam się na 2, choć miałam ochotę na więcej. Mój wybór padł na 2 piękne perły 401 i 408, idealnie będą pasować do codziennego makijażu. Bardzo podobają mi się perłowe cienie Inglota, coś czuję, że moja kolekcja będzie się powiększać ;)

Przeobraziłam nieco moją paletkę w opakowaniu po kredkach i teraz prezentuje się tak:


Jest bardzo poręczna i sięgam po nią codziennie. Przetransportowanie tych cieni do jednego opakowania to był jednak strzał w dziesiątkę!


Mając już dosyć długiego wysychania lakieru do paznokci i wiecznie odbitej na świeżym manicure pościeli, kliknęłam na allegro słynny utwardzacz Seche Vite. Ciekawa jestem jak się sprawdzi.



Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami na blogach skusiłam się również na miniaturki produktów Lily Lolo, zamówiłam 2 podkłady w kolorach Warm Peach oraz Barely Buff a także rozświetlacz Stardust.


Niestety 2 pierwsze podejścia skończyły się rozczarowaniem bo nie prezentowały się ładnie na mojej buzi, albo robiły plamy, albo wcale nie było ich widać. Na szczęście wczoraj nastąpił mały przełom po zmianie narzędzia aplikacji i byłam w miarę zadowolona z efektu. Potestuję dalej i zobaczę czy to gra warta świeczki ;)


A w Tesco natknęłam się na wyprzedaż niektórych szminek Rimmela po 4 zł/szt. Skusiłam się na 3 dosyć intensywne odcienie:

No i na koniec artykuły pierwszej potrzeby czyli:

Kolejny z moich ulubionych już szamponów firmy Joanna, uwielbiam je i ciągle próbuję nowej wersji, a także skusiłam się na szampon Timotei, który powinien nadać moim, smętnym ostatnimi czasy, włosom blasku, zobaczymy :)

Moja ulubiona odżywka do włosów, muszę jej w końcu napisać porządną recenzję.

No i to by było na tyle moich ostatnich zakupów, teraz muszę narzucić sobie bana i unikać wszelkiego typu pokus :)

A na koniec ze smutkiem muszę poinformować Was o nadchodzącej przerwie w moim blogowaniu. Niestety przez kilka tygodni będę offline. Powód?

SESJA!
My Face When / >mfw
My Face When / >mfw

Powodzenia wszystkim którzy również walczą ;)

Kosmetyczne zachwyty 2012 roku

Jak tytuł głosi nadszedł czas pokazać moje najulubieńsze produkty roku 2012.

No to zaczynamy!


Po pierwsze róże do policzków. W tym roku odkryłam jak dobrze dobrany i nałożony róż potrafi zmienić twarz, jak cera zyskuje świeżości. Oto najczęściej używane przeze mnie różyki:





Podkład Revlon Colorstay- mój ideał. Pomimo, że ciągle szukam czegoś jeszcze lepszego to zawsze pokornie wracam do RC. Mój kolor to 150 Buff.


Baza pod cienie Hean- najlepsza! Testowałam kilka innych, ale ta bije wszystkie na głowę :)


Z ulubionych cieni to najczęściej sięgałam po MySecret oraz Hean.


Z ulubionych tuszów do rzęs mogę wymienić: wydłużający od Bobbi Brown (próbka starczyła na ponad 6 miesięcy!), najświeższy ulubieniec 2000 Calorie z Max Factor oraz tusz Maxxi Lash Flexi z Hean.


Ulubiona odżywka do włosów, odkryta całkiem przypadkowo- Garnier z awokado i karite. Moje włosy ją uwielbiają, są po niej miękkie, odżywione i co najważniejsze nie obciążone.


Maseczki algowe oraz spirulina (której w chwili obecnej nie posiadam, dlatego nie ma na zdjęciu) to moje pielęgnacyjne hity. Cudownie działają na skórę twarzy, zostawiają ją mięciutką, oczyszczoną, gładszą i jaśniejszą. Dodatkowo kosztuję naprawdę niewiele. Maska na zdjęciu z lewej pochodzi ze sklepu e-naturalne a ta po prawej z Bańki Mydlanej.


W tym roku odkryłam, że mojej cerze niesamowicie służą odżywcze kremy marki Pharmaceris.
Bardzo lubiłam też krem Kasztan marki Bielenda.


Z serii paznokciowej prym wiodła odżywka 8 in 1 Eveline. Do gustu bardzo przypadły mi również lakiery marki KOBO oraz diamentowy top coat Kobo.


Ulubione pędzle to:
- pędzelek do cieni marki For Your Beauty- dostępne w Rossmanie
- pędzel Sephora do pudru mineralnego, ale świetnie sprawdza się niemal do wszystkiego bo nakładam nim podkład, puder, róż, bronzer. Może nie najtańszy, ale wart swojej ceny.
- pędzel Hakuro H24- taki milutki, że z przyjemnością sięgam po niego każdego dnia.


A Was co zachwyciło w roku 2012?


Denko- zużycia ostatnich 2 miesięcy

Chyba największe denko jakie udało mi się do tej pory zaprezentować. Zużycia pochodzą jednak z sierpnia i września. Nie przedłużając przechodzę do sedna :)



Zacznę od kategorii włosowej:

Od lewej:
- Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar- używana w celu wspomagania wzrostu włosów. Uwielbiam jej zapach, co do działania to coraz częściej mam wrażenie, że jest znikome. Nie mam jednak na to dowodów, a w zapasie czeka jeszcze jedno opakowanie. Moja wrażenia z pierwszej kuracji Jantarem opisywałam TU.
- Olej rycynowy, we wrześniu używany naprawdę często. Dodawałam go masek, odżywek lub nakładałam solo na skórę głowy w celu pobudzenia cebulek do wzrostu i produkcji nowych włosów. Może wydawać się tępy i trudny do aplikacji ale wystarczy go lekko podgrzać. Ja zazwyczaj wlewałam do kubka gorącej wody i kładłam na niego spodek na który wylewałam odrobinę oleju. Czy działa będziecie mogły się przekonać w aktualizacji włosowej :)
- Olej Sesa, którego bazą jest olej kokosowy. Kiedyś kokos i moje włosy to był duet niemal idealny. Niestety w czasie ostatnich 2 lat coś się stało z moimi włosami bo przestały akceptować olej kokosowy, po jego użyciu są strasznie napuszczone i sianowate. Wiem, że ma to związek z porowatością włosów, jednak zaskoczona jestem, że na przestrzeni 2 lat moje włosy aż tak się zmieniły. Zapach tego olejku również zaczął mnie strasznie irytować, kiedyś spokojnie mogłam nakładać go na całą noc a teraz ciężko było mi wysiedzieć  z nim 3 h. Moją recenzję oleju Sesa znajdziecie TUTAJ.
- Maska Alterra- dobra, ale obciąża niemiłosiernie. Więcej jej nie zakupię. Pisałam o niej TUTAJ.


- Szampon Joanna Naturia Pokrzywowy- baaaardzo fajny, strasznie go polubiłam i pomimo, że kupiłam inne warianty zapachowe to jednak tęsknię za tym pokrzywowym i jego odświeżającym zapachem. Recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Szampon Babydream- mój łazienkowy must have!



- Kuracje z Rzepą firmy Joanna- na mnie niestety nie podziałały. Recenzję znajdziecie TU i TU. Plus za poręczną buteleczkę z dziubkiem, którą na pewno sobie zostawię :)


Trochę suplementacji- tabletki ze skrzypem i pokrzywą oraz słynne CP. Co do tych ze skrzypem to jedno opakowanie to zbyt mało, aby zobaczyć jakieś efekty. Jeśli chodzi o CP to opakowanie wystarczyło mi na jakieś 3 tygodnie kuracji. Potem miałam problem z kupieniem go w mojej miejscowej aptece, więc kurację przerwałam. Czy włosy mi po nim znacząco urosły ciężko stwierdzić. Kiedyś na pewno skuszę się na dłuższą kurację :)

Przejdę teraz do pielęgnacji twarzy:


Od lewej:
- Vichy Idealia o którym pisałam całkiem niedawno. Zainteresowanych odsyłam do recenzji KLIK!
- Maska Avon Planet Spa- fajna była, dobrze oczyszczała, ale jej zapach ciężki do zniesienia. Nie kupię jej ponownie właśnie przez ten zapach. Jej recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Mleczko do demakijażu Pat&Rub- najlepsze! Przepięknie pachnie, dobrze usuwa makijaż i nie pozostawia mgły na oczach, ma naturalny skład i jest wydajne. Chciałabym w przyszłości do niego powrócić o ile fundusze pozwolą. Jego recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Krem odżywczy multilipidowy z Pharmaceris- fenomenalny, bardzo go polubiłam. Cudnie odżywia skórę, a przy tym jest lekki. Więcej pisałam o nim TUTAJ.


Przechodzimy do pielęgnacji ciała:


Od lewej:
- Bielenda Pomarańczowa Skórka krem antycellulitowy- straszny! Nie odnotowałam żadnego działania. Producent na opakowaniu wspomina, że produkt delikatnie może rozgrzewać skórę- u mnie ona paliła żywym ogniem, była czerwona, gorąca, przez jakieś 20 minut nie byłam w stanie ubrać spodni od piżamy. Nie, nie, nie.
- Krem do ciała dr Irena Eris- cudo! Uwielbiam go i ubolewam nad tym, że się skończył. Hymn pochwalny na jego temat znajdziecie TUTAJ.
- Żel pod prysznic Alterra- miał przezroczystą, żelową konsystencję i ładny zapach. Nic szczególnego.



Moja dwa ulubione kremy do rąk- ich recenzję znajdziecie TUTAJ.


- Mus do ciała Lirene- ładnie, słodko pachnie, ale w kwestii nawilżania to słabiak. Recenzja TUTAJ. Cieszę się, że mam go z głowy :)
- Masełko do stóp Fuss Wohl- kupiłam na promocji za 9.99 zł. Ma bardzo twardą i zbitą konsystencję, która jednak dobrze rozsmarowuje się na skórze. Pachnie delikatnie, cytrynowo. Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Jest wydajne. Chętnie wrócę do niego w przyszłości.


Od góry:
- Plasterki do depilacji twarzy z Joanny- ogólnie były ok. Stosowałam je do depilacji brwi i dobrze się w tej roli sprawdzały Teraz jednak przerzuciłam się na plastry do nóg tej samej marki, bo są bardziej wydajne. Nożyczkami przycinam je do pożądanego kształtu, przyklejam w wybrane miejsce na łuku brwiowym i po chwili odrywam. Szybko i niemalże bezboleśnie. Już nigdy nie wrócę do pęsety.
- Pianka do golenia Venus- wielki niewypał. Lubię jak tego typu produkt daje gęstą i sztywną pianę. Tutaj zawsze ta piana była bardzo słaba a na dodatek pomimo tego, że w opakowaniu znajduje się jeszcze ok. połowa produktu to na zewnątrz wydostaje się jedynie wodniste mleko. Zapach również był bardzo kiepski. Niestety produkt ląduje w koszu a ja potulnie wracam do Isany.
- Płatki kosmetyczne Carea- moje ulubione waciki z Biedronki, to już moje nie-wiem-które opakowanie. Są świetnie i do tego nie drogie :)


Od lewej:
- Pomadka BEBE- moja ulubiona :) Pięknie pachnie, idealnie nawilża. Nie będę się rozpisywać, zainteresowanych odsyłam do recenzji TUTAJ.
- Korektor pod oczy Golden Rose- jedyny produkt z kolorówki jaki udało mi się zużyć. Bardzo fajny produkt, mógłby być bardziej wydajny, ale chętnie zakupię go ponownie. Recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Krople do oczu Visine- niejednokrotnie ratowały moje zaczerwienione i suche oczy. Lubię je, jednak staram się nie używać za często.


Ufff i to by było wszystko :)
Teraz mogę z czystym sumieniem iść wyrzucić puste opakowania. Niektóre zużycia naprawdę mnie cieszą jak. np maska z Alterry lub mus do ciała Lirene.