Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty

Projekt denko :)

Moja torba przeznaczona na puste opakowania już się wysypuje, więc czas na projekt denko! Staram się ostatnio wszystko sukcesywnie zużywać i nie tworzyć ogromnych zapasów.

Nie przedłużając przechodzę do rzeczy:


* Żel do golenia z Isany- żel jak żel. Bez jakiejś większej rewelacji. Trochę mi skórę na łydkach wysuszał. Zapach dosyć mocno chemiczny.
Raczej nie kupię ponownie


* Krem pod oczy z Palmers- u mnie sprawdził się zaskakująco dobrze a co najważniejsze nie uczulał. Bardzo wydajny i czułam jak moja skóra jest nawilżona. Ten krem ma swoją mini recenzję tutaj. Mam ogromną ochotę przyjrzeć się bliżej produktom marki Palmers, niestety tutaj w DE nie mam do niej dostępu :( smuteczek.
Chętnie zakupię kolejne opakowanie



* Maska algowa z Organique- lubię. Mimo, że aby ją rozrobić to trzeba się troszkę pobabrać to i tak chętnie ją używam. Wersje Blueberry ładnie wycisza i uspokaja moją naczynkową skórę. Jest to maska typu peel-off, czyli nakładamy na buzię papkę a po zastygnięciu przyjmuje ona postać gumy, która zrywamy z twarzy. Jedyny minus za dość chemiczny zapach. Nie mniej jednak ubolewam, że nie mam obecnie do niej dostępu.

                                                  Chętnie zakupię kolejne opakowanie



* Żele pod prysznic Balea- kolorowe opakowania, ładne zapachy, zadowalające właściwości myjące i naprawdę niska cena. Kupuję i będę kupować. 


* Szampon do włosów Johnson Baby- bardzo dobry do oczyszczania włosów. Zawiera w sobie składnik, który ułatwia chelatowanie włosów. Przyjemnie pachnie. To już chyba moje 3 opakowanie. Lubię go.

                                                 Chętnie zakupię kolejne opakowanie


* Rosyjski balsam na cedrowym propolisie- pisałam o nim już notkę tutaj. Nie będę się rozwodzić.
Kupiłabym go ponownie


* Odżywka do włosów Schauma- Całkiem fajny produkt. Nie obciąża włosów, nie skleja ich w brzydkie strąki. Może jakoś intensywnie nie odżywia, ale na codzień jest ok.
                                                      Chętnie zakupię kolejne opakowanie



* Szampon do włosów Babydream- kupuje i gdy tylko będę miała możliwość to będę kupować. Używam go i do włosów i do pędzli i do Beauty Blendera. No i uwielbiam jego zapach.


* Kąpiel odbudowująca włosy z Marion- mimo, że używałam sumiennie tak jak napisano na opakowaniu to nie zauważyłam absolutnie kompletnie żadnego efektu na moich włosach.
Więcej nie kupię.


* Suchy szampon do włosów Frotte- obecnie się lubimy. Przedłuża świeżość moich włosów i ma dosyć przyjemny zapach. Nie widzę białego nalotu na moich włosach.
Kupię na bank kolejne opakowanie



* Maska do włosów Biovax Keratyna+ jedwab- chyba moja ulubiona z tych, które do tej pory przetestowałam z tej firmy. Moje włosy są po niej wyraźnie wygładzone i takie bardziej mięsiste (?).

Kupię ponownie (ale na szczęście na razie mam zapas :D)




* Balsam brązujący do ciała Lirene- lubiłam go dopóki nie odkryłam musu z Dax. Niestety to co miałam już się przeterminowało i niezbyt fajnie pachnie.
Sama nie wiem czy kupię ponownie


* Masło do ciala Balea Kakao- uwielbiam! Co tu dużo mówić, mam już kolejne opakowanie i coś czuję, że ta miłość szybko się nie skończy.



* Balea krem do stóp z mocznikiem- również uwielbiam! Świetnie działa na moje stopy i oczywiście mam już kolejne opakowanie :)


* Dermika peeling enzymatyczny- poleciła mi go koleżanka i przy systematycznym użytkowaniu widziałam efekty i byłam zadowolona. Ostatnio jakoś wystrzegam się peelingów i to co zostało w tubce przeterminowało się.
Nie wiem czy kupię ponownie 



* Krem na noc z Ziaji- wkrótce planuję umieścić post o mojej opinii na temat tej serii, więc narazie wstrzymam się z opinią :P



* Pharmaceris intensywny krem odżywczy na naczynka- mój ulubieniec i bohater nie jednaj zimy. Kupiłabym z chęcią kolejne opakowanie, lecz niestety w DE nie mam dostępu.



* Dezodorant z Rexony- zdradziłam moje ulubione dezydoranty z Lady Speed Stick bo w Niemczech ich nie widzialam. Sięgnęłam po Rexonę i jestem naprawdę mile zaskoczona, bo okazała się o niebo lepsza. Mam już kolejne opakowanie.


Udało mi się zużyć też coś z kolorówki:


* Korektor z KOBO oraz NYX- pisałam o nich w poście o moich korektorach. Szkoda, że się pokończyły. Z przyjemnością kupię kolejne opakowania, jak tylko uszczuplę nieco zapasy.

* Krem BB marki Clean Face- nawet nie pamiętam skąd go mam. Używałam go w dni gdy nie chciałam nosić dużo makijażu i sprawdził się całkiem ok. Przyzwoicie krył i wyglądał naturalnie. Niestety ostatnie miesiące przeleżał zapomniany w szafce i się przeterminował. Powrotu nie planuję.

* Podkład Affinitone z Maybelline- ile podkładów bym nie przetestowała to i tak zawsze wracam do Affinitona. Na dniach napiszę o nim szerszy post bo zasłużył na to ;)


* Puder sypki Inglot z serii 3S (kolor żółty)- fajny, ale nie zachwycił. Nieraz wyglądał i sprawował się super, a nieraz wyglądał okropnie. Powrotu nie planuję bo jest tyle innych ciekawych pudrów na rynku.

* Tusz do rzęs Inglot- to ten nowy z silikonową szczoteczką. Badziew jakich mało. Już od nowości, od pierwszego dnia od otwarcia kruszył się niemiłosiernie i robił mi okropną pandę pod oczami. I wiem, że nie miałam jakiejś wadliwej sztuki bo moje koleżanki również go miały. Nie polecam!

* Serum do rzęs Inglot- dostałam w prezencie na dzień kobiet razem z tuszem powyżej. Jak dla mnie to to serum nie robi nic. Nie dość, że ma naprawdę dziwny aplikator (wyguglujcie sobie) to mimo, że używałam go sumiennie przez jakieś 3 miesiące nie zauważyłam żadnej zmiany w moich rzęsach. Nie polecam!

*Tusz Mac Factor 2000Calorie- mój wieloletni ulubieniec. Teraz testuję inny tusz, ale do 2000 na pewno wrócę jeszcze nie raz :)

* Tusz L'oreal False Lash Wings- pisałam o nim tutaj. Więcej nie kupię do irytowała mnie ta szczoteczka.

* Tusz My Secret Create Your Lash- miał silikonową szczotkę, która miała tak ostre włoski, że przy próbie pomalowania nim rzęs niemal raniły mi powieki. Wyrzucam i wrażliwcom nie polecam.

* Carmex- uwielbiam i używam od lat :)


Uff sporo tego. Z lekkim sumieniem mogę to teraz wszystko wyrzucić :) Yaaaay!

Ulubieńcy ostatnich miesięcy- KOLORÓWKA

Czas na drugą część ulubieńców- kolorówkę. Do kosmetyków do makijażu mam ogromną słabość i bez wyrzutów sumienia kupuję kolejne egzemplarze. Na pytanie: po co? Odpowiadam zawsze, że lubię mieć wybór.

Nie przedłużając- zapraszam na ulubieńców :)


W kwestii podkładów mam dwóch ulubieńców: MAC Studio Fix oraz Maybelline Affinitone. Miałam ogromną chęć wypróbować podkład z MACa i gdy tylko udało się odłożyć trochę grosza wybrałam się do salonu. Tak przy okazji wspomnę, że salonik MACa w Magnolii we Wrocławiu wydał mi się jakiś taki... biedniutki. Porównując wypasiony salon Inglota z salonem MACa, no cóż spodziewałam się czegoś więcej.
A na podkład Affinitone namówiła mnie koleżanka z pracy, bardzo spodobało mi się jak wygląda na niej a że był na promocji -40% w Superpharmie to skusiłam się bez mrugnięcia okiem.
Z obu podkładów jestem bardzo zadowolona. Stosuje je solo, bądź mieszam ze sobą, w zależności jaki kolor ma obecnie moja skóra. Są one podkładami raczej mocno kryjącymi, dają efekt taki jak lubię. Więcej o nich napiszę w recenzjach do których powoli się przymierzam.



W kwestii korektorów prym wiodła w ostatnich miesiącach marka Maybelline. Jak widać używałam 3 najpopularniejszych korektorów tej marki. Gdybym miała wybrać ulubiony to chyba byłby to Instant Anti-Age, który jest już na wykończeniu a niestety w Polsce jest niedostępny :(
Nieco rozczarował mnie Dream Lumi Touch, miałam nadzieję, że będzie bardziej rozświetlający ale myślę, że to po części jest też wina nieodpowiednio dobranego koloru ( ja mam 01 Ivory).


Kategorię pudrów do twarzy wygrywa zdecydowanie puder ryżowy z Paese. Ładnie utrwala makijaż, trzyma mat najdłużej ze wszystkich znanych mi pudrów. Zużyłam całe opakowanie i przyznaję, że jest dosyć wydajny. Recenzja już niebawem.


Róże do policzków to produkty, których lubię mieć sporo, bo lubię móc go dopasować do reszty makijażu. Ulubieńcami w tej kategorii są róże z Inglota o numerach 88 i 82, MAC Warm Soul oraz róż My Secret w kolorze 101 Cool Pink. W okresie zimowym najczęściej sięgałam po 82 z Inglota, która jest takim przygaszonym, stonowanym różem oraz My Secret Cool Pink, który jest bardziej różowy i chłodny. Gdy konturuję twarz bronzerem, lubię użyć Warm Soul z MACa, bo razem dają bardzo ładny efekt. Inglot nr 88 to mój ulubieniec na lato- fajnie nadaje twarzy dziewczęcej świeżości.


Uwielbiam rozświetlacze! Niby taki mały drobiazg ale potrafi zmienić wygląd całego makijażu. Moje ulubione to rozświetlające kuleczki z Avonu (z tego co się orientuje to była jakaś limitowana edycja?) oraz niezmiennie The Balm Mary-Lou Manizer.


Do malowania rzęs wiernie sięgałam po tusze Max Factor 2000 Calorie. Wypróbowałam tą wersję klasyczną (złotą) i podkręcającą (czerwoną). Obie były bardzo fajne, ale chyba troszkę bardziej lubię tą wersję złotą. Uzależniłam się również od zalotki, daje niesamowity efekt. Dobrze służyła mi do tego celu zalotka z Inglota.


Do brwi używałam zestawu cieni z Catrice (jak widać opakowanie jest mocno po przejściach) oraz żelu Catrice do ich utrwalenia. Z cieniami do brwi jestem bardzo zmienna- raz non stop sięgam po ten jaśniejszy, raz nie mogę się oderwać od tego ciemniejszego.


Ulubione eyelinery to przede wszystkim Maybelline, którego zużyłam już cały słoiczek, to jest moje drugie opakowanie. I jestem z niego bardzo zadowolona, aczkolwiek troszeczkę mi się znudził i rozglądam się za czymś innym. Ulubiłam sobie również żelową kredkę z Avonu, co jest prawdziwą rewolucją w mojej kosmetyczce bo ja nie cierpię kredek do oczu. Ta jest jednak mocno czarna, miękka, fajnie się rozciera i chyba tym najbardziej mnie urzekła.


W kwestii cieni do powiek również lubię mieć wybór. Starałam się wytypować jednak takie po które sięga zdecydowanie najczęściej i są to: cień vertigo z Inglota o numerze 09, który świetnie nadaje się do rozświetlania wewnętrznych kącików oka. W dni, w które nie chciało mi się za bardzo bawić w cieniowanie sięgałam po cień Sensique nr 202, który bardzo ładnie wyglądał na powiece solo.
No i moi zdecydowani ulubieńcy- cienie Inglota. Najczęściej sięgałam po cień 608- piękny, rudawy brąz, który fajnie podkreślał niebieską tęczówkę mojego oka. Lubię też cienie 462- jasny brąz z delikatną drobinką, idealny solo na powiekę, 409- mocno napigmentowany perłowy brąz oraz 360- mój ulubiony cień do podkreślania załamania powieki i rozcierania. Na zdjęcie nie załapał się numer 353- matowy beż, taki zwyklaczek, którym robiłam sobie bazę pod inne kolory.


Muszę się przyznać, że dosyć rzadko maluję usta. A jak już to zazwyczaj sięgam po jasne, cukierkowe róże- w takim kolorze czuję się zdecydowanie najkorzystniej. Moje ulubione pomadki to Avon z serii Doskonałość Absolutna w kolorze Pink Renewal, Maybelline Color Whisper w kolorze Petal Rebel oraz Loreal Caresse w kolorze Lovely Rose. Jak widać w tej kwestii jestem bardzo nudna ;)
Na zdjęcie nie załapała się szminka Avonu z tej samej serii w kolorze Natural Flush, która jest idealną szminką gdy noszę mocny, wyrazisty makijaż oczu. W końcu znalazłam swój idealny kolor nude. Szkoda tylko,  że owa pomadka gdzieś mi się zawieruszyła i dlatego nie ma jej na zdjęciu :-(


No i to by było na tyle moich ulubieńców.
A jakie produkty do makijażu Wy lubicie najbardziej? :)

Powrót + ulubieńcy ostatnich miesięcy

Jak już zauważyliście lub nie, ostatnio na moim blogu było bardzo cicho i głucho. Nastąpiła niezaplanowana i nie do końca zależna ode mnie przerwa. Przyczyna? Najzwyczajniej w świecie nie miałam kompletnie na nic czasu. Wyjątkowo wymagający i ciężki semestr na studiach (studia magisterskie to złoooo) oraz praca zachłannie zagarnęły cały mój wolny czas. Na szczęście są już wakacje i jestem wolna od uczelni więc stęskniona wróciłam do prowadzenia bloga. Brakowało mi tego. Naprawdę. Może się to wydawać się niepoważne, ale naprawdę tęskniłam za tym "pisaniem o malowidłach" (tak to ujmują moi znajomi ;)).
Poza tym mogłam na spokojnie spojrzeć z dystansem na swoją blogową działalność, blogosferę oraz dojść do tego co chciałabym zmienić i poprawić w swoim blogu oraz co sprawia mi frajdę lub drażni i razi mnie w blogowaniu :)

Co się ze mną działo w trakcie tych tygodni przerwy? Zapraszam na post z serii "z perspektywy mojego telefonu" :D

Zawsze chciałam mieć lansiarską focie w lustrze z dziubkiem :D 
Tutaj możecie przy okazji zobaczyć moje nowe ukochane kocie okulary ;)


Piękny kłos na włosach koleżanki made by me. Zazdroszczę jej tych włosów strasznie!
Poza tym nie wiem czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale od dziecięcych lat jestem niespełnionym fryzjerem, uwielbiam czesać ludzi i umiem czesać niemal wszystkie rodzaje warkoczy, plecionek itp.
Zawsze jakaś alternatywa gdyby na obecnych studiach mi nie poszło ;)



 

Po-juwenaliowe wspominki. Było naprawdę super, wybawiłam się za wszystkie czasy. Dodatkowo koncert Enej na Wrocławskich Tekach był super, chłopaki mnie totalnie oczarowali :)


Po imprezowaniu powrót do uczelnianej rzeczywistości był ciężki ;) 
Dodatkowo nastał czas egzaminów i zaliczeń.


I trzeba było przysiąść do nauki!


Lub próbować innych metod. Na PWR każdy orze jak może ;)


Pomimo upływu lat miłość nadal kwitnie <3 p="">



Po zakończeniu semestru czas na wyprowadzkę i powrót do rodzinnego gniazdka. Wielkie rozpakowywanie i dylematy w stylu "gdzie ja to wszystko upchnę?"


A teraz czas przejść do sedna całego postu a mianowicie ulubieńców ostatnich miesięcy, czyli produkty które absolutnie ostatnio pokochałam.

Z kategorii pielęgnacji absolutnie uwielbiam dwa poniższe produkty marki Pharmaceris. Do tej pory demakijaż był dla mnie złem koniecznym. Z jednej strony nie wyobrażam sobie kłaść się do łóżka z makijażem na twarzy, ale z drugiej na myśl o zmywaniu tego wszystkiego i produktach które dodatkowo podrażniały mi skórę aż dostawałam gęsiej skórki. Żel myjący z serii N oraz łagodząca pianka myjąca z serii A to strzały w dziesiątkę, idealnie usuwają cały makijaż, łącznie z tuszem i eyelinerem a dodatkowo nie podrażniają ani nie wysuszają mi skóry, wręcz przeciwnie po ich użyciu skóra jest przyjemnie czysta, ukojona i nie męczy mnie uczucie ściągnięcia. Nie są drogie, ich cena to dwadzieścia złotych z hakiem, często są też w promocji. Wydajność również jest bardzo zadowalająca, choć w tej kategorii to żel myjący wiedzie prym, pianka uciekała mi z opakowania o wiele szybciej.


Woda termalna Uriage świetnie spisuje się do zwilżania masek algowych i glinkowych oraz do odświeżenia skóry w ciągu dnia lub przed nałożeniem kremu. Bardzo podoba mi się to, że aplikator rozpyla ją delikatną drobną mgiełką, nie tak jak w przypadku wody z Vichy, która pluła wodą w twarz ;)


W pielęgnacji twarzy postawiłam ostatnio na minimalizm. Poniżej moje 3 kosmetyczne odkrycia. Przede wszystkim olejek arganowy ze Starej Mydlarnii. Kupiłam go całkiem przypadkiem i okazał się bardzo przyjemny. Przepięknie pachnie pomarańczą (mam obsesję na punkcie cytrusowych zapachów!), zauważalnie odżywia skórę, po jego użyciu moja twarz jest bardzo milutka i gładka w dotyku.
Krem pod oczy BioNike to zdecydowanie najlepszy produkt w tej kategorii jaki miałam okazję używać. Jest to krem, którego działanie po prostu czuję i widzę. Stosuję go pod oczy jak i na powieki. Cudownie łagodzi i nawilża skórę w tych rejonach.
Letni niezbędnik- krem z filtrem Vichy. Kupiony bardzo spontanicznie, zanim zaczął się na niego cały ten bum. Będąc w Superpharmie przypomniało mi się, że potrzebuję kremu z wysokim filtrem, a ten był aktualnie na promocji więc trafił do koszyka. Zazwyczaj takie nieplanowane i popełnione bez uprzedniego researchu w necie zakupy kończą się rozczarowaniem, ale to akurat był strzał w dziesiątkę. Recenzję postaram się zamieścić na dniach. Postaram się go też porównać z kremem z filtrem z Pharmacerisu, którego wcześniej używałam.


Dałam się omamić Original Source. Żel pod prysznic Raspberry&Vanilla to mistrzostwa świata, pachnie po prostu cuuuuuudownie, aż mam ochotę go schrupać. Dodatkowo pod względem pielęgnacyjnym krzywdy mi nie robi więc jestem na tak!
Moja miłość do czekoladowego peelingu z Ziaji trwa, choć muszę przyznać, że jestem już nieco znużona jego zapachem i mam ochotę wypróbować coś nowego. Ale pomimo to uważam, że to jeden z lepszych peelingów jaki używałam.


Z kolorówką raczej spokojnie i bez szaleństw. Zakochałam się w chusteczkach matujących z Inglota, są po prostu fe-no-me-nal-ne! Dodatkowo niezmiennie towarzyszyła mi baza pod cienie do powiek Hean oraz tusz Max Factor 2000 Calorie, który polecam wszystkim znajomym i krewnym. Świetnie spisywał się u mnie również korektor z Collection 2000 i eyeliner Maybelina, które dostałam od kochanego Kokoska (:*)
Jeśli chodzi o cienie to królował Inglot w neutralnych brązach. Od lewej: nr 353-duże opakowanie oraz wypraski: 456, 390, 409.



Z przyborów kosmetycznych nieoceniony okazał się płyn do czyszczenia pędzli. Mój wybór padł na Inglota bo po prostu miałam do niego najlepszy dostęp i cena była przystępna (16 zł).
No i na sam koniec mój niezbędnik jeżeli chodzi o malowanie paznokci- wysuszacz Seche Vite. Geniusz! Niedługo recenzja :)

Wszystkie pokazane kosmetyki polecam Wam z całego serca, są naprawdę warte uwagi.

Teraz uciekam nadrabiać moje ogroooomne zaległości na Waszych blogach.

A jacy są Wasi ulubieńcy? Coś się pokrywa z moimi? :)

Zakupy, łupy i nowości

Wracam po krótkiej przerwie. Cały czas wyrzucam sobie, że nie potrafię dobrze zarządzać swoim czasem, aby na wszystko mi go wystarczało. Postaram się w miarę szybko nadrobić moje blogowe tyły.
Dzisiaj przychodzę z w miarę luźnym postem, dotyczącym nowości w moich zbiorach.

Styczeń i połowa lutego upłynęły mi pod znakiem całkiem sporej ilości nowych zabawek. Założyłam sobie bana na wszelkie zakupy, niestety ciężko mi wytrwać bo cały czas wydaje mi się, że coś jest mi wprost niezbędne do dalszej egzystencji, albo trafia się taka promocja, że po prostu żal nie kupić, albo mam zły humor i muszę się jakoś rozweselić, albo po prostu mam ciśnienie, że coś bym sobie kupiła fajnego. Na pewno większość z Was zna to uczucie ;)

Ok to zaczynamy!

Od dawna marzył mi się pełnowymiarowy krem BB Lioele Dollish Vita Veil, ale nie chciałam przepłacać na allegro a ebay mnie przerażał. Na szczęście dzięki pomocy znajomego udało mi się złożyć tam zamówienie.

Zamówienie złożyłam u użytkownika sing-sing-girl i mogę ją z czystym sumieniem polecić. Przesyłka była dobrze zapakowana, mimo iż wybrałam bezpłatną wysyłkę to paczkę dostałam bardzo szybko, bo w ok. 10 dni. Dodatkowo otrzymałam 2 próbki innych bb kremów co uważam za bardzo miły gest.


Czy to opakowanie nie jest przeurocze? Zdecydowałam się na wersję zieloną, która ma ukryć moje naczynka.
Na tym zakupie udało mi się sporo zaoszczędzić, ponieważ wyniosła mnie ona ok. 50 zł podczas gdy ceny w PL na allegro wahają się w granicach 80 złotych + koszty przesyłki. Więc jestem jak najbardziej zadowolona i usatysfakcjonowana moją pierwszą przygodą z ebay.com ;)



W aptecznej części Tesco trafiłam na wielkie przeceny kosmetyków pielęgnacyjnych, nawet do 60%. Z racji tego, że mam w tej kwestii znaczne zapasy skusiłam się jedynie na żel myjący z Pharmaceris. Z tego co pamiętam zapłaciłam za niego jakieś 15 złotych.
Jeżeli jesteście z Wrocławia to polecam od czasu do czasu zajrzeć do Tesco na Bielanach, mają tam często fajne zniżki na kosmetyki.


Dzięki małej wymiance z Patrycją w moje łapki wpadł krem BB The Face Shop, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył, oraz masło TBS i krem do włosów ArganMagic.


W końcu znalazłam szampony z Barwy, jakaś ślepa byłam, że wcześniej nigdzie na nie nie wpadłam. Wybrałam wersję z czarną rzepą, która powala swoim zapachem ;)


Dzięki akcji organizowanej na blogu Hexxany, czyli Hexxboxie udało mi się zakwalifikować do testowania produktów marki Floslek przeznaczonej dla skóry suchej i atopowej. Strasznie jestem ciekawa czy polubi się z moją skórą.

Zachęcam do zaglądnięcia na bloga Hexx i udziału w Hexxboxie. Zgłaszać się można cały czas, produkty dopasowywane są do Twoich potrzeb i preferencji, możesz wziąć udział w zabawie nawet jeśli nie posiadasz bloga :)



Zakupy w Superpharmie. Weszłam tam i prawie przepadłam, na szczęście opanowanie przyszło w porę i zdecydowałam się jedynie na 3 produkty marki Ziaja. Na ten peeling czekoladowy miałam chrapkę już od dawna. Użyłam go dopiero raz, ale nie ukrywam, że oczarował mnie swoim działaniem.


Z kolorówki skusiłam się na:
* Pan Stick z MaxFactora- zobaczyłam go kiedyś na blogu Vexgirl, jako jednego z jej ulubieńców i od tamtej pory siedział mi w głowie. Natknęłam się w Superpharmie na jakąś promocję i się skusiłam. I wiecie co? Warto było.
* Tusz do rzęs Lovely- zachwalany przez rzeszę blogerek. Sprawdzimy co w nim siedzi ;)
* Podkład Rimmel Match Perfection- skusiłam się podczas promocji -40% na podkłady w Rossmanie. Razem ze mną kupiły go 2 moje koleżanki. Narazie intensywnie testujemy!
* Eyeliner Golden Rose- kiedyś jakaś znajoma mi go mocno zachwalała więc jak trafiłam na stoisko GR to się skusiłam. Wrażenia mam jak narazie mocno mieszane.


W Inglocie zaopatrzyłam się w płyn do czyszczenia pędzli, bo niestety nie zawsze mam czas żeby je uprać a zależy mi na zachowaniu higieny. Płyn ten kosztował 16 zł i jest dosyć wydajny. Powiedzcie mi czym Wy czyścicie swoje pędzle w sytuacjach gdy nie macie czasu na gruntowne pranko?
Zakupiłam też kasetkę 10, w której mam narazie 3 cienie. Stopniowo mam zamiar uzupełniać ją o inne, głównie perły, której w Inglotowskim wydaniu podobają mi się strasznie.
Postanowiłam również, że nadszedł czas na wymianę zalotki bo moja stara jest już strasznie rozklekotana, gumka jest w dwóch kawałkach a poza tym nie chwyta mi ładnie wszystkich włosków. Ale co się dziwić, kupiłam ją wieki temu za jakieś 5 zł w Pepco. A w pamięci miałam post Atqi na temat zalotki z Inglota i postanowiłam wypróbować.
Dla porównania moja stara zalotka i nowa Inglotowska:



W końcu dorwałam drewniany grzebień z The Body Shop. Jakoś nie miałam do niego szczęścia, co zachodziłam do sklepu to go nie było. Gdy już go znalazłam, kupiłam bez namysłu.
19 złotych to trochę sporo jak za grzebień, ale jest absolutnie fantastyczny i wart każdej złotówki.



Małe zamówienie z e-naturalne. Skusiłam się na Hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy, masło kakaowe, które nieco zaskoczyło mnie konsystencją oraz spirulinę, mój absolutny must have.


Na Fejsbuku załapałam się do testowania nowości z Revitacell. Wybrałam regenerujące serum na noc. Narazie grzecznie czeka aż wykończę inne zapasy.

A na koniec 2 wisienki na torcie.
Wracam wczoraj padnięta do rodzinnego domu, po kilkudniowym maratonie w pracy a tam czeka na mnie:

Szczęka na podłodze, jęki zachwytu i wszechobecny ślinotok.
Oto zawartość:


Już niedługo szczegółowe opisy i fotoski.

Mój Ukochany spełnił ostatnio jedno z moich kosmetycznych marzeń.
Otrzymałam uroczą różową paczuszkę:

a wewnątrz:


Moja radość była przeogromna :)
Więcej zdjęć tej Pani już wkrótce!


Ufff i to by było na tyle.
Sporo się tego nazbierało, teraz koniecznie muszę sobie dać bana na zakupy!