Kobieto ile Ty tego masz?! cz. III róże i bronzery + swatche

, , , , , , 14 Comments

Dzisiaj kolejna część w której przekopuję się przez całe moje zbiory kosmetyczne. Zauważyłam, że dobrze robią mi posty z tej serii, łatwiej uświadamiam sobie ile czego mam, co lubię a czego nie i mogę skupić się na systematycznym zużywaniu.

W dzisiejszym poście pokażę moją kolekcję róży i bronzerów. I pomyśleć, że jeszcze 2 lata temu uważałam te produkty za kompletnie zbędne. A dzisiaj moja kolekcja wygląda tak:


9 róży i 2 bronzery. Ciężko mi określić czy jest to dużo czy mało. W przypadku róży przydałoby się nieco uszczuplić kolekcję, jednak ilość bronzerów jest moi zdaniem optymalna.

A więc przyjrzyjmy się im bliżej:


Na pierwszy ogień idą róże z Inglota. Posiadam dwa wkłady w formie do kasetek, które przechowuję w kasetce na puder, idealnie się tak mieszczą. Mam też jeden róż w osobnym opakowaniu, który był moim pierwszym różem tej firmy i dostałam go od chłopaka na mikołajki.

Róże te charakteryzuję się przede wszystkim dobrą pigmentacją i trwałością, niestety strasznie pylą przy nabieraniu ich na pędzel. Biorąc jednak pod uwagę ich cenę (ok. 20 zł) można im to wybaczyć.

Zoom na kolory:


72 to typowy chłodny, cukierkowy róż
82- jest to przybrudzony beżem róż, moim zdaniem jeden z najbardziej uniwersalnych odcieni Inglota
88- nieco żywszy odcień z lekką drobinką, który świetnie prezentuje się latem na opalonej skórze

Poza kolorami, które posiadam z kolorów Inglotowych róży lubiłam też 84 (brzoskwinia), 73 (brzoskwiniowo-brązowy) i 99 (jasny róż z drobinką).


Następne w mojej kolekcji róży są 3 opakowania z My Secret, które otrzymałam do przetestowania.


Kolory tych róży są naprawdę bardzo twarzowe. Mamy tutaj fajną brzoskwinkę, która była moim faworytem i jak widać ma największy ubytek. Cukierkowy róż przypomina mi nieco 72 z Inglota. Ten ostatni, lekko brązowawy można z powodzeniem stosować jako bronzer.

Róże te mają średnią pigmentację, co dla początkujących osób jest zdecydowanie plusem. Ich wykończenie jest lekko satynowe, co lepiej widać na swatchach. Niestety zawiodły mnie pod względem trwałości, u mnie po 3-4 godzinach nie ma po nich śladu.



Kolejne moje róże:


Róż z TheBodyShop dorwałam na jakiejś blogowej wyprzedaży. Dzięki Bogu, że ma sypką konsystencję i tak szybko się nie zepsuje bo sięgam po niego wyjątkowo rzadko. I nie potrafię jakoś logicznie wyjaśnić dlaczego. Myślę, że chyba ta sypka forma mnie nieco odstrasza.

Róż z MAC w kolorze Warm Soul był totalnie nie planowanym zakupem. Wybrałam się do salonu aby poprosić o dobranie mi podkładu. Tradycyjnie Pani nałożyła mi go na twarz a następnie wykończyła makijaż, między innymi tym właśnie różem. Efekt jak dał na mojej skórze strasznie mnie zachwycił, nie sądziłam nigdy że taki kolor będzie na mnie tak super wyglądał. Niestety w domowej rzeczywistości mamy relację love-hate. Podejrzewam jednak, że po prostu nie mam do tego produktu odpowiedniego pędzla, dlatego często jestem rozczarowana efektem końcowym.

Róż w sztyfcie z Essence. Kolor ładny, ale reszta bez większego szału. Odkąd go kupiłam to użyłam go może z 2 razy i tak sobie leży.


Przechodząc do kategorii bronzerów, jak już wspomniałam wcześniej posiadam 2 sztuki.


Posiadane przeze mnie bronzery różnią się od siebie drastycznie.

Bronzer Honolulu z W7 jest zdecydowanie bardziej ciepły. Świetnie nadaje się do ocieplania całej twarzy i nadawania jej lekkiej opalenizny ponieważ wygląda bardzo naturalnie. Niestety zdarza mu się robić plamy na twarzy, których nie sposób rozetrzeć. Trzeba więc nakładać go cieniutkimi warstwami i stopniować w ten sposób efekt.

Różo- bronzer z Nyxa w odcieniu Taupe nadaje się do bardzo precyzyjnego konturowania i podkreślania kości policzkowej. Ma kolor brązowo-szary, bardzo chłodny i daje efekt naturalnego cienia. W konsystencji różni się znacznie od tego z W7, jest twardszy i bardziej zbity.



A jak wygląda Wasza kolekcja róży i bronzerów? Jak są Wasze ulubione perełki?

KiziaMizia

Dziękuję za odwiedziny :-)

14 komentarzy:

  1. Ja ostatnio pokochałam puder HD do konturowania z Inglota (odcień 505). Uwielbiam go za kolor, dość zbliżony z resztą do Taupe z NYXa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam wychodzę z założenia, że jeśli produkt użyję przynajmniej raz w miesiącu to jest mi do szczęście niezbędny :D
    Swoją drogą nawet nie wiem ile mam róży na chwilę obecną, pewnie z 5 :P

    OdpowiedzUsuń
  3. bez urazy, ale niektóre to chyba nie trafione kolory, przynajmniej na ręce tak wyglądają:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nietrafione kolory już dawno poszły w świat, lubię eksperymentować z makijażami zarówno w ciepłej jak i chłodnej tonacji więc mam szeroki wybór :)

      Usuń
  4. Bardzo lubię róże z My Secret. Niewielka cena a całkiem niezła jakość :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jest coś takiego jak za dużo róży? :P Ja celuję jednak w bardziej koralowe kolory ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie brakuje mi w kolekcji czegoś lekko koralowego i jakiejś trwalszej brzoskwinki :)

      Usuń
  6. Ja róży od zawsze mam za dużo, ale do bronzerów przekonuję się dopiero od niedawna. Wpadł mi w oko twój nyx, bardzo ciekawy kolor. Już gdzieś widziałam go na zdjęciach, zapamiętałam przez ten chłodny odcień. Chyba w końcu kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Bronzer mam jeden, róży chyba z 4 ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ladna kolekcja :) Tez mam Honolulu i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  9. lubie bronzer z w7 ale przyznaje że mam tego więcej ;P

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wyrażenie swojej opinii :)
Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Komentarze niestosowne, obraźliwe lub nachalnie reklamujące będą usuwane.