Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uriage. Pokaż wszystkie posty

Projekt denko

Pierwsze denko w tym roku. Produkty już niemal wysypują mi się z torby więc nie przedłużając szybko je omówię.


* Woda termalna Uriage- bardzo dobry produkt do spryskania buzi dy jest podrażniona, alergiczna lub chcemy ją po prostu nieco odświeżyć np. latem podczas upałów. Mój egzemplarz trzymałam w lodówce więc była przyjemnie chłodna. Przy mojej naczynkowej cerze szybko przynosiła mi ulgę.

* Suchy szampon Frotte- obecnie chyba jedyny do jakiego mam dostęp. Z działania jestem bardzo zadowolona, chociaz nieraz muszę się namęczyć aby dobrze go wyczesać. Ostatnio staram się jednak ograniczać używanie suchych szamponów bo slyszałam, że mogą wpływać niekorzystnie na kondycję włosów i wzmagać wypadanie.

* Mleczko do demakijażu Pat&Rub- zawieruszyło się gdzieś w moich zbiorach i odkryłam je całkiem niedawno, niestety było przeterminowane już około 6 miesięcy. Swego czasu bardzo je lubiłam i nawet pisałam o nim na blogu TUTAJ. Ostatnio wyrosłam jednak z miłości do mleczek do demakijażu.

* Szampon Herbal Essences- dobrze sprawował się na włosach, oczyszczał je i nie pozostawiał żadnej warstwy, która mogłaby przyspieszać przetłuszczanie moich włosów. Dodatkowo przepięknie pachniał.



* Bioderma h2o AR- płyn micelarny do cery naczynkowej. Na chwilę obecną mój Święty Graal, ponieważ w miejscu w którym mieszkam woda kranowa strasznie szkodzi mojej cerze i makijaz zmywam tylko i jedynie tym micelem. Jest genialna! Mam już na zapasie 2 opakowania, bo ostatnio w aptece zrobiłam deal życia (wpominalam o tym na moim Instagramie). Miała też swoje 5 minut w poście o MOJEJ AKTUALNEJ PIELĘGNACJI.

* Żel do mycia twarzy Pharmaceris seria dla Naczynkowców- świetny i niezwykle delikatny żel do mycia twarzy. Idealnie zmywa cały makijaż, włącznie z oczami. Z chęcią zakupiłabym kolejne opakowanie gdyby nie fakt, że woda kranowa mi szkodzi.

* Avene Antirougeurs- krem dla naczynkowców- powinnam jak najszybciej poświęcić osobny post, bo ten krem w połączeniu z płynem Biodermy uratował moją cerę a było naprawdę źle. Świetny zarówno na noc jak i na dzień pod makijaż.

* Krem z filtrem Vichy- bardzo go lubiłam, świetnie chroni skórę i jest bezproblemowy w użytku. Nie jest tłusty, nie klei się i bardzo dobrze nosi się na nim makijaż. Polecam i sama muszę na wiosnę kupić nową tubkę.

* Żel pod oczy ze świetlikiem z Flosleku- swego czasu dosyć lubiłam te żele, teraz są dla mnie zdecydowanie zbyt lekkie, wolę kosmetyki bardziej treściwe.

* Lirene tonik- jak dla mnie dość przeciętny produkt, o wiele lepiej sprawdzał mi się ten redukujący przebarwienia, a którego jak na złość nie mogę dorwać w swoim Rossmanie.


* Zmywacz Ebelin- tani i dobrze sobie radzi. Czego chcieć więcej?

* Krem do stóp Balea z mocznikiem- najlepszy jaki dotychczas miałam, świetnie radził sobie z moimi wiecznie przesuszonymi stopami.


* Żel pod prysznic Lirene Brzoskwiniowy deser- piękny zapach, reszta jego właściwości bardzo przeciętna. Dodatkowo miałam wrażenie, że przesusza mi skórę. 

* Żel pod prysznic z Biedronki- DRAMAT! Zobaczyłam go w jakiejs gazetce promocyjnej i poprosiłam mamie aby mi o kupiła. Wyobrażałam sobie jak pięknie będzie on pachniał jagodami. Niestety śmierdział niemiłosiernie, że musiałam się zmuszać aby po niego sięgać.

* Seria Elseve Fibralogy- miałam odżywkę i aktywator gęstości, który należało mieszać z odżywką z tej serii. Ciężko mi powiedzieć czy moje włosy zyskały jakoś na objętości przy jego stosowaniu. Zauważyłam jedynie, że są o wiele bardziej puszyste.

* Szampon Schaum z kofeiną- fajnie oczyszczał włosy, były po nim naprawdę lekkie i długo świeże. Lubiłam go. 

* Odżywka Alverde z awokado- bardzo zaskoczył mnie ten produkt. Niebawem napisze nieco więcej na jego temat jak i odżywki z tej samej serii. 



Poniższe zdjęcie jest wynikiem przeglądania moich kosmetyków, niektóre zużyłam, niektóre sie zwyczajnie zepsuły.

Z wyżej przedstawionych produktów mogę z czystym sercem polecić eyeliner w pisaku z MySecret. Nie bójcie sie go, nie jest Waterproof a końcówka nadawała się do użytku przez jakieś 4 miesiące, co dla mnie jak na pisak jest świetnym wynikiem. Podkład z Kobo również był całkiem przyjemny. Ładnie krył, wyglądał bardzo naturalnie na buzi i był dosyć trwały. Niestety ostatnio zamiast podkładu wylatuje z niego sama woda więc chyba już nadszedł jego kres. Baza z Essence I love Stage to szajs jakich mało. Za baza Inglota również nie przepadam, podobnie jak za żelem do brwi z Catrice.  Dwa produkty do ust, które tylko odleżały swoje w szufladzie, nie wiem czy nawet raz miałam je na ustach a teraz śmierdzą i nadają się tylko do kosza. To czysty dowód tego, ze w ogóle nie powinnam kupowac kolorówki do ust. Srebrny eyeliner z Inglota wysechł na kamień, a paletka cieni jest ze mną już zdecydowanie za długo. 

5 ulubionych kosmetyków roku 2014




W końcu zebrałam się w sobie i jestem :)
Święta minęły mi zdecydowanie zbyt szybko, na szczęście mam jeszcze parę dni wolnego i odpoczywam w rodzinnym domu. Ciężko mi się do czegokolwiek zmobilizować, ale blog to moja pasja i odskocznia od codzienności.

Rok 2014 dobiega końca. Ciężko mi w to uwierzyć. Rok pełen wyzwań, zmian i stresów dobiegł końca.

W 2014 roku przez moje ręce przewinęło się trochę kosmetyków, nie była to jakaś spora ilość ponieważ starałam się dokonywać rozsądnych zakupów i starałam się trzymać sprawdzonych kosmetyków.

Nie przedłużając, przejdę do ulubieńców:

1. Podkład Maybelline Affinitone- za radą koleżanki wróciłam do niego pod koniec 2013 roku i towarzyszył mi przez cały 2014 rok. Świetny podkład za przystępną cenę. Spełniał najlepiej wszystkie moje wymagania. W ciągu roku zużyłam chyba z 5 opakowań, zawsze muszę mieć go w kosmetyczce. Pisałam o nim już kiedyś na blogu, ale na dniach planuję dodać kolejny wpis na jego temat.


źródło: http://www.kozmotrend.com/media/catalog/product/cache/1/image/c417ced0bdeec43197eb7dd0c4c6f7af/m/a/maybelline_affinitone_fond_ten.jpg


2. Masło do ciała Balea Kakao- pierwszy egzemplarz dostałam od mojego Ukochanego, który pojechał do Niemiec odwiedzić swoją siostrę. Poprosiłam go o kilka rzeczy z DMu, m.in. żel pod prysznic, jakiś balsam do ciała itp. Kupił je kompletnie w ciemno a okazało się moim hitem roku 2014. Świetny skład, przyjemny zapach i co najważniejsze widoczne i długotrwałe odżywienie i nawilżenie skóry. Kosztuje około 2 euro, jest bardzo wydajne a opakowanie uważam za bardzo poręczne. Towarzyszyło mi niemal przez cały rok, latem podczas upałów nieco rzadziej ze względu na dość treściwą konsystencję. Uwielbiam je!

źródło: http://2.bp.blogspot.com/-GkFNY_y7_ow/Uio4EG_mJ8I/AAAAAAAAHGA/24S8Q48Ni3c/s1600/bild-balea-bodybutter-kakao-data.png

3. Olejek Alterra pomarańcza i brzoza- miałam wcześniej inne wersje tego olejku, jednak to wersja z pomarańczą i brzozą okazała się strzałem w dziesiątkę. Stosuję go do ciała oraz na włosy i z obu zastosowań jestem zachwycona. Nałożony na skórę szybko się wchłania, koi podrażnienia i odżywia skórę. Moje włosy również go pokochały. Nakładam go na suche włosy na całą noc a rano po umyciu moje włosy są mieciutkie i wygładzone. Zaskoczył mnie również swoją wydajnością bo mam go już jakiś czas i sięgam po niego dosyć często a mam jeszcze 1/3 buteleczki. Zapewne wpływ ma na to nowe opakowanie, które zawiera pompkę i pozwala na lepsze dozowanie produktu.

źródło: http://s.dobra-mama.pl/post/automatycznie-zapisany-szkic/Alterra-olejek-do-cia%C5%82a-brzoza-i-pomara%C5%84cza-431x610.jpg

4. Cienie Inglot- poznałam je bliżej podczas pracy w tej firmie i jestem oczarowana. System palet Freedom uważam za fantastyczne rozwiązanie. Gotowe zestawy cieni do mnie nie przemawiają a w Inglocie mogę wybrać odcień a także wykończenie jakie mnie interesują. Cienie są też dobre jakościowo, ładnie napigmentowane, trwałe i nie osypujące się. Posiadam obecnie 3 pełne paletki na 10 cieni plus jakieś pojedyncze wkłady. Muszę zebrać się w sobie i w końcu je sfotografować. 

5. Apteczna pielęgnacja cery- niestety w tym roku boleśnie przekonałam się, że produkty do twarzy z drogerii kompletnie nie służą mojej kapryśnej twarzy. Całkowicie przestawiłam się na pielęgnację z apteki a moje apteczne marki i hity to:
* Pharmaceris seria N dla skóry naczynkowej- uwielbiam przede wszystkim żel myjący do twarzy i krem odżywczy oraz wzmacniający naczynka
* Avene Antirougerous dla cery naczynkowej, krem z tej serii stanowi obecnie podstawę mojej pielęgnacji.
* Bioderma płyn micelarny z serii Anti Rotungen, przeznaczony dla skóry naczynkowej. Napiszę o nim wkrótce coś więcej.
* Uriage krem z serii Roseliane


To moja złota 5! Kosmetyki, bez których nie potrafię się obejść, czyli totalne KWC.

A Was co najbardziej zachwyciło w 2014 roku?

3 produkty do pielęgnacji warte polecenia

Ostatnio jakoś kompletnie nie mam weny, ale przeglądając dzisiaj zawartość moich starych pendrajwów znalazłam zdjęcia produktów, które nie zagościły jeszcze na łamach mojego bloga a należy im się chwila sławy. Dwa z nich to produkty apteczne i obecnie tylko takimi pielęgnuję skórę twarzy, trzeci z nich jest dostępny w drogeriach. Zaczynam więc!


Krem wybawca czyli Roseliane od Uriage. Jeżeli tak jak ja macie problem z naczynkową cerą, która zimą wariuje przez mrozy na zewnątrz i ogrzewane powietrze, to jest to krem dla was. Poprzedniej zimy miałam ogromne problemy z cerą, była ona non stop tak czerwona na policzkach, że miałam problemy aby zakryć to podkładem. Dodatkowo często miałam na policzkach "uderzenia gorąca", co oznacza, że bez jakiejś większej przyczyny moja buzia robiła się mocno czerwona i gorąca. Pobiegłam do Superpharmu w poszukiwaniu jakiegoś kremu. Bardzo miła Pani po krótkiej rozmowie poleciła mi ten krem. Nie był tani, zapłaciłam za niego coś ponad 60 złotych, ale na szczęście okazał się wart każdej złotówki. Ma gęstą i treściwą konsystencję, więc idealnie nadaje się na zimę. Z powodzeniem można go stosować na noc nieco grubszą warstwą, sprawdzi się również na dzień pod makijaż, trzeba tylko dać mu kilka minut aby się wchłonął. No i najważniejsze, czyli efekty. Pamiętam, że nałożyłam go na taką rozpaloną skórę i już po 10 minutach poczułam znaczną ulgę, buzia mnie nie paliła i rumień nieco zelżał. Pierwsze większe efekty widziałam już po tygodniu. Cera wyraźnie się uspokoiła, rumień był zdecydowanie mniej widoczny. Po miesiącu moja cera już uodporniła się na mocne zmiany temperatura i rzadko reagowała tak jak kiedyś.
Niestety gdy nadeszły cieplejsze dni okazał się zbyt gęsty do dziennego używania i stosowałam go jedynie na noc. Także naczynkowcom gorąco polecam! W październiku moja skóra zaczęła znów wariować i chciałam znów go zakupić. Niestety ku mojej rozpaczy w Niemczech nie spotkałam nigdzie tej marki, a w mojej rodzinnej mieścince również nigdzie go nie mieli, więc nie wiem jak będzie z jego dostępnością.




Następnym produktem o którym chciałam dziś wspomnieć to pianka myjąca z Pharmacerisa. Dla mnie było to kompletne zaskoczenie, bo pianka jest tak delikatna, że niemal nie czuć jej na twarzy a jednocześnie tak skuteczna, że z powodzeniem zmywałam nią makijaż z tuszem i eyelinerem włącznie. Bardzo podoba mi się opakowanie, ponieważ wewnątrz produkt ma formę bezbarwnego żelu, który po wyciśnięciu staje się lekką i puszystą pianką. Aplikator funkcjonuje bez zarzutów i łatwo można dozować ilość produktu, Niestety trzeba nią dosyć szybko pracować, bo szybko zamienia się w płyn. Nie mniej jednak jej stosowanie jest naprawdę bardzo przyjemne, nie wysusza skóry. Mogę ją polecić osobom z problemami naczyniowymi, alergikom oraz osobom po zabiegach kosmetycznych, gdy ich cera jest mocno podrażniona. Ja sama zużyłam ze 3 opakowania tej pianki i jestem nią oczarowana.


Ostatnim produktem jest również pianka do demakijażu, jednak tym razem pochodząca z drogerii.


Nie dajcie się zwieść opakowaniu, które jest naprawdę małe. Jak je pierwszy raz zobaczyłam to myślałam, że starczy mi to na góra tydzień. Na szczęście pierwsze wrażenie było zgubne, a piankę stosowałam codziennie przez calutki miesiąc. Również bardzo skutecznie zmywała makijaż, w tym makijaż oczu. W odróżnieniu od pianki Lirene miała ona wyczuwalny zapach oraz struktura pianki była nieco inna, bardziej zbita i gęstsza. Po wyciśnięciu z opakowania swoim wyglądem przypominała mi bardziej bezę niż piankę. Nie podrażniała cery, jednak nie była tak delikatna jak pianka z Pharmaceris. Nie mniej jednak jesto to bardzo dobry produkt a przez swoje niewielkie rozmiary może się przydać np w podróży.

Znacie te produkty? Jacy są Wasze pielęgnacyjne perełki?

Ulubieńcy ostatnich miesięcy- PIELĘGNACJA

Na przestrzeni ostatnich miesięcy zagościło u mnie sporo nowych kosmetyków, część z nich okazała się prawdziwymi perełkami. I to o nich będzie dzisiejszy post. Zapraszam!



Z kategorii żeli pod prysznic moją sympatię zdobyły ostatnio żele pod prysznic Balea. Ładnie pachną, wywiązują się z powierzonej im funkcji oczyszczania ciała i na dodatek kosztują mniej niż 1 Euro w drogerii DM. Nic tylko kupować.


Ulubionym peelingiem do ciała nominowany został cukrowy peeling ze Starej Mydlarnii. Ostatnio coraz bardziej rozkochuję się w tej marce a tej peeling jest tylko potwierdzeniem. Po jego użyciu skóra jest mięciutka i z taką przyjemną olejkową powłoczką. Zapach może nie do końca odpowiada białej czekoladzie, ale cóż, nie można mieć wszystkiego.


Masło do ciała- znów marka Balea. Z tego co się orientuję to masło pochodzi z limitowanej edycji, nad czym z całego serca ubolewam bo to masło jest genialne a mi pozostała zaledwie garstka na dnie. Ma dosyć gęstą, treściwą konsystencję ale przyjemnie rozprowadza się na skórze. Pachnie przepięknie niczym kakao Nesquik. Skład jest świetny, masło shea na drugim miejscu (na pierwszym jest aqua). Skóra po jego użyciu jest wspaniale odżywiona. No i cena z tego co się orientuje nie jest zbyt wygórowana. Nic tylko kupować!


Przez całe moje życie miałam jakąś awersję do oliwek do ciała. Zawsze wydawało mi się, że będę po niej śliska jak ryba wyciągnięta prosto z wody. Na szczęście oliwka Hipp pokazała mi, że jest inaczej. Wchłania się w skórę naprawdę ekspresowo, przy pierwszym użyciu przeżyłam niemały szok. Skóra po jej użyciu jest cudownie nawilżona. Wiele dziewczyn stosuje ją również do olejowania włosów, ale u mnie się w tej kwestii raczej nie sprawdziła. Lubię bardzo, zwłaszcza w sezonie zimowym.


Jeden ze zbawicieli mojej skóry- mgiełka do twarzy z wodą z kwiatu pomarańczy firmy Stara Mydlarnia. Kupiłam całkowicie przez przypadek za kilkanaście złotych a okazała się świetna. Moja skóra w okresie wrzesień-grudzień była w oplakanym stanie- stale zaczerwieniona, wrażliwa na wszystko, dodatkowo makijaż spływał mi z twarzy już po godzinie. Odkąd używam tej mgiełki moja skóra jest zdecydowanie bardziej ukojona, rumień się zmniejszył (co pewnie jest też zasługą kremu, o którym poniżej) i w końcu da się z nią jakoś dogadać ;) Koniecznie muszę się wybrać do Starej Mydlarnii uzupełnić zapasy!


Bardzo przyjemnie używało mi się również toniku z Lirene. Zakupiłam go po zobaczeniu recenzji na YT, którą z tego co pamiętam wrzuciła chyba Szavka (??). Bardzo przyjemnie odświeżał twarz, niwelował podrażnienia i uczucie ściągnięcia, o ile takowe wystąpiło. 


Moi kremowi ulubieńcy:
* Pharmaceris lekki krem głęboko nawilżający- cudeńko! Ma naprawdę leciutką konsystencję, która świetnie nada się pod makijaż jednocześnie zapewniając skórze całodniowe nawilżenie. Niestety wykończyłam go doszczętnie ale na pewno kupię kolejne opakowanie bo byłam oczarowana.
* Uriage Roseliane- zakupiłam go z myślą o bardzo uporczywym rumieniu, który mnie nękał. Z tego co pamiętam nie był tani, ale na szczęście spisał się na medal. Już po tygodniu używania zauważyłam poprawę, rumień był ukojony a po kilku miesiącach stosowania mój problem chwilowo ustąpił. Mimo kilku jego irytujących cech, bardzo go polubiłam i w sezonie zwiększonej aktywności moich naczynek na pewno po niego sięgnę.


Z maseczkami algowymi Organique zapoznała mnie koleżanka z pracy. Zakupiłam 2 saszetki na próbę i przepadłam. Fantastycznie łagodzą podrażnienia, uspokajają skórę, która po ich użyciu jest mięciutka jak pupcia niemowlęcia ;)


W kwestii pielęgnacji ust rządził nieprzerwanie Carmex. Nowością w mojej kosmetyczce jest balsam BabyLips od Maybelline, który okazał się bardzo przyjemnym zaskoczeniem i z dużą przyjemnością po niego sięgam.


Na koniec produkt może nie bardzo pielęgnacyjny, ale nie mogę o nim nie wspomnieć. Jest to zmywacz do paznokci z Inglota. Po masakrze jaką urządził mi rossmanowski zmywacz z Isany, Inglot okazał się wybawieniem. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakieru, a dodatkowo (co dla mnie jest kluczowe) nie wysusza płytki paznokcia.


Ufff i to by było na tyle.

Macie jakieś doświadczenia z produktami, które pokazałam? Jacy są Wasi topowi ulubieńcy pielęgnacyjni?

Powrót + ulubieńcy ostatnich miesięcy

Jak już zauważyliście lub nie, ostatnio na moim blogu było bardzo cicho i głucho. Nastąpiła niezaplanowana i nie do końca zależna ode mnie przerwa. Przyczyna? Najzwyczajniej w świecie nie miałam kompletnie na nic czasu. Wyjątkowo wymagający i ciężki semestr na studiach (studia magisterskie to złoooo) oraz praca zachłannie zagarnęły cały mój wolny czas. Na szczęście są już wakacje i jestem wolna od uczelni więc stęskniona wróciłam do prowadzenia bloga. Brakowało mi tego. Naprawdę. Może się to wydawać się niepoważne, ale naprawdę tęskniłam za tym "pisaniem o malowidłach" (tak to ujmują moi znajomi ;)).
Poza tym mogłam na spokojnie spojrzeć z dystansem na swoją blogową działalność, blogosferę oraz dojść do tego co chciałabym zmienić i poprawić w swoim blogu oraz co sprawia mi frajdę lub drażni i razi mnie w blogowaniu :)

Co się ze mną działo w trakcie tych tygodni przerwy? Zapraszam na post z serii "z perspektywy mojego telefonu" :D

Zawsze chciałam mieć lansiarską focie w lustrze z dziubkiem :D 
Tutaj możecie przy okazji zobaczyć moje nowe ukochane kocie okulary ;)


Piękny kłos na włosach koleżanki made by me. Zazdroszczę jej tych włosów strasznie!
Poza tym nie wiem czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale od dziecięcych lat jestem niespełnionym fryzjerem, uwielbiam czesać ludzi i umiem czesać niemal wszystkie rodzaje warkoczy, plecionek itp.
Zawsze jakaś alternatywa gdyby na obecnych studiach mi nie poszło ;)



 

Po-juwenaliowe wspominki. Było naprawdę super, wybawiłam się za wszystkie czasy. Dodatkowo koncert Enej na Wrocławskich Tekach był super, chłopaki mnie totalnie oczarowali :)


Po imprezowaniu powrót do uczelnianej rzeczywistości był ciężki ;) 
Dodatkowo nastał czas egzaminów i zaliczeń.


I trzeba było przysiąść do nauki!


Lub próbować innych metod. Na PWR każdy orze jak może ;)


Pomimo upływu lat miłość nadal kwitnie <3 p="">



Po zakończeniu semestru czas na wyprowadzkę i powrót do rodzinnego gniazdka. Wielkie rozpakowywanie i dylematy w stylu "gdzie ja to wszystko upchnę?"


A teraz czas przejść do sedna całego postu a mianowicie ulubieńców ostatnich miesięcy, czyli produkty które absolutnie ostatnio pokochałam.

Z kategorii pielęgnacji absolutnie uwielbiam dwa poniższe produkty marki Pharmaceris. Do tej pory demakijaż był dla mnie złem koniecznym. Z jednej strony nie wyobrażam sobie kłaść się do łóżka z makijażem na twarzy, ale z drugiej na myśl o zmywaniu tego wszystkiego i produktach które dodatkowo podrażniały mi skórę aż dostawałam gęsiej skórki. Żel myjący z serii N oraz łagodząca pianka myjąca z serii A to strzały w dziesiątkę, idealnie usuwają cały makijaż, łącznie z tuszem i eyelinerem a dodatkowo nie podrażniają ani nie wysuszają mi skóry, wręcz przeciwnie po ich użyciu skóra jest przyjemnie czysta, ukojona i nie męczy mnie uczucie ściągnięcia. Nie są drogie, ich cena to dwadzieścia złotych z hakiem, często są też w promocji. Wydajność również jest bardzo zadowalająca, choć w tej kategorii to żel myjący wiedzie prym, pianka uciekała mi z opakowania o wiele szybciej.


Woda termalna Uriage świetnie spisuje się do zwilżania masek algowych i glinkowych oraz do odświeżenia skóry w ciągu dnia lub przed nałożeniem kremu. Bardzo podoba mi się to, że aplikator rozpyla ją delikatną drobną mgiełką, nie tak jak w przypadku wody z Vichy, która pluła wodą w twarz ;)


W pielęgnacji twarzy postawiłam ostatnio na minimalizm. Poniżej moje 3 kosmetyczne odkrycia. Przede wszystkim olejek arganowy ze Starej Mydlarnii. Kupiłam go całkiem przypadkiem i okazał się bardzo przyjemny. Przepięknie pachnie pomarańczą (mam obsesję na punkcie cytrusowych zapachów!), zauważalnie odżywia skórę, po jego użyciu moja twarz jest bardzo milutka i gładka w dotyku.
Krem pod oczy BioNike to zdecydowanie najlepszy produkt w tej kategorii jaki miałam okazję używać. Jest to krem, którego działanie po prostu czuję i widzę. Stosuję go pod oczy jak i na powieki. Cudownie łagodzi i nawilża skórę w tych rejonach.
Letni niezbędnik- krem z filtrem Vichy. Kupiony bardzo spontanicznie, zanim zaczął się na niego cały ten bum. Będąc w Superpharmie przypomniało mi się, że potrzebuję kremu z wysokim filtrem, a ten był aktualnie na promocji więc trafił do koszyka. Zazwyczaj takie nieplanowane i popełnione bez uprzedniego researchu w necie zakupy kończą się rozczarowaniem, ale to akurat był strzał w dziesiątkę. Recenzję postaram się zamieścić na dniach. Postaram się go też porównać z kremem z filtrem z Pharmacerisu, którego wcześniej używałam.


Dałam się omamić Original Source. Żel pod prysznic Raspberry&Vanilla to mistrzostwa świata, pachnie po prostu cuuuuuudownie, aż mam ochotę go schrupać. Dodatkowo pod względem pielęgnacyjnym krzywdy mi nie robi więc jestem na tak!
Moja miłość do czekoladowego peelingu z Ziaji trwa, choć muszę przyznać, że jestem już nieco znużona jego zapachem i mam ochotę wypróbować coś nowego. Ale pomimo to uważam, że to jeden z lepszych peelingów jaki używałam.


Z kolorówką raczej spokojnie i bez szaleństw. Zakochałam się w chusteczkach matujących z Inglota, są po prostu fe-no-me-nal-ne! Dodatkowo niezmiennie towarzyszyła mi baza pod cienie do powiek Hean oraz tusz Max Factor 2000 Calorie, który polecam wszystkim znajomym i krewnym. Świetnie spisywał się u mnie również korektor z Collection 2000 i eyeliner Maybelina, które dostałam od kochanego Kokoska (:*)
Jeśli chodzi o cienie to królował Inglot w neutralnych brązach. Od lewej: nr 353-duże opakowanie oraz wypraski: 456, 390, 409.



Z przyborów kosmetycznych nieoceniony okazał się płyn do czyszczenia pędzli. Mój wybór padł na Inglota bo po prostu miałam do niego najlepszy dostęp i cena była przystępna (16 zł).
No i na sam koniec mój niezbędnik jeżeli chodzi o malowanie paznokci- wysuszacz Seche Vite. Geniusz! Niedługo recenzja :)

Wszystkie pokazane kosmetyki polecam Wam z całego serca, są naprawdę warte uwagi.

Teraz uciekam nadrabiać moje ogroooomne zaległości na Waszych blogach.

A jacy są Wasi ulubieńcy? Coś się pokrywa z moimi? :)