Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty

Włosy: 2 x NIE, 1 x SAMA NIE WIEM

Lubię kupować produkty do włosów. Chyba lubię się sama łudzić i rozbudzać w sobie nadzieję, że tym razem to będzie coś ekstra i w końcu moje włosy będą wyglądały normalnie.

Dzisiaj mam 3 krótkie recenzje kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji/stylizacji włosów. Jak już wiecie po tytule 2 z nich mnie rozczarowały, a o jednym sama nie wiem co myśleć.


Garnier mgiełka olejkowa

Opis producenta:
"Mgiełka Olejkowa zapewnia intensywne odżywienie włosów. Mikroskopijne cząsteczki mgiełki z 3 olejków owocowych: mango, moreli i migdałów intensywnie odżywiają włosy. Sucha w dotyku i lekka jak piórko formuła sprawia, że włosy są intensywnie odżywione, lśniące i sprężyste."

Wszystko brzmi cudnie prawda? Jak jest w rzeczywistości?
Ze smutkiem stwierdzam, że ten produkt nie robi z włosami nic. Nie zauważyłam żadnej różnicy w kondycji i wyglądzie włosów pomimo w miarę regularnego stosowania. Po aplikacji moje włosy wyglądają i zachowuję się dokładnie tak samo jak bez. Zero nabłyszczenia, wygładzenia, sprężystości. Zapach jest dosyć intensywny i lekko mdlący, po dłuższym stosowaniu zaczął mnie drażnić. Dodatkowo cena jest mocno przesadzona (kosztuje około 25 złotych) jak za taki badziew. Jedyny plus to to, że rzeczywiście nie jest tłusty i nie obciąża ani przetłuszcza włosów.
Aha, dodam że moje włosy są raczej zniszczone, bez życia czy połysku i puszące się.

A tu macie skład, tych olejków tu tyle co kot napłakał:

Isobutane, Alcohol denat., Dimethicone, Isopropyl Myristate, VP/VA Copolymer, Eurenol, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Mangifera Indica Seed Oil/Mango Seed Oil, Alpha-Isomethyl Ionone, Paraffinum Liquidum/Mineral Oil, Butylphenyl Methylpropional, Octyldodecanol, Citronellol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil/Sweet Almond Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil/Apricot Kernel Oil, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Parfum/Fragrance (FIL C163712/2).




Alterra olejek do włosów suchych i łamliwych

Kupiłam tego cudaka w celu zabezpieczania końcówek włosów po myciu. Zachęciły mnie pozytywne opinie na blogach oraz ładny, naturalny skład. Niestety kompletnie się on u mnie nie sprawdził. Używałam naprawdę minimalną ilość tylko na końcach włosów a zawsze kończyłam z tłustymi, posklejanymi strąkami. Wyjątkowo odradzam posiadaczkom cienkich i delikatnych kosmyków, bo ten olejek takie włosy strasznie tłuści i obciąża. Dodatkowo zapach jest dosyć chemiczny. 

Nie pozostaje mi nic innego jak spróbować wykorzystać go do olejowania włosów, ale jedno podejście w tym kierunku nie napełniło mnie optymizmem.
Zoom na skład:





Balea suchy szampon dla brunetek

Suchy szampon jest nareszcie dostępny w każdej drogerii. Do tej pory pamiętam jaki był szał na Batiste, który trzeba było ściągać z Anglii. Przetestowałam tych szamponów całe mnóstwo. Skusiłam się niedawno na wersję do włosów ciemnych marki Balea i sama nie wiem co o nim myśleć. Mojego serca raczej nie podbił. Odświeża włosy, temu nie mogę zaprzeczyć. Jednak wydaje mi się, że po zwykłym suchym szamponie np. Frotte widziałam lepsze efekty. Denerwujące jest tez to, że ten ciemny barwnik/pigment, cokolwiek jest tam dodane, strasznie brudzi. Zdarzyło mi się ubrudzić tym jasną koszulkę, nie wspominając już o szczotkach i grzebieniach, które po czesaniu takich "odświeżonych" włosów lądują od razy w myciu. Więcej się nie na pewno nie spotkamy.



A jakie produkty ostatnio Was rozczarowały?

Powrót na bloga + Obecnie używane i polecane: olejki do twarzy

Jestem. Po roku przerwy jestem z powrotem. Kilka razy zbierałam się do napisania tego posta. Roztrząsałam za i przeciw, jakbym chciała aby było tym razem, co zmienić, co ulepszyć a z czym odpuścić. Nie ukrywam, brakowało mi trochę prowadzenia bloga. Dlatego zdecydowałam się wrócić. Narazie tylko na 2 miesiące, zobaczyć czy uda mi się z powrotem wdrożyć do blogowego światka.


Dzisiaj przychodzę z opisem moich ulubionych ostatnio olejków do twarzy, bez których nie wyobrażam sobie ostatnio mojej pielęgnacji a moja cera świetnie na nie reaguje. Dlaczego akurat 3? Moja skóra ma to do siebie, że potrafi pokazać zadowalające efekty, ale bardzo szybko się przyzwyczaja gdy używam tylko 1 produktu. Dlatego muszę nieco żonglować i stosować je naprzemiennie.


* Pharmaceri koncentrat z witaminą C 1200 mg
Na pierwszy ogień idzie produkt, który kupiłam kompletnie na spontanie, bez wcześniejszego przejrzenia recenzji i ocen. Szczerze powiedziawszy do momentu kupna nawet nie wiedziałam, że w ofercie Pharmaceris coś takiego istnieje. Zgarnęłam go w ozdobnej puszce razem z kremem do twarzy. Do tej pory moje doświadczenia z witaminą C nie były zbyt zachwycające (Flavo- C bleeh), jednak ten produkt okazał się hitem. Bezzapachowy koncentrat, z oleistą konsystencją stał się nieodłącznym elementem wieczornej pielęgnacji. Nasze początki nie były jednak różowe, dopóki nie odkryłam, że za to czy koncentrat właściwie zadziała na mojej cerze odpowiedzialny jest krem, który na niego nałożę. Gdy znalazłam ten odpowiedni efekty zauważalne były gołym okiem. Koloryt cery wyrównany, buzia gładka, promienna i taka widocznie odświeżona, aż szkoda mi było rankiem coś na nią nakładać.
Parę słów o aplikacji: jak już wspomniałam stosuję go wieczorem. Dzięki dołączonej do opakowania pipecie z łatwości mogę dozować produkt. Zazwyczaj odmierzam 5-6 kropli, rozcieram delikatnie w dłoniach i aplikuję go na skórę twarzy lekko wklepując i dociskając (nie rozcieram). Koncentrat bardzo szybko się wchłania i po dosłownie minucie mogę nałożyć krem. Jest bardzo wydajny, kupiłam go w grudniu, stosuję około 4-5 razy w tygodniu i zostało mi jeszcze połowa opakowania.
Pojemność produktu: 30 ml



* Evree Magic Rose Pure Beauty Oil
O marce Evree czytałam już na wielu blogach i były to raczej pozytywne opinie, dlatego gdy byłam w Polsce zakupiłam olejek różany. Przezroczyste opakowanie z pipetką, dosyć delikatny i przyjemny zapach słodkich róż (tego się najbardziej obawiałam) oraz widoczne rezultaty przekonały mnie do niego. Jesienią i zimą gdy moja skóra wariowała. Klimatyzacje i nawiewy w pracy, gorące kaloryfery w domu oraz pogoda dały jej niezły wycisk. Olejek Evree pomógł mi ją ukoić i nawilżyć. Wieczorami dozowałam 5-6 kropli, rozcierałam w dłoniach i wklepywałam w skórę. Następnie aplikowałam krem. Rano do mojego standardowego kremu dodawałam jeszcze kroplę lub dwie olejku (w zależności jakie były potrzeby mojej skóry). Najbardziej zauważalnym efektem był blask, który zyskała moja skóra przy regularnym stosowaniu. Nie była już sucha, matowa i ściągnięta. W dotyku była zauważalnie miększa i jakaś taka "rozpulchniona". Żadnych wad nie dostrzegłam. Bardzo wydajny, używam od września (służył mi praktycznie całą zimę) i mam jeszcze 2/3 opakowania.
Pojemność: 30 ml


* Alterra Gesichtsöl- Bio Granatapfel
Najniżej na podium znajduje się olejek z Alterry, szczerze przyznaję, że sięgam po niego najrzadziej. Jest zdecydowanie najcięższy z całej trójki i mam wrażenie, że moja skóra go "nie pije" a przez to wchłania się całe wieki. Nie potrafię do końca zdefiniować jego zapachu, aczkolwiek nie jest męczący. Jest też najtańszy i najlepiej dostępny z całej gromadki, bez problemu kupicie go w Rossmannie za około 10 złotych. Świetnie odżywia skórę, gdy jest mocno podrażniona i odwodniona. Mam wrażenie, że do cery dojrzałej i bardzo suchej będzie świetny.
Pojemność 30 ml.



A jak jest u Was? Lubie olejki do twarzy?



5 ulubionych kosmetyków roku 2014




W końcu zebrałam się w sobie i jestem :)
Święta minęły mi zdecydowanie zbyt szybko, na szczęście mam jeszcze parę dni wolnego i odpoczywam w rodzinnym domu. Ciężko mi się do czegokolwiek zmobilizować, ale blog to moja pasja i odskocznia od codzienności.

Rok 2014 dobiega końca. Ciężko mi w to uwierzyć. Rok pełen wyzwań, zmian i stresów dobiegł końca.

W 2014 roku przez moje ręce przewinęło się trochę kosmetyków, nie była to jakaś spora ilość ponieważ starałam się dokonywać rozsądnych zakupów i starałam się trzymać sprawdzonych kosmetyków.

Nie przedłużając, przejdę do ulubieńców:

1. Podkład Maybelline Affinitone- za radą koleżanki wróciłam do niego pod koniec 2013 roku i towarzyszył mi przez cały 2014 rok. Świetny podkład za przystępną cenę. Spełniał najlepiej wszystkie moje wymagania. W ciągu roku zużyłam chyba z 5 opakowań, zawsze muszę mieć go w kosmetyczce. Pisałam o nim już kiedyś na blogu, ale na dniach planuję dodać kolejny wpis na jego temat.


źródło: http://www.kozmotrend.com/media/catalog/product/cache/1/image/c417ced0bdeec43197eb7dd0c4c6f7af/m/a/maybelline_affinitone_fond_ten.jpg


2. Masło do ciała Balea Kakao- pierwszy egzemplarz dostałam od mojego Ukochanego, który pojechał do Niemiec odwiedzić swoją siostrę. Poprosiłam go o kilka rzeczy z DMu, m.in. żel pod prysznic, jakiś balsam do ciała itp. Kupił je kompletnie w ciemno a okazało się moim hitem roku 2014. Świetny skład, przyjemny zapach i co najważniejsze widoczne i długotrwałe odżywienie i nawilżenie skóry. Kosztuje około 2 euro, jest bardzo wydajne a opakowanie uważam za bardzo poręczne. Towarzyszyło mi niemal przez cały rok, latem podczas upałów nieco rzadziej ze względu na dość treściwą konsystencję. Uwielbiam je!

źródło: http://2.bp.blogspot.com/-GkFNY_y7_ow/Uio4EG_mJ8I/AAAAAAAAHGA/24S8Q48Ni3c/s1600/bild-balea-bodybutter-kakao-data.png

3. Olejek Alterra pomarańcza i brzoza- miałam wcześniej inne wersje tego olejku, jednak to wersja z pomarańczą i brzozą okazała się strzałem w dziesiątkę. Stosuję go do ciała oraz na włosy i z obu zastosowań jestem zachwycona. Nałożony na skórę szybko się wchłania, koi podrażnienia i odżywia skórę. Moje włosy również go pokochały. Nakładam go na suche włosy na całą noc a rano po umyciu moje włosy są mieciutkie i wygładzone. Zaskoczył mnie również swoją wydajnością bo mam go już jakiś czas i sięgam po niego dosyć często a mam jeszcze 1/3 buteleczki. Zapewne wpływ ma na to nowe opakowanie, które zawiera pompkę i pozwala na lepsze dozowanie produktu.

źródło: http://s.dobra-mama.pl/post/automatycznie-zapisany-szkic/Alterra-olejek-do-cia%C5%82a-brzoza-i-pomara%C5%84cza-431x610.jpg

4. Cienie Inglot- poznałam je bliżej podczas pracy w tej firmie i jestem oczarowana. System palet Freedom uważam za fantastyczne rozwiązanie. Gotowe zestawy cieni do mnie nie przemawiają a w Inglocie mogę wybrać odcień a także wykończenie jakie mnie interesują. Cienie są też dobre jakościowo, ładnie napigmentowane, trwałe i nie osypujące się. Posiadam obecnie 3 pełne paletki na 10 cieni plus jakieś pojedyncze wkłady. Muszę zebrać się w sobie i w końcu je sfotografować. 

5. Apteczna pielęgnacja cery- niestety w tym roku boleśnie przekonałam się, że produkty do twarzy z drogerii kompletnie nie służą mojej kapryśnej twarzy. Całkowicie przestawiłam się na pielęgnację z apteki a moje apteczne marki i hity to:
* Pharmaceris seria N dla skóry naczynkowej- uwielbiam przede wszystkim żel myjący do twarzy i krem odżywczy oraz wzmacniający naczynka
* Avene Antirougerous dla cery naczynkowej, krem z tej serii stanowi obecnie podstawę mojej pielęgnacji.
* Bioderma płyn micelarny z serii Anti Rotungen, przeznaczony dla skóry naczynkowej. Napiszę o nim wkrótce coś więcej.
* Uriage krem z serii Roseliane


To moja złota 5! Kosmetyki, bez których nie potrafię się obejść, czyli totalne KWC.

A Was co najbardziej zachwyciło w 2014 roku?

Wykończeni czyli projekt denko

Ostatnio sumiennie omijam sklepy i wykańczam produkty, które posiadam. Nie powiem idzie mi to całkiem nieźle. Postawienie na kosmetyczny minimalizm również mi odpowiada bo jednak zbyt duża ilość kosmetyków jest dla mnie przytłaczająca i męczy mnie fakt, że nie zdołam ich wszystkich zużyć.

Nie przedłużając już dłużej przechodzę do zdenkowanych produktów, których jest całkiem sporo.


Szampon Babydream- mój łazienkowy niezbędnik. Może z czasem doczeka się osobnej recenzji.
Szampo Joanna Naturia z miodem i cytryną- bardzo przyzwoity, wspaniale oczyszcza włosy, chociaż zapach mnie nie zachwycił więc do tej wersji już nie wrócę.


Odżywka Pantene Aqua Light- z tej serii zużyłam jeszcze szampon, niestety mama wyrzuciła mi opakowanie. Fajna seria, idealna na lato bo włosy dłużej pozostają świeże i nie są ani trochę obiążone. Na dłuższą metę może wysuszać włosy.

Odżywka Isana- wiosną/latem bardzo ją lubiłam, niestety teraz zimą kompletnie się nie spisuje. Zostało mi jeszcze niecałe opakowanie, ale nie wiem kiedy je zmęczę.


Lakier do włosów Taft- mój ulubiony :) Nic dodać nic ująć.

Suchy szampon Batiste- zdecydowanie najlepszy suchy szampon jaki używałam (a już trochę ich było). Ładnie pachnie, nie pozostawia białego nalotu na włosach, widocznie je odświeża, jest wydajny i nadaje moim przyklapniętym włosom niesamowitą objętość. Ideał. Niestety niedostępny w Polsce (chyba, że na allegro).



Olej Amla- kiedyś wystawiłam mu dosyć średniawą recenzję. Teraz po upływie czasu stwierdzam jednak, że bardzo dobrze robił moim włosom i na pewno do niego wrócę. Gdyby tylko ten zapach nie był taki straszny...

Olejek z wiesiołka- bardzo ładnie zmiękczał i nawilżał moje włosy. Mała buteleczka wystarczyła na 4-5 aplikacji więc nieźle z wydajnością.

Maska Pantene- lubię ją bo po niej moje włosy są optycznie grubsze i lepiej się układają. Wiem, że to zasługa silikonów więc stosuję jedynie na większe wyjścia.



Oliwka pod prysznic z Lirene- lubię to, że nie wysusza mojej skóry. Chętnie sięgnę po niego ponownie, jednak wybiorę inny wariant zapachowy.

Wellness&Beauty Duschpeeling- ani to żel pod prysznic ani to peeling. Pachnie ładnie, aczkolwiek nieco chemicznie. Jego właściwości myjące były dla mnie niedostateczne, zawiera w sobie drobinki, które taki naprawdę nic nie robią na skórze. Więcej go nie kupię.

Mini żel pod prysznic Dove- miał dosyć dziwną konsystencję, aczkolwiek na plus mogę odnotować, że był bardzo kremowy. W pozostałych aspektach jakoś mnie nie zachwycił na tyle aby kupiła go ponownie.


Balsam do ciała Eveline- cieszę się, że w końcu go zużyłam bo już miałam go dosyć. Niby fajny produkt, ale taka pojemność jest zabójcza, zwłaszcza dla osób, które szybko się nudzą.

Peeling do ciała Isana- jego zapach to czysty obłęd. I to chyba jego jedyny plus, bo nazwanie go peelingiem to jakieś niedomówienie stulecia. Pochodził z edycji limitowanej więc raczej jest już niedostępny.




Balsam do ciała Lirene- pisałam o nim niedawno, całkiem przyzwoity produkt. Aczkolwiek na rynku dostępnych jest tyle innych balsamów, które chciałabym przetestować, iż szanse że spotkam się z nim ponownie są nikłe.


Olejek z Alterry- uwielbiam go! Pięknie pachnie oraz ładnie natłuszcza i nawilża skórę. Powiedzcie mi proszę czy go aby przypadkiem nie wycofali?

Masło Bielenda Granat- ot zwykłe masło do ciała. Ani zapach mnie nie powalił, ani stopień nawilżenia. Plus za opakowanie w kolorze jaskrawego różu :)



Żel do mycia twarzy Soraya- wiązałam z nim spore nadzieje, jednak mnie rozczarował. Strasznie śmierdział alkoholem i niedostatecznie dobrze oczyszczał skórę. Jakoś go wymęczyłam, ale z ulgą pozbędę się opakowania.

Żel, peeling, maska 3 w 1 Vichy- baaaardzo fajny produkt. Co prawda stosowałam go jedynie jako żel do mycia buzi, ale spisywał się wybornie. Twarz była idealnie oczyszczona i trzymał w ryzach wszystkich nieprzyjaciół.



Różany płyn do twarzy Fitomed- pięknie pachniał i fajnie odświeżał buzię. No i był diabelnie wydajny.

Krem zapobiegawczy do twarzy marki Natura Officinalis- jak krem nawilżający tej marki pokochałam, tak ten znienawidziłam. Powód? Spowodował, że moje naczynka stały się bardzo aktywne, niemal non stop moja buzia była zaczerwieniona. Możliwe, że jestem wrażliwa na któryś jego składnik, ale wolę jak najszybciej pozbyć się delikwenta.


Spirulina- mój pielęgnacyjny niezbędnik. Koniecznie muszę się zaopatrzyć w nowe opakowanie :)


2 kremy do stóp, oba przeszły bez większego echa. Stopień nawilżenia był dla mnie za słaby, chociaż z dwojga złego to ten z No36 był lepszy. Na pewno nie kupię ich ponownie.


2 opakowania ukochanego eyelinera z Wibo oraz 2 tusze do rzęs:


Maybelline The Colosal Cat Eyes- dałam się nabrać kolejnej fajnej reklamie Maybellina. Tusz był kiepski, szczoteczka nieporęczna, mocno sklejał mi rzęsy. Teraz zaczął już dziwnie pachnieć więc muszę go wywalić.



Ten tusz był już o niebo lepszy od poprzednika. Fajna, gęsta szczoteczka idealnie rozczesywała i podkreślała rzęsy. Bardzo go lubiłam.


Puder ELF Complexion Perfection- jeden z moich pudrowych ulubieńców. Bardzo drobniutko zmielony, na twarzy niemal niewidoczny. Był również zaskakująco trwały i trzymał w ryzach błyszczenie na długie godziny. Kiedyś na pewno spotkamy się ponownie.

Podkład w żelu Rimmel Match Perfection- kiedyś mój podkładowy ideał, teraz mocno spadł w piedestału. Podejrzewam, że trafiłam na tą felerną partię produkcyjną o której ostrzegano na wielu blogach.

Korektor w pisaku firmy ChitChat- wygrana w jakimś rozdaniu, nie był wcale taki zły jak się zapowiadał.
Miał fajny beżowo-różowy kolor więc nieźle tuszował sińce pod oczami. Jednak znam lepsze korektory.


Pomadka do ust BEBE- najukochańsza. Nic więcej nie muszę mówić.

Carmex- życiowy niezbędnik, zarażam nim wszystkich wkoło. Mam już nowe opakowanie w zapasie ;)


I na koniec miniaturka tuszu, która trafiła w moje ręce rok temu:

Bez grama przesady stwierdzę, że był to najlepszy tusz jaki kiedykolwiek miałam przyjemność używać.


Gęsta, gumowa szczoteczka- tak jak lubię najbardziej.
Fenomenalne rozdzielenie, pogrubienie i podkręcenie rzęs. I nie jestem tu gołosłowna, ten tusz testowałam na wielu moich koleżankach i wszystkie były zachwycone.
No i na dodatek był szalenie wydajny, taka miniaturka wystarczyła mi na dobre 5 miesięcy codziennego używania.
Czy kupię wersję pełnowymiarową? Nie wiem. Jest to raczej drogi produkt i boję się trochę, że pełnowymiarowa wersja mnie rozczaruje. Jak uda mi się dostać gdzieś jeszcze taką miniaturkę to będę przeszczęśliwa ;)

No i to by było na tyle. Z przyjemnością pozbędę się wszystkich pustych opakowań. Jestem już bardzo blisko zużycia wszystkich zalegających mi produktów.

A żeby w przyrodzie zaistniała równowaga to jutro post zakupowy ;)

Zakupy z Rossmanowa

Ostatnio gdy humor mi jakoś wybitnie nie dopisywał moje nogi poniosły mnie do Rossmana. Zakupów w planach nie było, miałam sobie tako popatrzeć. Skończyło się jak zwykle. Siata pełna bo przecież była promocja. A oto moje łupy:


Po rozłożeniu na czynniki pierwsze:

Krem do stóp Fuss Wohl, nawet nie wczytywałam się w jego etykietę. Był na promocji za jakieś 3-4 złote a do jego zakupu przekonał mnie jelonek na opakowaniu.

I zoom na jelenia :D



Szampon z kofeiną z Alterry, uległam po raz kolejny wpływom blogosfery. Mam nadzieję, że się sprawdzi chociaż to tylko szampon. Cena regularna 9,99 zł a w promocji 6,99 o ile dobrze pamiętam. Pojemność 200  ml.


Żel pod prysznic Wellness&Beauty. Miałam kilka żeli tej firmy i wszystkie były w porządku. Był na promocji i spodobał mi się zapach więc kupiłam.


Krem do rąk Cztery Pory Roku- najulubieńszy!


Pomadka Isana- skusiłam się bo również była na promocji i miałam nadzieję, że będzie tańszą alternatywą dla pomadek Nivea. Niestety pierwsze testy nie wypadły zbyt pomyślnie.



Chusteczki do demakijażu w cenie niepełnych 3 zł? Biorę! I to od razu 2 opakowania. Już ich używałam i jak narazie sprawują się całkiem fajnie.


Eyeliner Lovely, bo mój obecny Wibo muszę już wydrapywać z opakowania, a na półce Wibo nie było czarnych więc skusiłam się na Lovely. Na oko wyglądają na baaaardzo podobne. Zobaczymy jak będzie w użytku.
Podkład Rimmel Match Perfection- kiedyś bardzo go lubiłam i ostatnio strasznie za nim zatęskniłam. Posiadam odcień Ivory. Niestety z tego co pamiętam to podkłady te miały bardzo przyjemny, odświeżający zapach a ten mój nowy nie pachnie :(


No i to by było na tyle. Jak widać większego szaleństwa nie było. Jedynie najpotrzebniejsze rzeczy :)

Używałyście któregoś z tych produktów?

Denko- zużycia ostatnich 2 miesięcy

Chyba największe denko jakie udało mi się do tej pory zaprezentować. Zużycia pochodzą jednak z sierpnia i września. Nie przedłużając przechodzę do sedna :)



Zacznę od kategorii włosowej:

Od lewej:
- Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar- używana w celu wspomagania wzrostu włosów. Uwielbiam jej zapach, co do działania to coraz częściej mam wrażenie, że jest znikome. Nie mam jednak na to dowodów, a w zapasie czeka jeszcze jedno opakowanie. Moja wrażenia z pierwszej kuracji Jantarem opisywałam TU.
- Olej rycynowy, we wrześniu używany naprawdę często. Dodawałam go masek, odżywek lub nakładałam solo na skórę głowy w celu pobudzenia cebulek do wzrostu i produkcji nowych włosów. Może wydawać się tępy i trudny do aplikacji ale wystarczy go lekko podgrzać. Ja zazwyczaj wlewałam do kubka gorącej wody i kładłam na niego spodek na który wylewałam odrobinę oleju. Czy działa będziecie mogły się przekonać w aktualizacji włosowej :)
- Olej Sesa, którego bazą jest olej kokosowy. Kiedyś kokos i moje włosy to był duet niemal idealny. Niestety w czasie ostatnich 2 lat coś się stało z moimi włosami bo przestały akceptować olej kokosowy, po jego użyciu są strasznie napuszczone i sianowate. Wiem, że ma to związek z porowatością włosów, jednak zaskoczona jestem, że na przestrzeni 2 lat moje włosy aż tak się zmieniły. Zapach tego olejku również zaczął mnie strasznie irytować, kiedyś spokojnie mogłam nakładać go na całą noc a teraz ciężko było mi wysiedzieć  z nim 3 h. Moją recenzję oleju Sesa znajdziecie TUTAJ.
- Maska Alterra- dobra, ale obciąża niemiłosiernie. Więcej jej nie zakupię. Pisałam o niej TUTAJ.


- Szampon Joanna Naturia Pokrzywowy- baaaardzo fajny, strasznie go polubiłam i pomimo, że kupiłam inne warianty zapachowe to jednak tęsknię za tym pokrzywowym i jego odświeżającym zapachem. Recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Szampon Babydream- mój łazienkowy must have!



- Kuracje z Rzepą firmy Joanna- na mnie niestety nie podziałały. Recenzję znajdziecie TU i TU. Plus za poręczną buteleczkę z dziubkiem, którą na pewno sobie zostawię :)


Trochę suplementacji- tabletki ze skrzypem i pokrzywą oraz słynne CP. Co do tych ze skrzypem to jedno opakowanie to zbyt mało, aby zobaczyć jakieś efekty. Jeśli chodzi o CP to opakowanie wystarczyło mi na jakieś 3 tygodnie kuracji. Potem miałam problem z kupieniem go w mojej miejscowej aptece, więc kurację przerwałam. Czy włosy mi po nim znacząco urosły ciężko stwierdzić. Kiedyś na pewno skuszę się na dłuższą kurację :)

Przejdę teraz do pielęgnacji twarzy:


Od lewej:
- Vichy Idealia o którym pisałam całkiem niedawno. Zainteresowanych odsyłam do recenzji KLIK!
- Maska Avon Planet Spa- fajna była, dobrze oczyszczała, ale jej zapach ciężki do zniesienia. Nie kupię jej ponownie właśnie przez ten zapach. Jej recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Mleczko do demakijażu Pat&Rub- najlepsze! Przepięknie pachnie, dobrze usuwa makijaż i nie pozostawia mgły na oczach, ma naturalny skład i jest wydajne. Chciałabym w przyszłości do niego powrócić o ile fundusze pozwolą. Jego recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Krem odżywczy multilipidowy z Pharmaceris- fenomenalny, bardzo go polubiłam. Cudnie odżywia skórę, a przy tym jest lekki. Więcej pisałam o nim TUTAJ.


Przechodzimy do pielęgnacji ciała:


Od lewej:
- Bielenda Pomarańczowa Skórka krem antycellulitowy- straszny! Nie odnotowałam żadnego działania. Producent na opakowaniu wspomina, że produkt delikatnie może rozgrzewać skórę- u mnie ona paliła żywym ogniem, była czerwona, gorąca, przez jakieś 20 minut nie byłam w stanie ubrać spodni od piżamy. Nie, nie, nie.
- Krem do ciała dr Irena Eris- cudo! Uwielbiam go i ubolewam nad tym, że się skończył. Hymn pochwalny na jego temat znajdziecie TUTAJ.
- Żel pod prysznic Alterra- miał przezroczystą, żelową konsystencję i ładny zapach. Nic szczególnego.



Moja dwa ulubione kremy do rąk- ich recenzję znajdziecie TUTAJ.


- Mus do ciała Lirene- ładnie, słodko pachnie, ale w kwestii nawilżania to słabiak. Recenzja TUTAJ. Cieszę się, że mam go z głowy :)
- Masełko do stóp Fuss Wohl- kupiłam na promocji za 9.99 zł. Ma bardzo twardą i zbitą konsystencję, która jednak dobrze rozsmarowuje się na skórze. Pachnie delikatnie, cytrynowo. Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Jest wydajne. Chętnie wrócę do niego w przyszłości.


Od góry:
- Plasterki do depilacji twarzy z Joanny- ogólnie były ok. Stosowałam je do depilacji brwi i dobrze się w tej roli sprawdzały Teraz jednak przerzuciłam się na plastry do nóg tej samej marki, bo są bardziej wydajne. Nożyczkami przycinam je do pożądanego kształtu, przyklejam w wybrane miejsce na łuku brwiowym i po chwili odrywam. Szybko i niemalże bezboleśnie. Już nigdy nie wrócę do pęsety.
- Pianka do golenia Venus- wielki niewypał. Lubię jak tego typu produkt daje gęstą i sztywną pianę. Tutaj zawsze ta piana była bardzo słaba a na dodatek pomimo tego, że w opakowaniu znajduje się jeszcze ok. połowa produktu to na zewnątrz wydostaje się jedynie wodniste mleko. Zapach również był bardzo kiepski. Niestety produkt ląduje w koszu a ja potulnie wracam do Isany.
- Płatki kosmetyczne Carea- moje ulubione waciki z Biedronki, to już moje nie-wiem-które opakowanie. Są świetnie i do tego nie drogie :)


Od lewej:
- Pomadka BEBE- moja ulubiona :) Pięknie pachnie, idealnie nawilża. Nie będę się rozpisywać, zainteresowanych odsyłam do recenzji TUTAJ.
- Korektor pod oczy Golden Rose- jedyny produkt z kolorówki jaki udało mi się zużyć. Bardzo fajny produkt, mógłby być bardziej wydajny, ale chętnie zakupię go ponownie. Recenzję znajdziecie TUTAJ.
- Krople do oczu Visine- niejednokrotnie ratowały moje zaczerwienione i suche oczy. Lubię je, jednak staram się nie używać za często.


Ufff i to by było wszystko :)
Teraz mogę z czystym sumieniem iść wyrzucić puste opakowania. Niektóre zużycia naprawdę mnie cieszą jak. np maska z Alterry lub mus do ciała Lirene.