Pokazywanie postów oznaczonych etykietą floslek. Pokaż wszystkie posty

Projekt denko

Pierwsze denko w tym roku. Produkty już niemal wysypują mi się z torby więc nie przedłużając szybko je omówię.


* Woda termalna Uriage- bardzo dobry produkt do spryskania buzi dy jest podrażniona, alergiczna lub chcemy ją po prostu nieco odświeżyć np. latem podczas upałów. Mój egzemplarz trzymałam w lodówce więc była przyjemnie chłodna. Przy mojej naczynkowej cerze szybko przynosiła mi ulgę.

* Suchy szampon Frotte- obecnie chyba jedyny do jakiego mam dostęp. Z działania jestem bardzo zadowolona, chociaz nieraz muszę się namęczyć aby dobrze go wyczesać. Ostatnio staram się jednak ograniczać używanie suchych szamponów bo slyszałam, że mogą wpływać niekorzystnie na kondycję włosów i wzmagać wypadanie.

* Mleczko do demakijażu Pat&Rub- zawieruszyło się gdzieś w moich zbiorach i odkryłam je całkiem niedawno, niestety było przeterminowane już około 6 miesięcy. Swego czasu bardzo je lubiłam i nawet pisałam o nim na blogu TUTAJ. Ostatnio wyrosłam jednak z miłości do mleczek do demakijażu.

* Szampon Herbal Essences- dobrze sprawował się na włosach, oczyszczał je i nie pozostawiał żadnej warstwy, która mogłaby przyspieszać przetłuszczanie moich włosów. Dodatkowo przepięknie pachniał.



* Bioderma h2o AR- płyn micelarny do cery naczynkowej. Na chwilę obecną mój Święty Graal, ponieważ w miejscu w którym mieszkam woda kranowa strasznie szkodzi mojej cerze i makijaz zmywam tylko i jedynie tym micelem. Jest genialna! Mam już na zapasie 2 opakowania, bo ostatnio w aptece zrobiłam deal życia (wpominalam o tym na moim Instagramie). Miała też swoje 5 minut w poście o MOJEJ AKTUALNEJ PIELĘGNACJI.

* Żel do mycia twarzy Pharmaceris seria dla Naczynkowców- świetny i niezwykle delikatny żel do mycia twarzy. Idealnie zmywa cały makijaż, włącznie z oczami. Z chęcią zakupiłabym kolejne opakowanie gdyby nie fakt, że woda kranowa mi szkodzi.

* Avene Antirougeurs- krem dla naczynkowców- powinnam jak najszybciej poświęcić osobny post, bo ten krem w połączeniu z płynem Biodermy uratował moją cerę a było naprawdę źle. Świetny zarówno na noc jak i na dzień pod makijaż.

* Krem z filtrem Vichy- bardzo go lubiłam, świetnie chroni skórę i jest bezproblemowy w użytku. Nie jest tłusty, nie klei się i bardzo dobrze nosi się na nim makijaż. Polecam i sama muszę na wiosnę kupić nową tubkę.

* Żel pod oczy ze świetlikiem z Flosleku- swego czasu dosyć lubiłam te żele, teraz są dla mnie zdecydowanie zbyt lekkie, wolę kosmetyki bardziej treściwe.

* Lirene tonik- jak dla mnie dość przeciętny produkt, o wiele lepiej sprawdzał mi się ten redukujący przebarwienia, a którego jak na złość nie mogę dorwać w swoim Rossmanie.


* Zmywacz Ebelin- tani i dobrze sobie radzi. Czego chcieć więcej?

* Krem do stóp Balea z mocznikiem- najlepszy jaki dotychczas miałam, świetnie radził sobie z moimi wiecznie przesuszonymi stopami.


* Żel pod prysznic Lirene Brzoskwiniowy deser- piękny zapach, reszta jego właściwości bardzo przeciętna. Dodatkowo miałam wrażenie, że przesusza mi skórę. 

* Żel pod prysznic z Biedronki- DRAMAT! Zobaczyłam go w jakiejs gazetce promocyjnej i poprosiłam mamie aby mi o kupiła. Wyobrażałam sobie jak pięknie będzie on pachniał jagodami. Niestety śmierdział niemiłosiernie, że musiałam się zmuszać aby po niego sięgać.

* Seria Elseve Fibralogy- miałam odżywkę i aktywator gęstości, który należało mieszać z odżywką z tej serii. Ciężko mi powiedzieć czy moje włosy zyskały jakoś na objętości przy jego stosowaniu. Zauważyłam jedynie, że są o wiele bardziej puszyste.

* Szampon Schaum z kofeiną- fajnie oczyszczał włosy, były po nim naprawdę lekkie i długo świeże. Lubiłam go. 

* Odżywka Alverde z awokado- bardzo zaskoczył mnie ten produkt. Niebawem napisze nieco więcej na jego temat jak i odżywki z tej samej serii. 



Poniższe zdjęcie jest wynikiem przeglądania moich kosmetyków, niektóre zużyłam, niektóre sie zwyczajnie zepsuły.

Z wyżej przedstawionych produktów mogę z czystym sercem polecić eyeliner w pisaku z MySecret. Nie bójcie sie go, nie jest Waterproof a końcówka nadawała się do użytku przez jakieś 4 miesiące, co dla mnie jak na pisak jest świetnym wynikiem. Podkład z Kobo również był całkiem przyjemny. Ładnie krył, wyglądał bardzo naturalnie na buzi i był dosyć trwały. Niestety ostatnio zamiast podkładu wylatuje z niego sama woda więc chyba już nadszedł jego kres. Baza z Essence I love Stage to szajs jakich mało. Za baza Inglota również nie przepadam, podobnie jak za żelem do brwi z Catrice.  Dwa produkty do ust, które tylko odleżały swoje w szufladzie, nie wiem czy nawet raz miałam je na ustach a teraz śmierdzą i nadają się tylko do kosza. To czysty dowód tego, ze w ogóle nie powinnam kupowac kolorówki do ust. Srebrny eyeliner z Inglota wysechł na kamień, a paletka cieni jest ze mną już zdecydowanie za długo. 

Pielęgnacja skóry problemowej z Floslek





W ramach Hexxboxa, akcji zorganizowanej przez Hexxanę z bloga Tysiąc jeden pasji (o akcji więcej przeczytacie TUTAJ) dostałam do przetestowania zestaw kosmetyków marki Floslek, przeznaczonej do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej. Wypisz wymaluj- takiej jak moja.








Moja skóra na ciele, a zwłaszcza w rejonach ramion, dekoltu i na łydkach jest bardziej kapryśna niż tuzin kobiet ciąży lub w zaawansowanym PMSie. Poważnie. Albo jest tak sucha, że wygląda jak bardzo stary pergamin, albo bardzo alergicznie reaguje na wszelkie balsamy i kremy do ciała i dostaję wysypu maciupeńkich krostek po których zostają bardzo brzydkie znamiona. Więc jeśli chodzi o wybór kosmetyków pielęgnacyjnych to jestem bardzo ostrożna. Linia kosmetyków Emoleum marki Floslek wydawała się więc jakby stworzona dla mnie. Jak wypadła w rzeczywistości? Zapraszam do poniższej recenzji :)


Olejek myjący 2 w 1 znajduje się w prostej butelce o pojemności 200 ml. Nazwa sugeruje, że będzie to gęsty oleisty produkt, ale nic bardziej mylnego jego konsystencja jest dosyć lekka i lejąca, nie ma najmniejszych problemów z wydostaniem go z opakowania. Olejku używałam na dwa sposoby: jako czyściciel pod prysznicem lub dolewając go do kąpieli. Zdecydowanie lepiej spisywał się w tym pierwszym sposobie, ponieważ dolewając go do kąpieli miałam wrażenie, że nie robi nic, jedynie sprawia, że woda jest nieco bardziej oleista a stężenie olejku w całej wannie wody było zbyt małe abym mogła odczuć jego działanie. Nie wspominając o wysiłku, który trzeba potem włożyć w doczyszczenie wanny. Stosowanie go pod prysznicem dawało bardziej odczuwalne rezultaty, choć problematyczne było rozprowadzenie go na skórze ponieważ stawał się bardzo tępy i opornie się rozsmarowywał, skóra musiała być naprawdę bardzo mokra aby w miarę bezproblemowo po niej sunął. Efekty? No cóż, nie wysuszał skóry, nie powodował uczucia ściągnięcia ani nie wysypało mnie po nim. Nie zauważyłam natomiast po nim żadnego zbawiennego wpływu na gładkość i miękkość skóry. Czasami miałam również po nim wrażenie tego, że jestem niedomyta, zabrakło jakiegoś efektu odświeżenia. No i wydajność dosyć słaba, gdy chciałam cała się nim umyć to ubywało go całkiem sporo.
Ocena końcowa: Krzywdy nie robi, ale szału nie ma.


Porównać go mogę z produktem Pharmaceris o którym pisałam TUTAJ i niestety wypada bardzo blado. Produkt Pharmaceris o wiele bardziej odpowiada mi konsystencją i wydajnością. Dodatkowo efekty działania na skórze były o wiele bardziej zauważalne. Cenowo wypadają podobnie więc zdecydowanie wybieram Pharmaceris.





Po pierwsze zwróćcie uwagę na opakowanie produktu, niezbyt ciekawie wygląda prawda? Stało kilka dni w łazience i wygląda na mocno sfatygowane: etykieta się odkleja, niektóre elementy się starły. Strasznie czegoś takiego nie lubię, jestem wzrokowcem i sięganie po wizualnie atrakcyjny produkt po prostu sprawia mi przyjemność a w tym przypadku niemal musiałam się zmuszać aby go używać.
Balsam sam w sobie przypadł mi do gustu lekką konsystencją i brakiem zapachu. Jak już wspominałam konsystencja była delikatna, kremowa aczkolwiek treściwa. Balsam przyjemnie rozprowadzał się na ciele. Niestety wchłanianie się zajmowało mu naprawdę długo, czasem gdy się nim nasmarowałam to zdążyłam umyć zęby, wysuszyć włosy, nałożyć krem na twarz, a zakładając ubranie dalej byłam lepka i klejąca. Z tego powodu nie wyobrażam sobie stosowania go latem, chyba cały czas byłabym śliska jak ryba. Wybaczałam mu bo jednak efekty jego stosowania były zauważalne. Odnotowałam przede wszystkim długotrwałe nawilżenie, a mam wrażenie że tak ciężko o kosmetyk dający coś takiego. Super sprawa bo gdy z lenistwa lub braku sił pominęłam smarowanie się balsamem to moja skóra tak tego nie odczuwała, nadal była nawilżona. Wydajność oceniam jako przeciętną, żadnych odchyleń od normy nie zauważyłam.
Ocena: dobry produkt wart uwagi, jedną gwiazdkę odjęłam za długie wchłanianie i koszmarne opakowanie.


Porównać go mogę z produktem do ciała Atoperal, który wychwalałam w TYM poście. Niestety gdybym miała wybrać to ponownie kupiłabym produkt Atoperal, ponieważ szybciutko się wchłaniał no i to opakowanie z kangurkiem uważam za urocze :)





Krem nawilżający stosowałam głównie na twarz, obietnica producenta o łagodzeniu zaczerwienień mocno mnie zaintrygowała. Niestety rozczarowałam się okrutnie. Pomimo bardzo przyjemnej, leciutkiej konsystencji, braku alergenów, parabenów, barwników, olejów mineralnych moja skóra reagowała na niego lekkim pieczeniem i zaczerwienieniem. Przypuszczam, że moja twarz średnio lubi się z mocznikiem.
Dałam go do przetestowania koleżance, która wiecznie skarży się na suchą skórę i problem z widocznymi skórkami. Niestety jej także nie powalił. Zarzuciła mu głównie zbyt lekki poziom nawilżenia aby stosować go na noc, a także zbyt długie wchłanianie się aby stosować go na dzień. Dodatkowo odnotowała, że kompletnie nie nadaje się on pod makijaż ponieważ znacznie skraca jego trwałość (na swoim standardowym kremie nawilżającym nosiła makijaż twarzy spokojnie po 8-10 h z małymi pudrowymi poprawkami, makijaż nałożony na krem Flosleku bardzo szybko się ścierał i po 4 h twarz wołała o pomstę do nieba).
Ten krem to zdecydowanie najsłabsze ogniwo z całej tej trójki.




Podsumowując: 
Byłam bardzo ciekawa tych produktów bo z marką Floslek miałam wcześniej niewiele wspólnego. Dużo dobrego naczytałam się o jej kosmetykach i przyznaję, że poprzeczka ustawiona była wysoko. Niestety produkty okazały się przeciętne, najmocniejszym elementem całej linii jest zdecydowanie balsam do ciała, który jednak również ma pewne wady. Nie mogę napisać, że polecam Wam te produkty, ale nie mogę ich również odradzić bo może Wasza skóra zareaguje na nie inaczej. Wybór pozostawiam Wam :)


Znacie produkty marki Floslek? Jak je oceniacie? Macie jakiś ulubieńców?

Zakupy, łupy i nowości

Wracam po krótkiej przerwie. Cały czas wyrzucam sobie, że nie potrafię dobrze zarządzać swoim czasem, aby na wszystko mi go wystarczało. Postaram się w miarę szybko nadrobić moje blogowe tyły.
Dzisiaj przychodzę z w miarę luźnym postem, dotyczącym nowości w moich zbiorach.

Styczeń i połowa lutego upłynęły mi pod znakiem całkiem sporej ilości nowych zabawek. Założyłam sobie bana na wszelkie zakupy, niestety ciężko mi wytrwać bo cały czas wydaje mi się, że coś jest mi wprost niezbędne do dalszej egzystencji, albo trafia się taka promocja, że po prostu żal nie kupić, albo mam zły humor i muszę się jakoś rozweselić, albo po prostu mam ciśnienie, że coś bym sobie kupiła fajnego. Na pewno większość z Was zna to uczucie ;)

Ok to zaczynamy!

Od dawna marzył mi się pełnowymiarowy krem BB Lioele Dollish Vita Veil, ale nie chciałam przepłacać na allegro a ebay mnie przerażał. Na szczęście dzięki pomocy znajomego udało mi się złożyć tam zamówienie.

Zamówienie złożyłam u użytkownika sing-sing-girl i mogę ją z czystym sumieniem polecić. Przesyłka była dobrze zapakowana, mimo iż wybrałam bezpłatną wysyłkę to paczkę dostałam bardzo szybko, bo w ok. 10 dni. Dodatkowo otrzymałam 2 próbki innych bb kremów co uważam za bardzo miły gest.


Czy to opakowanie nie jest przeurocze? Zdecydowałam się na wersję zieloną, która ma ukryć moje naczynka.
Na tym zakupie udało mi się sporo zaoszczędzić, ponieważ wyniosła mnie ona ok. 50 zł podczas gdy ceny w PL na allegro wahają się w granicach 80 złotych + koszty przesyłki. Więc jestem jak najbardziej zadowolona i usatysfakcjonowana moją pierwszą przygodą z ebay.com ;)



W aptecznej części Tesco trafiłam na wielkie przeceny kosmetyków pielęgnacyjnych, nawet do 60%. Z racji tego, że mam w tej kwestii znaczne zapasy skusiłam się jedynie na żel myjący z Pharmaceris. Z tego co pamiętam zapłaciłam za niego jakieś 15 złotych.
Jeżeli jesteście z Wrocławia to polecam od czasu do czasu zajrzeć do Tesco na Bielanach, mają tam często fajne zniżki na kosmetyki.


Dzięki małej wymiance z Patrycją w moje łapki wpadł krem BB The Face Shop, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył, oraz masło TBS i krem do włosów ArganMagic.


W końcu znalazłam szampony z Barwy, jakaś ślepa byłam, że wcześniej nigdzie na nie nie wpadłam. Wybrałam wersję z czarną rzepą, która powala swoim zapachem ;)


Dzięki akcji organizowanej na blogu Hexxany, czyli Hexxboxie udało mi się zakwalifikować do testowania produktów marki Floslek przeznaczonej dla skóry suchej i atopowej. Strasznie jestem ciekawa czy polubi się z moją skórą.

Zachęcam do zaglądnięcia na bloga Hexx i udziału w Hexxboxie. Zgłaszać się można cały czas, produkty dopasowywane są do Twoich potrzeb i preferencji, możesz wziąć udział w zabawie nawet jeśli nie posiadasz bloga :)



Zakupy w Superpharmie. Weszłam tam i prawie przepadłam, na szczęście opanowanie przyszło w porę i zdecydowałam się jedynie na 3 produkty marki Ziaja. Na ten peeling czekoladowy miałam chrapkę już od dawna. Użyłam go dopiero raz, ale nie ukrywam, że oczarował mnie swoim działaniem.


Z kolorówki skusiłam się na:
* Pan Stick z MaxFactora- zobaczyłam go kiedyś na blogu Vexgirl, jako jednego z jej ulubieńców i od tamtej pory siedział mi w głowie. Natknęłam się w Superpharmie na jakąś promocję i się skusiłam. I wiecie co? Warto było.
* Tusz do rzęs Lovely- zachwalany przez rzeszę blogerek. Sprawdzimy co w nim siedzi ;)
* Podkład Rimmel Match Perfection- skusiłam się podczas promocji -40% na podkłady w Rossmanie. Razem ze mną kupiły go 2 moje koleżanki. Narazie intensywnie testujemy!
* Eyeliner Golden Rose- kiedyś jakaś znajoma mi go mocno zachwalała więc jak trafiłam na stoisko GR to się skusiłam. Wrażenia mam jak narazie mocno mieszane.


W Inglocie zaopatrzyłam się w płyn do czyszczenia pędzli, bo niestety nie zawsze mam czas żeby je uprać a zależy mi na zachowaniu higieny. Płyn ten kosztował 16 zł i jest dosyć wydajny. Powiedzcie mi czym Wy czyścicie swoje pędzle w sytuacjach gdy nie macie czasu na gruntowne pranko?
Zakupiłam też kasetkę 10, w której mam narazie 3 cienie. Stopniowo mam zamiar uzupełniać ją o inne, głównie perły, której w Inglotowskim wydaniu podobają mi się strasznie.
Postanowiłam również, że nadszedł czas na wymianę zalotki bo moja stara jest już strasznie rozklekotana, gumka jest w dwóch kawałkach a poza tym nie chwyta mi ładnie wszystkich włosków. Ale co się dziwić, kupiłam ją wieki temu za jakieś 5 zł w Pepco. A w pamięci miałam post Atqi na temat zalotki z Inglota i postanowiłam wypróbować.
Dla porównania moja stara zalotka i nowa Inglotowska:



W końcu dorwałam drewniany grzebień z The Body Shop. Jakoś nie miałam do niego szczęścia, co zachodziłam do sklepu to go nie było. Gdy już go znalazłam, kupiłam bez namysłu.
19 złotych to trochę sporo jak za grzebień, ale jest absolutnie fantastyczny i wart każdej złotówki.



Małe zamówienie z e-naturalne. Skusiłam się na Hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy, masło kakaowe, które nieco zaskoczyło mnie konsystencją oraz spirulinę, mój absolutny must have.


Na Fejsbuku załapałam się do testowania nowości z Revitacell. Wybrałam regenerujące serum na noc. Narazie grzecznie czeka aż wykończę inne zapasy.

A na koniec 2 wisienki na torcie.
Wracam wczoraj padnięta do rodzinnego domu, po kilkudniowym maratonie w pracy a tam czeka na mnie:

Szczęka na podłodze, jęki zachwytu i wszechobecny ślinotok.
Oto zawartość:


Już niedługo szczegółowe opisy i fotoski.

Mój Ukochany spełnił ostatnio jedno z moich kosmetycznych marzeń.
Otrzymałam uroczą różową paczuszkę:

a wewnątrz:


Moja radość była przeogromna :)
Więcej zdjęć tej Pani już wkrótce!


Ufff i to by było na tyle.
Sporo się tego nazbierało, teraz koniecznie muszę sobie dać bana na zakupy!

Floslek- seria do skóry z problemami naczyniowymi

Dzięki współpracy z Magazynem Drogeria w moje ręce wpadły dwa produkty firmy Floslek przeznaczone dla skóry z problemami naczyniowymi: mleczko do demakijażu oraz rozjaśniający krem pod oczy. Używałam je przez prawie 2 miesiące więc pora na recenzję ;)


ASPEKTY ESTETYCZNE:
Prosta, biała butla o pojemności 200 ml. Nie straszy brzydotą ani nie zachwyca. Z tą czerwoną nakrętką dla mnie wygląda nieco świątecznie, ale właśnie po chwili naszła mnie refleksja, że ta czerwień to się tak do naczynkowej skóry odnosi ;) Opakowanie wizualnie jest ok. Jeśli chodzi o funkcjonalność to również dobrze się spisuje, bardzo łatwo wydobyć mleczko na wacik. Butelka jak i zakrętka są bardzo solidne.

KONSYSTENCJA:
Konsystencja typowa dla mleczek do demakijażu, nie widzę tutaj żadnego odstępstwa od innych znanych mi produktów.


ZAPACH:
Bardzo delikatny, kojarzy mi się z czystością i świeżością. Przypomina również trochę zapach zasypki dla dzieci ;)

APLIKACJA:
Wyciskamy pożądaną  ilość na wacik, przykładamy do powieki, przytrzymujemy chwilkę aby makijaż się "rozpuścił" a następnie delikatnie ścieramy makijaż. Łatwizna ;)
Jeśli chodzi o demakijaż twarzy to przyznaję, że jestem zbyt leniwa aby bawić się wacikami. Nakładam po prostu mleczko na suchą twarz, masuję i następnie spłukuję letnią wodą.

DZIAŁANIE:
Na etykiecie producent obiecuje:
"Mleczko (...) jest bardzo dobrze tolerowane, nie powoduje podrażnień skóry, (...) nie drażni okolic oczu i powiek. (...) Skutecznie usuwa makijaż twarzy i oczu oraz inne naturalne zanieczyszczenia, daje uczucie odprężenia i odświeżenia"
No i ja się z tym zgadzam, dokładnie tak jest ;)
Producent dalej pisze jednak że: "Systematyczne stosowanie wyraźnie poprawia wygląd skóry- staje się ona rozjaśniona, delikatna i przyjemna w dotyku". Nic takiego nie zauważyłam, moja skóra jest taka jaka była.
Muszę wspomnieć również o tym, że produkt nie do końca radzi sobie z wodoodpornym eyelinerem- nie mogłam go domyć z powieki.

ZALETY/WADY:
+ duża pojemność
+ konsystencja- nie za rzadka, dobrze się rozprowadza
+ delikatny, świeży zapach
+ działanie- usuwa makijaż i nie podrażnia
+ cena- kilkanaście złotych
+ wydajność- po 2 m-cach mam jeszcze połowę opakowania
- nie radzi sobie z wodoodpornymi produktami

CENA A POJEMNOŚĆ/JAKOŚĆ:
Nie znam dokładnej ceny, ale szacuję że jest to koszt kilkunastu złotych. Jak za naprawdę bardzo wydajny produkt, w dużej 200 ml butli to bardzo korzystna oferta.

PODSUMOWUJĄC:
Bardzo przyjemny produkt, bardzo podoba mi się jego świeży zapach i delikatne działanie.





ASPEKTY ESTETYCZNE:
Kolorystyka opakowania jak w przypadku mleczka, koniecznie z czerwoną zakrętką aby mi stale przypominać o moich czerwonych plackach na twarzy ;) Opakowanie ma 20 ml, kremik wylatuje przez specjalny dziubek aby precyzyjnie nakładać produkt. Standard.

KONSYSTENCJA:
Dosyć gęsta i treściwa.



ZAPACH:
Produkt bezzapachowy.

APLIKACJA:
Dzięki specjalnemu dziubkowi w opakowaniu aplikacja jest bardzo szybka i precyzyjna. Same dozujemy ilość nałożonego kremu. Krem bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Pomimo dosyć gęstej konsystencji jest lekki.

DZIAŁANIE:
Niestety obietnice producenta o rozjaśnieniu cieni pod oczami i zmniejszeniu worków można wsadzić między bajki. Ja po dwumiesięcznym stosowaniu tego kremu rano i wieczorem nic takiego nie zauważyłam. Jedyne co ten krem robi to delikatnie nawilża skórę pod oczami, lekko ją wygładzając co stanowi dobrą bazę pod korektor. Niestety nie jest on w stanie zniwelować oznak zmęczenia po długiej nocy.

ZALETY/WADY:
+ nie podrażnia
+ bezzapachowy
+ bardzo wydajny
+ cena (ok 10-12 zł)
- nie rozjaśnia cieni pod oczami
- stopień nawilżenia jest niski

CENA A POJEMNOŚĆ/JAKOŚĆ:
Kremik jest stosunkowo tani a naprawdę baaaardzo wydajny. A co do jakości to nie jest źle, krzywdy nie robi, jest delikatny więc cenę mogę uznać za adekwatną.

PODSUMOWUJĄC:
Ani nie redukuje cieni, ani dobrze nie nawilża. Plus za to, że szybko się wchłania i nie wałkuje się pod makijażem. Czy kupię ponownie? Raczej nie.


Lubicie produkty firmy Floslek? Macie jakiś swoich ulubieńców?