Powrót + ulubieńcy ostatnich miesięcy

Jak już zauważyliście lub nie, ostatnio na moim blogu było bardzo cicho i głucho. Nastąpiła niezaplanowana i nie do końca zależna ode mnie przerwa. Przyczyna? Najzwyczajniej w świecie nie miałam kompletnie na nic czasu. Wyjątkowo wymagający i ciężki semestr na studiach (studia magisterskie to złoooo) oraz praca zachłannie zagarnęły cały mój wolny czas. Na szczęście są już wakacje i jestem wolna od uczelni więc stęskniona wróciłam do prowadzenia bloga. Brakowało mi tego. Naprawdę. Może się to wydawać się niepoważne, ale naprawdę tęskniłam za tym "pisaniem o malowidłach" (tak to ujmują moi znajomi ;)).
Poza tym mogłam na spokojnie spojrzeć z dystansem na swoją blogową działalność, blogosferę oraz dojść do tego co chciałabym zmienić i poprawić w swoim blogu oraz co sprawia mi frajdę lub drażni i razi mnie w blogowaniu :)

Co się ze mną działo w trakcie tych tygodni przerwy? Zapraszam na post z serii "z perspektywy mojego telefonu" :D

Zawsze chciałam mieć lansiarską focie w lustrze z dziubkiem :D 
Tutaj możecie przy okazji zobaczyć moje nowe ukochane kocie okulary ;)


Piękny kłos na włosach koleżanki made by me. Zazdroszczę jej tych włosów strasznie!
Poza tym nie wiem czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale od dziecięcych lat jestem niespełnionym fryzjerem, uwielbiam czesać ludzi i umiem czesać niemal wszystkie rodzaje warkoczy, plecionek itp.
Zawsze jakaś alternatywa gdyby na obecnych studiach mi nie poszło ;)



 

Po-juwenaliowe wspominki. Było naprawdę super, wybawiłam się za wszystkie czasy. Dodatkowo koncert Enej na Wrocławskich Tekach był super, chłopaki mnie totalnie oczarowali :)


Po imprezowaniu powrót do uczelnianej rzeczywistości był ciężki ;) 
Dodatkowo nastał czas egzaminów i zaliczeń.


I trzeba było przysiąść do nauki!


Lub próbować innych metod. Na PWR każdy orze jak może ;)


Pomimo upływu lat miłość nadal kwitnie <3 p="">



Po zakończeniu semestru czas na wyprowadzkę i powrót do rodzinnego gniazdka. Wielkie rozpakowywanie i dylematy w stylu "gdzie ja to wszystko upchnę?"


A teraz czas przejść do sedna całego postu a mianowicie ulubieńców ostatnich miesięcy, czyli produkty które absolutnie ostatnio pokochałam.

Z kategorii pielęgnacji absolutnie uwielbiam dwa poniższe produkty marki Pharmaceris. Do tej pory demakijaż był dla mnie złem koniecznym. Z jednej strony nie wyobrażam sobie kłaść się do łóżka z makijażem na twarzy, ale z drugiej na myśl o zmywaniu tego wszystkiego i produktach które dodatkowo podrażniały mi skórę aż dostawałam gęsiej skórki. Żel myjący z serii N oraz łagodząca pianka myjąca z serii A to strzały w dziesiątkę, idealnie usuwają cały makijaż, łącznie z tuszem i eyelinerem a dodatkowo nie podrażniają ani nie wysuszają mi skóry, wręcz przeciwnie po ich użyciu skóra jest przyjemnie czysta, ukojona i nie męczy mnie uczucie ściągnięcia. Nie są drogie, ich cena to dwadzieścia złotych z hakiem, często są też w promocji. Wydajność również jest bardzo zadowalająca, choć w tej kategorii to żel myjący wiedzie prym, pianka uciekała mi z opakowania o wiele szybciej.


Woda termalna Uriage świetnie spisuje się do zwilżania masek algowych i glinkowych oraz do odświeżenia skóry w ciągu dnia lub przed nałożeniem kremu. Bardzo podoba mi się to, że aplikator rozpyla ją delikatną drobną mgiełką, nie tak jak w przypadku wody z Vichy, która pluła wodą w twarz ;)


W pielęgnacji twarzy postawiłam ostatnio na minimalizm. Poniżej moje 3 kosmetyczne odkrycia. Przede wszystkim olejek arganowy ze Starej Mydlarnii. Kupiłam go całkiem przypadkiem i okazał się bardzo przyjemny. Przepięknie pachnie pomarańczą (mam obsesję na punkcie cytrusowych zapachów!), zauważalnie odżywia skórę, po jego użyciu moja twarz jest bardzo milutka i gładka w dotyku.
Krem pod oczy BioNike to zdecydowanie najlepszy produkt w tej kategorii jaki miałam okazję używać. Jest to krem, którego działanie po prostu czuję i widzę. Stosuję go pod oczy jak i na powieki. Cudownie łagodzi i nawilża skórę w tych rejonach.
Letni niezbędnik- krem z filtrem Vichy. Kupiony bardzo spontanicznie, zanim zaczął się na niego cały ten bum. Będąc w Superpharmie przypomniało mi się, że potrzebuję kremu z wysokim filtrem, a ten był aktualnie na promocji więc trafił do koszyka. Zazwyczaj takie nieplanowane i popełnione bez uprzedniego researchu w necie zakupy kończą się rozczarowaniem, ale to akurat był strzał w dziesiątkę. Recenzję postaram się zamieścić na dniach. Postaram się go też porównać z kremem z filtrem z Pharmacerisu, którego wcześniej używałam.


Dałam się omamić Original Source. Żel pod prysznic Raspberry&Vanilla to mistrzostwa świata, pachnie po prostu cuuuuuudownie, aż mam ochotę go schrupać. Dodatkowo pod względem pielęgnacyjnym krzywdy mi nie robi więc jestem na tak!
Moja miłość do czekoladowego peelingu z Ziaji trwa, choć muszę przyznać, że jestem już nieco znużona jego zapachem i mam ochotę wypróbować coś nowego. Ale pomimo to uważam, że to jeden z lepszych peelingów jaki używałam.


Z kolorówką raczej spokojnie i bez szaleństw. Zakochałam się w chusteczkach matujących z Inglota, są po prostu fe-no-me-nal-ne! Dodatkowo niezmiennie towarzyszyła mi baza pod cienie do powiek Hean oraz tusz Max Factor 2000 Calorie, który polecam wszystkim znajomym i krewnym. Świetnie spisywał się u mnie również korektor z Collection 2000 i eyeliner Maybelina, które dostałam od kochanego Kokoska (:*)
Jeśli chodzi o cienie to królował Inglot w neutralnych brązach. Od lewej: nr 353-duże opakowanie oraz wypraski: 456, 390, 409.



Z przyborów kosmetycznych nieoceniony okazał się płyn do czyszczenia pędzli. Mój wybór padł na Inglota bo po prostu miałam do niego najlepszy dostęp i cena była przystępna (16 zł).
No i na sam koniec mój niezbędnik jeżeli chodzi o malowanie paznokci- wysuszacz Seche Vite. Geniusz! Niedługo recenzja :)

Wszystkie pokazane kosmetyki polecam Wam z całego serca, są naprawdę warte uwagi.

Teraz uciekam nadrabiać moje ogroooomne zaległości na Waszych blogach.

A jacy są Wasi ulubieńcy? Coś się pokrywa z moimi? :)

KiziaMizia

Dziękuję za odwiedziny :-)

17 komentarzy:

  1. Wczoraj o Tobie myślałam i się zastanawiałam gdzie się podziewasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałaś ściągnąć mnie myślami bo dzisiaj rano wstałam z mocnym postanowieniem napisania posta :D

      Usuń
    2. Zabij mnie, ale ja też wczoraj o Tobie myślałam! Ba! - weszłam na Twój blog a potem prosto na fejsa, czy może tam nie dałaś jakiegoś znaku życia ;> Ale już jesteś, i bardzo się z tego powodu cieszymy ;))

      Usuń
  2. fajne fotki :)
    szacun za warkocz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny warkocz :p Ślicznie wygląda. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Warkocz <3

    http://kazdy-ma-jakiegos-bzika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. ostatnio tu zaglądałam i Cie poszukiwałam :]
    wywołałam Cię ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że już z nami jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę tutaj kilka perełek na które z pewnością się skuszę, bardzo lubię produkty inglota, mają przystępne ceny i dobre produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale fajna ta cola :D

    Super blog :) !

    Zapraszam do siebie na conversowe rozdanie ; ) !!!
    http://essently.blogspot.com/2012/12/conversowe-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas nigdy nie przechodziły numery z tymi "pan da 3". :-D Zachęciłaś mnie do tego peelingu Ziaji, muszę go wypróbować. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. noooooo :)
    w końcu!
    córa marnotrawna wrociła!

    :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Patrząc na datę ostatniego wpisu, to naprawdę Cię sporo nie było :D z Twoich ulubieńców znam tylko peeling czekoladowy- czaruje zapachem zdecydowanie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę mieć te kolory cieni z Inglot :D właśnie takich neutralnych mi brakuje :p
    Fajny kłos Ci wyszedł :) ja dzisiaj robiłam warkocza wypukłego ;D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wyrażenie swojej opinii :)
Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Komentarze niestosowne, obraźliwe lub nachalnie reklamujące będą usuwane.