Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Under20. Pokaż wszystkie posty

Kobieto ile Ty tego masz?! cz. IV korektory + swatche

Witam po około miesięcznej przerwie, która spowodowana była egzaminem na certyfikat z języka niemieckiego. Od września robiłam kurs językowy, który wczoraj zakończył się Prüfungiem. Co prawda na wyniki muszę poczekać jeszcze 3 tygodnie, ale jestem dobrej myśli.

Dzisiaj kolejna część serii "Kobieto ile Ty tego masz?!" i skupię się w niej tylko na korektorach pod oczy oraz tych do twarzy. Nie przedłużając, przejdę do rzeczy.


Jak widać na zdjęciu poniżej obecnie w mojej "kolekcji" znajduje się 6 korektorów.


1. NYX HD Concealer, który w blogosferze i na YT bije ostatnio rekordy popularności. Ja posiadam go w odcieniu Fair i na sezon zimowy gdy jestem bledsza pasował mi idealnie. W sezonie od wiosny do jesieni, gdy jednak moja skóra złapie trochę koloru to wydawał mi się za jasny. Używałam go jedynie pod oczy i byłam bardzo zadowolona. Ma przyjemną kremową konsystencję i dobrą pigmentację, która przekłada się na dosyć mocne krycie. Moją ulubioną metodą aplikacji było nałożenie go dosyć szczodrze w kształt trójkąta pod oczami a następnie wklepanie gąbeczką Beauty Blender. Nie wysuszał skóry, nie uczulał ani się nie ważył. Nie wchodził mi również w zmarszczki, ale ja zawsze go przypudrowuję i dzięki temu trzyma się te 7-8 godzin.. Jedyne do czego mogę się przyczepić to pojemność, bo w opakowaniu nie ma go zbyt dużo, jedynie 3 g. Bardzo polecam, ja na pewno kupię go ponownie.
2. Maybelline Affinitone- posiadam odcień 01 Nude Beige. Jest to moje drugie opakowanie tego korektora. Poleciła mi go znajoma. Jest on zdecydowanie lżejszy od NYX, ale jego krycie jest też zdecydowanie mniejsze. Na dni gdy nie mam wielkich cieni pod oczami jest ok, aczkolwiek bez rewelacji. Trwałość jest ok, nie wchodzi w zmarszczki, jednak nałożony zbyt grubą warstwą może się bardzo nieestetycznie zważyć i może być bardzo widoczny na skórze. Jego niewątpliwym atutem jest ładny, jasny kolor i spora pojemność, bo aż 7,5 ml. Jednak muszę przyznać, że chyba już mi się nieco znudził i zakupu nie ponowię.
3 i 4. KOBO Modeling Illuminator*- produkty, do których początkowo byłam naprawdę sceptycznie nastawiona a które okazały się strzałem w dziesiątkę. Ciemniejszy odcień 102, mimo że wydaje się dosyć ciemny to idealnie stapia się z moją cerą i służy mi do zakrycia sińców pod oczami, natomiast jaśniejszy 101 jest świetny do rozświetlania okolic oczu. Produkty te mają kremową konsystencję, która jednak jest dosyć lekka i nie obciąża skóry pod oczami. Nieprzypudrowane mogą wchodzić w zmarszczki. Jednak wszystko inne jest na duży plus, ponieważ krycie oceniam na średnie w kierunku wysokiego, korektory ładnie stapiają się ze skórą dając naturalny efekt. Opakowanie ma pojemność 7 ml co jest całkiem sporo. Produkty marki KOBO są dostępne jedynie w Drogerii Natura. Posiadam je już bardzo długo i mogę szczerze polecić. Z przyjemnością zaopatrzyłabym się w kolejne opakowanie.
5. Avon korektor z serii Luxe*- jako jedyny z mojej kolekcji ma postać wykręcanego sztyftu. Mimo to jest dosyć kremowy, ale i nieco cięższy. Opakowanie jest plastikowe i trochę jednak tandetne. Krycie określiłabym jako średnie. Niestety mam wrażenie, że po aplikacji jest on bardzo widoczny na skórze i nie grzeszy trwałością. Ja posiadam odcień Light, który wcale taki Light nie jest, ale tak to już chyba jest w tą kolorówką Avonu. Ciężko mi idzie jego zużywanie i na pewno nie wrócę do niego w przyszłości.
6. Under Twenty punktowy korektor + fluid do maskowania niedoskonałości*- w jedynym produkcie otrzymujemy 2 tubeczki produktów. Jedna zawiera zielonkawy korektor neutralizujący zaczerwienienia, druga zawiera maskujący fluid. Użyłam go jedynie dwa razy, bo pryszcze pojawiają się na mojej twarzy niezwykle rzadko. Jednak po tych dwóch aplikacjach byłam całkiem zadowolona, bo fajnie zamaskowało wyprysk. Nie mniej jednak kolor tego fluidu maskującego do najjaśniejszych nie należy i trzeba mieć to na uwadze.

Żaden z recenzowanych powyżej korektor nie ciemniał na skórze po aplikacji co jest dodatkowo ważne.

Poniżej można zobaczyć swatche:
1. NUX HD Concealer #Fair, 2. Maybelline Affinitone 01 Nude Beige, 3,4. Kobo Modeling IIlluminator #101 i #102, 5.Avon Luxe #light, 6. Under Twenty

Który lubię najbardziej?
Moim ulubieńcem jest zdecydowanie NYX. Na następnym miejscu znalazłyby się korektory KOBO a na trzecim miejscu Maybelline. Avon to niestety jakieś nieporozumienie, a duo z Under20 po prostu nie ma u mnie pola do popisu bo nie mam co maskować :-)



A jakie są Wasze ulubione korektory?


* Próbki PR

Kobieto ile Ty tego masz?! cz. I

Takie pytanie zadaje każdy, który zobaczy moją kolekcję kosmetyków. Czasami nawet ja sama je sobie zadaję. Postanowiłam więc zapoczątkować na blogu serię postów mających pokazać moje zbiory kosmetyczne. Posty te nie mają na celu chwalipięctwa a służą jedynie uświadomieniu mi co posiadam. Wy także możecie na tym troszkę skorzystać gdy interesuje Was moja opinia na temat jakiegoś produktu, który posiadam a o którym nie pisałam jeszcze na blogu.
Dzisiaj część pierwsza: podkłady- czyli produkty bez których nie wyobrażam sobie makijażu i do których mam szczególną słabość i wiecznie poszukuję doskonałości.


Tak więc drogie Internautki i Internauci oto wszystkie moje podkłady i kremy BB w zawrotnej liczbie 14 sztuk. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych jest to sporo a dla niektórych niewiele. Jak ja sama to oceniam? Ciężko mi sie wypowiedzieć. Są w tym zbiorze produkty, które naprawdę bardzo lubię. Aż 5 sztuk jest już prawie zużyte, zostały jakieś resztki na max 1-2 użycia, które trzymam aby pokazać na blogu. Tylko o 3 tych podkładach mogę powiedzieć, że niemal nigdy po nie nie sięgam.


Ok, to może przyjrzyjmy im się z bliska:


1. Maybelline Fit Me!- miałam na niego ochotę odkąd zobaczyłam go na amerykańskim YT. Niestety w drogerii światło było strasznie mylne i produkt jest ociupinkę za ciemny i pasuje mi jedynie gdy używam samoopalacza. Użyłam go może z 3-4 razy.
2. Under20! czyli produkt o którym w pewnym momencie było w blogosferze bardzo głośno. Mnie nie uwiódł, aczkolwiek nie był zły. Jest tez bardzo perfumowany. Na szczęście zostało mi go jedynie ociupinkę na jedno maksymalnie dwa użycia.
3. MAC Studio Fix- czasem go kocham, czasem nienawidzę. W jego odcieniu też nie zawsze się dobrze czuję. Mam jeszcze około 1/3 buteleczki.



4. Loreal Nude Magique- mój obecny hit! Parę postów niżej pisałam o nim swoje pierwsze wrażenie. Dodam do tego tylko to, że tydzień temu spędziłam w aucie, dodam że koloru czarnego coby było jeszcze przyjemniej, 6 godzin w 30 stopniowym upale i przy wyłączonej klimatyzacji a ten podkład pozostał nietknięty.
5. Lirene Glam & Matt- trochę mi nie po drodze z tym produktem. Kolor i odcień niezbyt mój, na twarzy też nie prezentuje się zbyt wyjściowo więc rzadko po niego sięgam.
6. Bourjois Flower Perfection- świetny produkt. Z zamiłowaniem używałam go na przełomie zimy i wiosny. Świetne krycie, buzia wygląda naturalnie i promiennie a trwałość również niczego sobie. Poleciła mi go koleżanka i to był strzał w dziesiątkę. Na sezon letni okazał się jednak zbyt nawilżający.


7. Kobo Smoothing Make Up- dostałam go do przetestowania od firmy Kobo. Jest dosyć lekki i nawilżający ale da się nim zbudować ładne krycie. Nie do końca mi pasuje jego kolor, ale chętnie po niego sięgam bo nałożony pędzlem typu duo fiber sprawia, że buzia jest pięknie wygładzona jakby po fotoszopie. Jest już raczej na wykończeniu.
8. Maybelline krem BB- naczytałam się o nim dużo pozytywów, aczkolwiek niezbyt dobrze trafiłam z odcieniem, który jest straszliwie różowy więc leży i sie kurzy.
9. Maybelline Affinimat- po zachwycie nad Affinitonem zakupiłam tą wersję z myślą o lecie. Wzięłam kolor nazywający się tak samo jak w serii Affinitone nie zdając sobie sprawy że w serii Affinimat będzie on trochę jasniejszy. A co za tym idzie nie pasujący kompletnie na sezon letni gdy buzia łapie nieco kolorku. Poczeka do jesieni.


10. Maybelline Affinitone- geniusz! Wróciłam do niego po latach za poleceniem koleżanki i jestem bardzo zadowolona. Powróciłam do niego jakoś w grudniu i od tej pory zużyłam chyba ze 4 opakowania. Jest to podkład dający naturalny efekt na twarzy dając jednak bardzo dobre krycie. Po utrwaleniu pudrem trzyma się cały dzień.
11. Vichy Dermablend- ah jak on cudnie wygląda na mojej twarzy! Niestety tylko przez godzinę. Potem zaczynają się z nim dziać tak brzydkie rzeczy, że aż nie chcę o tym pisać. Mieszam go z innymi podkładami bo podoba mi się krycie jakie daje. Na szczęście w opakowaniu została odrobina.
12. Lioele Dollish BB krem w kolorze zielonym. Miałam kiedyś jego próbkę i tak się zachwyciłam, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Niestety wielka miłość z tego nie wyrosła. Solo używać go nie lubię go wyglądam w nim trupio. Fajnie się jednak sprawdza jako baza pod podkład, aby zneutralizować nieco zaczerwienienia.


13. Lirene magic make-up- ja w nim magii żadnej nie widzę. Na dodatek odcień mi kompletnie nie pasuje więc jakoś nam nie po drodze.
14. Avon podkład matujący czyli produkt o najdziwniejszej konsystencji z jaką się spotkałam. Ostatnio zrobiłam do niego kolejne podejście i wyszło całkiem całkiem, aczkolwiek tyłka mi z zachwytu nie urwało.

No i to by było na tyle. Postaram się każdy produkt przedstawić w szerszej recenzji, posiłkując się zdjeciami prezentującymi stopień krycia oraz wykończenie na buzi.

Ciekawa jestem ile Wy macie podkładów ;-)

Denka i nowości lipca :)

Denka to zawsze moje ulubione posty :) W tym miesiącu przyłożyłam się do zużywania i udało mi się zdenkować kilka rzeczy.

Oto one:

Odżywka do włosów Isana- bardzo przyzwoity produkt, niestety pod koniec ciężko go wydobyć co widać po zmasakrowanym opakowaniu ;) Żel pod prysznic kupiony wieki temu gdy miałam fazę na zapach kokosa. Z tego co pamiętam to był tani i ładnie pachniał, pod innymi względami wypadał słabiutko.


Lakier do włosów Taft- ulubiony, nie potrafię się bez niego obejść ;)


Moja największa duma z tych zużyć- cynamonowe masło do ciała Eveline. Strasznie ciężko mi się z nim pracowało bo ma naprawdę intensywny zapach cynamonu, za którym ja nie przepadam. Dodatkowo słabiutko nawilżał i na ramionach mnie uczulał. Zużyłam do stóp i z ulgą wyrzucę opakowanie.


Cieszę się, bo udało mi się zdenkować pootwierane kremy do twarzy. Od lewej: Olay do cery normalnej- jakoś tak ciągle wracam do tej serii, kremik bardzo fajnie sprawdza się na dzień pod makijaż. Bioderma Sensibio AR krem dla osób z problemami naczyniowymi- kupiłam na promocji w Superpharm za 10 zł. Był całkiem ok, szybko się wchłaniał, dobrze i długotrwale nawilżał buzię więc nadawał się i na dzień i na noc, makijaż się na nim nie rolował. Niestety z naczynkami nie robił kompletnie nic, więc raczej do niego nie wrócę bo w regularnej cenie kosztuje ok. 50 zł. Krem oliwkowy Ziaja- naczytałam się o nim wiele pozytywów, niestety u mnie na twarz kompletnie się nie sprawdził- natłuszczał twarz, ale jej nie nawilżał. Zdecydowanie bardziej lubię tą wersję kakaową. Ten zużyłam do stóp.


2 mini próbki BeautyCleansera- strasznie drażnił mnie jego lawendowy zapach, był zbyt mocny. Ale świetnie dopierał BeautyBlendera, szybciej od szamponu rozpuszczał zabrudzenia. Carmex- to już moje uzależnienie i nie wiem nawet które opakowanie ;) Serum do twarzy Tołpa- pisałam o nim TUTAJ. Cieszę się, że mam go z głowy, jednak opakowanie miał fajne i zamierzam je zachować.



Tran w kapsułkach- mój jedyny i najlepszy suplement diety. Spirulina z Naturalis Kosmetyki- zachwalałam ją TUTAJ.


Trafił się nawet jeden produkt z kolorówki- sypki puder z Vipery. Kiedyś bardzo go lubiłam i niedawno odkopałam go z powrotem. Za ok. 20 zł dostajemy naprawdę spore opakowanie pudru bo aż 15 g. Jest drobno zmielony, dobrze matuje buzię i jest piekielnie wydajny. Ja posiadam wersję transparentną, która znakomicie dopasowuje się do mojej cery.




A żeby we Wszechświecie była równowaga, czas na lipcowe łupy:


Balsam do włosów Joanna- użyłam go dopiero raz i ma bardzo przyjemny zapach. Płyn do higieny intymnej Facelle- kupiony z myślą o myciu nim włosów. Używałam dopiero jeden raz, ma fajną żelową konsystencję i naprawdę dobrze sobie daje radę z myciem włosów :)


Pianka do golenia Isana- miałam kiedyś i lubiłam, ciekawa jestem czy nadal będę z niej zadowolona.
Peeling i balsam do stóp- stopy to moja mała obsesja, a oba produkty były na promocji więc się skusiłam.


Pomadka BEBE- uwielbiam jej zapach i działanie, to już moje chyba szóste opakowanie.
+ dostałam przy kasie próbki żeli pod prysznic Original Source, było o nich dosyć głośno, ale jakoś nigdy mnie nie skusiły, teraz mam okazję wypróbować :)


Dzięki uprzejmości pani Joanny otrzymałam do przetestowania produkty marki Dermedic z serii Hydra In 3. W moje ręce wpadło tonik, mleczko 2 w 1 oraz maska nawadniająca.


Dodatkowo zestaw masek; mimo, że na składach znam się bardzo słabo to nawet moje laickie oko zauważyło, że zwłaszcza ta czerwona maska zasługuje na uwagę.


Dodatkowo masa próbek- za próbkami w saszetkach nie bardzo przepadam, na szczęście dostałam ich sporo więc przetransportuję je do jakiegoś pojemniczka :)


W Lidlu skusił mnie zmywacz do paznokci Cien. Przyznaję, że poleciałam jedynie na jego pompkę ;)



Na przełomie czerwca i lipca otrzymałam przesyłkę od Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris. Na przesyłkę czekałam ponad 3 tygodnie, jednak jej zawartość zwaliła mnie z nóg ;)

Zobaczcie same:




Te 3 produkty używam już od miesiąca i mam swojego faworyta, ale o tym niebawem :)








Ufff :)
Używałyście któregoś z moich nowych nabytków? Lubicie projekt denko?