Moje cienie z Inglota cz. 3- perły

13 Comments

Na początku mojej przygody z Inglotem byłam totalnie zachwycona ich perłowymi cieniami i namiętnie je kupowałam. Dziś lubię perłę jako akcent makijażu, bo cała powieka w perłach czasami wygląda bardzo ciężko. Nie przedłużając zapraszam do kolejnej części przeglądu moich Inglotowych cieni.



* 110- trochę w tym momencie oszukuję bo 110 jest cieniem o wykończeniu AMC, co oznacza cień o perłowej podstawie z dodatkowymi drobinkami. Jest to mój ulubiony cień jeśli mam ochotę na bardzo rozświetlony makijaż. Zauważyłam też, że ma tendencję do tego, że u każdego wypada nieco inaczej. Dla mnie jest to jasny, szampański kolor bardzo połyskliwy.



* 393- kolejny odcień w kolorze szampana. Lubię go do rozświetlania kącików oczu lub na powiekę ruchomą z przyciemnionym zewnętrznym kącikiem i załamaniem powieki. Jest bardzo jedwabisty w konsystencji i mocno napigmentowany.


* 119- czyli typowe złotko. Bardzo podobny do 393, aczkolwiek jest o wiele bardziej złoty. Jest to wykończenie również AMC, czyli ma dodatkowo w sobie drobinki.


* 407- to brzoskwiniowo-pomarańczowy kolor ze złotym poblaskiem. Strasznie mi się on podoba, niestety przy nakładaniu go pędzlem jego cały pigment gdzieś ucieka. Polecam próbowac aplikacji na mokro. To co potrafi zrobić z błękitną tęczówką oka to jest magia.


* 401- czyli cień, który podobno jest podróbką jakiegoś MACa (bodajże Satin Taupe jeśli dobrze pamiętam). Lubię ten cień, jest on w stanie zrobić praktycznie cały makijaż oka. Kolor to brąz lekko wpadający w srebrny (?), wypada raczej chłodno.

* 399- czyli odcień zgaszonego różu. Bardzo często wybierany do makijaży ślubnych, ponieważ daje bardzo subtelny efekt. Bardzo jedwabisty, mocno napigmentowany, przyjemnie się z nim pracuje.


* 446- czyli również klasyczny ślubniak. Jest to fiolet, ale taki nieoczywisty fiolet. Lubię go rozetrzeć w zewnętrznym kąciku oka. Nakładany na mokro naprawdę zachwyca.


Swatche na skórze:




Dalsza część kolekcji:




 * 153- jest to odcień bardzo podobny do 401, ale jeszcze chłodniejszy. Troszkę twardszy od 401, ale równie dobrze napigmentowany.


*409- to chyba mój pierwszy cień z tej firmy. Widać po nim dosyć mocne eksploatowanie. kolor to przepiękny brąz, który pięknie eksponuje niebieską tęczówkę. Pigmentacja jest naprawdę zabójcza, wystarczy doprawdy ociupinka. Nie osypuje sie i dobrze się rozciera.


* 452- jeszcze jakiś rok temu miałam prawdziwą obsesję na punkcie tego odcienia, przepiękne bordo gościło mi niemal codziennie. Moje oczy były w nim jakieś 100 x bardziej niebieskie. Najlepiej nakładało mi się go palcem bo wtedy mogłam wycisnąć z niego max pigmentacji. Przy nakładaniu pędzlem ta intensywność gdzies uciekała.


* 419- piękna zieleń wymieszana z odcieniem starego złota. Świetnie sprawdzał się jako akcent koloru przy smoky eyes. Mięciutki i dobrze napigmentowany.


* 408- szary, gołąbkowy kolor. Kupiłam go na początku mojej fascynacji perłowymi odcieniami a teraz raczej rzadko po niego sięgam.


* 420- również szary, ale tym razem bardziej stalowy odcień. Znacznie ciemniejszy niż 408.


* 134- mój drugi cień z kolekcji Rainbow. Kupiłam bo oczarował mnie ten najciemniejszy odcień, który latem lubię stosować na dolną powiekę. Przepiękny.

Tak prezentują się na skórze:




Jakbym miala podsumować wszystkie perły z Inglota to wszystkie są dosyć jedwabiste w konsystencji i dobrze napimentowane. Ładnie się rozcierają. Niestety niektóre odcienie przy nakładaniu pędzlem tracą na intensywności, ale wtedy można wklepać je palcem, nałożyć pędzlem syntetycznym lub na mokro.

Jak podobają Wam się te kolory? Coś wpadło Wam z oko?

KiziaMizia

Dziękuję za odwiedziny :-)

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jak się pracuje w otoczeniu takich cudów to cieżko się oprzec pokusie :D

      Usuń
  2. Kolor 399 przepiękny! Zazdroszczę takiej kolekcji cieni, ja dopiero powoli kompletuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro chyba się umaluję 399 bo mam na niego ochotę :P

      Powodzenia w kompletowaniu :)

      Usuń
  3. Zastanawiam się czy skompletować sobie własną paletkę Inglota czy sięgnąć po UD. Myślę że w tym roku coś wpadnie w moje ręce;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z UD nie mialam styczności więc niestety co do jakości nie doradzę. Z Inglotem jest ok bo sama wybierasz jakie cienie będziesz mieć w palecie, jak jakiś nie pasuje bądź się nie sprawdza to go wyciągasz i zastępujesz innym. Z UD jest natomiast fajne to że od razu do ręki dostajesz zestaw dość spójnych kolorystycznie cieni, co jest dobre gdy nie masz pomysłu na kompletowanie paletki lub po prostu chcesz coś gotowego na już :-)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. W sumie to dawno po 420 nie sięgałam, w sumie nie wiem czemu :D

      Usuń
  5. Niebieski set to jest to. BLUE MONDAY może zmienić znaczenie;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie potrafie przekonac sie do cieni z Inglota, mialam 4 i jak dla mnie sa za suche, albo na takie kolory akurat trafiam ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Odcień 110 wygląda jak Mary Lou Manizer :) Bardzo podoba mi się również odcień 401 i 407. Fajna kolekcja. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. 420 to nie szary odcień tylko bardziej wpadający w fiolecik,swoją drogą jest pięknyyyy

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wyrażenie swojej opinii :)
Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Komentarze niestosowne, obraźliwe lub nachalnie reklamujące będą usuwane.